PODAJ DALEJ
Finisz sezonu

„Mietek Fogg to był równy gość. Daj mi tę jedną niedzielę, ostatnią niedzielę, a potem niech wali się świat! To jest prawdziwa piosenka o niespełnionej miłości. Wiesz, że przed wojną kolesie zamawiali sobie tę melodię u orkiestry, a potem strzelali sobie w łeb? Chcieli, żeby to była ostatnia piosenka w ich życiu. Bo jest prawdziwa. Nie mówi o tym, że widziałem ptaka cień, albo że wszystko się może zdarzyć!”

Zacząłem cytatem, bo idealnie pasuje do przyszłej niedzieli. Finisz sezonu 2016/2017 Ekstraklasy już coraz bliżej, a my tak naprawdę nic nie wiemy. O tytuł walczą cztery drużyny, może zdarzyć się wszystko. Jedna z tych drużyn zajmie czwarte miejsce i będzie mogła „strzelić sobie w łeb”. Na dole też ciekawie! O uniknięcie spadku walczą Arka Gdynia i Górnik Łęczna. Popularne śledzie mają utrzymanie na wyciągnięcie ręki, wystarczy wygrać z Zagłębiem Lubin.

W związku ze zgodą kibiców obu drużyn, narosły podejrzenia puszczenia wyników przez Miedziowych. Powiem wam szczerze – nic gorszego nie może spotkać sportowca niż przeciwnik, który się podkłada. W swojej przygodzie z piłką miałem kilka meczów wygranych walkowerem. Niesmak tych wygranych czuję do dziś, to wbrew wszystkim wartościom, które od pierwszego treningu ma wpajane piłkarz. Jestem przekonany, że piłkarze Zagłębia podejdą do meczu normalnie jak do pozostałych 36 pojedynków, a piłkarze Arki będą chcieli wygrać w normalnej sportowej rywalizacji. Kibice niech zajmą się wspieraniem swoich drużyn, mieszanie się w podejście piłkarzy do meczu zwykle kończy się jak w Zabrzu, czyli niezbyt fajnie.

„Może ty się jeszcze, kurwa, zajmiesz hodowlą jedwabników?”

Nie wszyscy jednak walczą o życie. Ba! Niektórzy traktują rozgrywki jako przymus. Pogoń Szczecin zwolniła swoich dwóch najlepszych graczy Spas Deleva i Adama Gyurcso by odpoczęli sobie przed zgrupowaniami reprezentacji! Zwolnienie obu piłkarzy z ostatniego oficjalnego meczu ligowego, kiedy wciąż toczą się rozgrywki, walka toczy się o punkty, a co za tym idzie, także o kasę dla klubu, a drużyna walczy o utrzymanie siódmej pozycji, to przejaw lekceważenia kibiców i całej Ekstraklasy. Mam propozycję do osób, które taką decyzję podjęły – zajmijcie się hodowlą jedwabników! Jeśli myślicie, że wraz z nowym stadionem problem z frekwencją zniknie to się grubo mylicie. Jesteście amatorami, którzy nie wiedzą po co gra się w Ekstraklasie!

„Droga koleżanko, taka pobłażliwość wobec studentów jest niedopuszczalna. Gotowi pomyśleć, że my tu jesteśmy dla nich!”

Ogólnie kilka klubów mi podpadło. Okazuje się, że taka Pogoń, Termalica i Wisła Płock po uzyskaniu pewnego utrzymania mają na wszystko wywalone uszy. Brak zaangażowania aż wylewa się z zielonej murawy. Prędzej czy później zemści się to na tych klubach, a zwłaszcza na zawodnikach. Aż ciśnie się pytanie. Dla kogo wy gracie i po co? Niestety żadna reforma nie zmieni mentalności, a w naszych realiach myślenie bylebym miał spokój niestety przeważa nad chęcią bycia lepszym, nad etyką ciągłego doskonalenia.

„– Jaki ty jesteś twardy!
– Jestem człowiekiem z miasta…
– Ale ty masz silną psychikę!
– Zajebiście silną!”

Wracając do najlepszej czwórki. Ligę wygra zespół z najsilniejszą psychiką, ten który będzie miał przeświadczenie, że jest najlepszy. Oczywiście może zdarzyć się jakiś Mariusz Jop, ale to scenariusz mało prawdopodobny. Ja jako kibic Legii dawno tak nie przeżywałem końcówki sezonu. Ostatni rok to zwroty akcji i zawirowania, było wszystko. Zamiana trenera, zmiana właściciela, nieudane okienko transferowe, kłótnie w szatni, wpadki z outsiderami. Dziś zostało nam 4 dni do meczu, który zdecyduje o mistrzostwie Polski dla Legii Warszawa. Wierzę w to, że piłkarze Legii przeniosą doświadczenie z Ligi Mistrzów i skumulują je w czasie tych ostatnich 90 minut. Jestem przekonany, że Lechia rzuci to co ma najlepsze, dadzą z siebie wszystko. Teksty „Tam grają Legioniści i odpuszczą Legii” powodują u mnie śmiech i współczucie dla ludzi wypowiadających takie bzdurne teorie. Jedni i drudzy nie mogą oglądać się na rywali. Magiera i Nowak muszą postawić na atak i wymianę ciosów. Jeśli Legia wygra, będzie miała mistrza Polski, jeśli Lechia puchary europejskie, a przy remisie w drugim meczu będzie mogła wznieść puchar dla najlepszej drużyny.

„Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubisz robić? A potem zacznij to robić.”

W drugim meczu też będzie ciekawie. Jagiellonia przy pełnych trybunach zagra z Lechem Poznań. Będzie to pożegnalny mecz trenera Probierza, który będzie szukał szczęścia zagranicą. Jagiellonia musi wygrać, by myśleć o mistrzostwie Polski, remis daje jej udział w europejskich pucharach. Gorzej sprawa wygląda w drużynie z krainy podziemnej pomarańczy. Na światło dzienne wyszły kwasy z szatni. Trenerowi Bjelicy postawił się kapitan Trałka, za co został zesłany na ławkę rezerwowych w ostatnim meczu z Wisła Kraków i została odebrana mu opaska. Jeśli dodamy do tego problemy z Pawłowskim i Robakiem, wyjdzie nam niezły zakalec.

Długofalowo ta sytuacja może zadziałać na korzyść Lecha Poznań. Wszystko zależy od władz klubu i konsekwencji trenera. Rutkowscy muszą udzielić pełnego zaufania trenerowi, nawet wtedy gdy wyniki nie będą na początku zgodne z oczekiwaniami. Trener musi konsekwentnie karczować szatnię z chwastów. Jednak krótkofalowo może być problem z meczem w Białymstoku. Kontuzje Wilusza i Gajosa, wątpliwy występ piłkarzy skłóconych z trenerem sprawiają, że szanse na wygraną maleją. Sami piłkarze muszą odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie: poprzeć trenera, zarząd i kibiców, czy wstawić się za kolegami z szatni? Odpowiedź uzyskamy w niedzielę. Przy niefortunnym zbiegu okoliczności Kolejorz może na jesień grać tylko w Ekstraklasie i Pucharze Polski.

„Coco jumbo i do przodu – to moje hasło!”

Cholera, nie mogę doczekać się niedzieli. Zapowiada się pasjonujące 90 minut z Ekstraklasą. Finisz sezonu jakiego nikt inny nie ma! Dawno nie było takie presji i emocji przedmeczowych. Mam nadzieję, że piłkarze dadzą radę. Ja trzymam kciuki z Legię, a wy za kogo?

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here