PODAJ DALEJ

Niegdyś potężny okręt na polskim futbolowym morzu – Ruch Chorzów, dziś osiadł na mieliźnie i coraz bardziej się osuwa. Nie ulega wątpliwości, że klub tonie w długach  i możliwe, że nie dostanie licencji na następny sezon. Niektórzy postanowili opuścić okręt wcześniej.

Pierwszym wstrząsem dla kibiców było odejście Waldemara Fornalika – „Kinga”. Przed paroma dniami śladem kapitana podążył jeden z załogantów Patryk Lipski, który przez ostatnie lata napędzał grę „Niebieskich”. Sprawa byłego piłkarza Ruchu z pozoru wydaje się łatwa. Gdy się jej bardziej przypatrzymy staje się prosta niczym pięć metrów liny. Klub na skutek ogromnych problemów finansowych nie płacił piłkarzowi, przez co stracił do niego prawa. Lipski okazał się więc walczącym o swoje prawa zawodnikiem czy bezwstydnym dezerterem, który opuścił drużynę w najgorszym momencie? Zdania kibiców są podzielone, czego upust dają w internecie.

Z jednej strony Lipski powinien zostać w Chorzowie do końca sezonu. Przecież Ruch ma problemy finansowe nie od dziś. Skoro piłkarz zdecydował się dalej ciągnąć z kolegami ten „wózek”, w momencie kiedy dostali punkty karne za krętactwa działaczy, to dlaczego nie mógł wytrzymać w klubie jeszcze kilku tygodni?

Niebawem rozpocznie się w Polsce EURO U-21, na którym Lipski chciałby wystąpić. Obecnie jak najlepsze przygotowanie i powrót po kontuzji powinny być dla niego najważniejsze. Do tego jest potrzebna regularna gra na dobrym poziomie. Wydaje się, że nigdzie nie znalazłby tyle zaufania co przy ul. Cichej. Był gwiazdą drużyny Waldemara Fornalika, więc dlaczego nie mógłby się stać jednym z ważniejszych klocków w układance trenera Warzychy? Wróciłby do gry, po zakończeniu sezonu pożegnał się z klubem, który przy okazji zarobiłby coś na transferze. Wszyscy byliby zadowoleni i przynajmniej piłkarz nie miałby dzisiaj statusu zdrajcy wśród wielu kibiców Ruchu.

*

Można powiedzieć, że były as Ruchu po prostu skorzystał ze swoich praw. Przecież nikt z nas sobie nie wyobraża sytuacji, w której za dwa miesiące pracy nie dostaje pieniędzy i godzi się na to. Możemy oczywiście patrzeć na piłkę w sposób realistyczny lub romantyczny. Lipski to pracownik klubu, który jak każdy człowiek chce pobierać wynagrodzenie za to co robi. Ma swoje prawa, których wyższość uznała odpowiednia komisja PZPN. Jednak patrząc z drugiej strony możemy stwierdzić, że zajęcie piłkarza to coś więcej niż np. zawód górnika. Lipski przez parę lat grał z „eRką” na piersi. Swoją grą cieszył kibiców, z którymi się utożsamiał, a oni z nim. W jednym momencie odchodzi. Wypisuje się z „Niebieskiej” rodziny, w chwili kiedy być może jest najbardziej potrzebny. Dla kibiców sprawa jest jasna: albo grasz z nami, albo przeciwko nam. Nie ma nic pomiędzy.

*

Nie chcę osądzać, czy Lipski postąpił odpowiednio czy nie. Jego życie, jego sprawa, jego kariera. Podjął taką decyzję i trzeba to uszanować. Oczywiście punkt widzenia klubu i zawodnika są odmienne. Prezes Ruchu Janusz Paterman już parę tygodni temu na konferencji stwierdził: „Pan Patryk Lipski powinien się zreflektować. To co powiedział trener: albo wszyscy gramy w jednej drużynie, albo ktoś się wyłamuje. Dla tych, którzy się wyłamują (…) nie ma alternatywy”. Sam piłkarz w wydanym dzisiaj oświadczeniu pisze, że to „Przedstawiciele Klubu niespodziewanie zerwali negocjacje i zakończyli spotkanie, decydując, że to Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych PZPN ma dokonać ostatecznej oceny sytuacji”. W czwartek tego dokonała. Ruch stracił zawodnika i nie odzyska. Lipskiemu za parę lat gry w barwach Ruchu należą się podziękowania. Dalej niech się Polakowi wiedzie. Krzyż mu na drogę!

Patryk Kapa

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here