PODAJ DALEJ

Często tak mam, że zanim napiszę jakiś tekst, wymyślam sobie tytuł i krążę w koło niego jak księżyc względem ziemi, a jeśli krążyć się nie da to przynajmniej staram się przelecieć jak najbliżej, jak kometa mijająca ziemię o włos. Momentami jest to bardzo zgubne, bo to mniej więcej tak, jakby zaczynać tworzyć piosenkę od wymyślania tytułu.

Wraz z ostatnim gwizdkiem w meczu z Bruk-Bet Popcorn Termaliką, układałem sobie w głowie podsumowanie całego sezonu w wykonaniu naszych piłkarzy, chcąc wyciągnąć wnioski, na temat ich przydatności w nadchodzącym sezonie. Nie sądziłem, że tytuł, który rodzi się w mojej głowie będzie proroczy. Wymyśliłem sobie „Wietrzenie Wiślackich Magazynów” i jeszcze dobrze nie zacząłem pisać, a już z podsumowania wypadł mi Załuska, o którym chciałem pisać, że powinien zostać, bo dawno nie mieliśmy takiego spokoju w bramce.

***

Ze względu na pracę, w ciągu tygodnia nie mam czasu na spanie, o pisaniu nie wspominając, a na weekend nie było sensu pisać podsumowania, bo Wisła wystosowała komunikat: „Dziękujemy za występy w trykocie z białą gwiazdą na piersi Michałowi Buchalikowi, Cristianowi Echavarrii, Krystianowi Kujawie, Michałowi Miśkiewiczowi, Alanowi Urydze, Mateuszowi Zacharze, Mateuszowi Zającowi (bramkarzowi) i Łukaszowi Załusce.” 8 nazwisk, z czego do pięciu nie mam większych zastrzeżeń odnośnie decyzji. Oprócz Łukasza, wydaje mi się, że Zachara mógł zostać jeszcze sezon, bo nie widziałem nigdy napastnika, który z ławki rezerwowych strzelałby gole, a Mati ma umiejętność stwarzania zagrożenia pod bramką rywala (tak samo jak Paweł Brożek), a dodatkowo jest w miarę szybki i prosto biega (czego o Pawle niestety na chwilę obecną powiedzieć nie można). Ale ja nie o nich chciałem…

*

Człowiek codziennie przegląda Twittera i widzi, że na ustach ludzi piłkarze z topu: gdzie zagra Szczęsny i czy zgodzi się na rok siedzenia na ławie? Czy Ronaldo to gej, bo że oszust podatkowy to wiadomo, ale nie taki duży jak Messi, bo Messi to w ogóle przeginał bagietę itp. itd. Ale od paru dni niespodziewanie wszystkie gwiazdy mogą odetchnąć z ulgą i ze spokojem tuszować swoje finansowe i seksualne ekscesy, bo mamy temat zastępczy, który wałkujemy na wszystkie możliwe sposoby (bardzo dobrze, ze tak się dzieje, niech to trwa).

*

„Cudze chwalicie, swego nie znacie, czy jednak lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu? – rozpraw się z tematem na podstawie analizy przebiegu kariery Alana Urygi w Wiśle Kraków. Wyszukaj analogię do innych graczy”. Temat na maturę z polskiego w 2018 gotowy.

Ile ludzi, tyle opinii, a obóz tych, którzy cieszą się z zakończenia współpracy z Alanem jest równy temu, który twierdzi, że to jednak błąd i trzeba było kontrakt przedłużyć. Oba obozy mają dosyć mocne argumenty, z którymi nie można się nie zgodzić. To jak to z nim w końcu jest? Alan przez 15 lat w Wiśle nigdy nie grał błyskotliwie, nie wszedł na wyższy poziom, często wybierał najprostsze rozwiązania, zagrywał w poprzek lub do tyłu, nie miał asyst/goli, popełniał błędy – z tymi argumentami nie można się nie zgodzić. Ale patrząc na to z drugiej strony, nie wszyscy piłkarze muszą grać wirtuozerię, potrzebni są też tacy, którzy jebną ze łba, odbiorą piłkę i oddadzą ją koledze, którzy wiedzą, co z nią zrobić. Czyli najprościej mówiąc: odjebią czarną robotę i gra muzyka – a w tym Alan akurat jest dobry.

Błędy popełniał – to fakt, ale po primo: błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi (przypominam, że nasz kapitan zawalił ostatnio dwie bramki w ten sam sposób – za krótko podając do bramkarza i nikt mu nie robi wywodów, że się nie nadaje i że do wyjebania dyscyplinarnie), po secundo: na pewno błędy biorą się z braku rytmu meczowego i ogrania na danej pozycji. Kiedy nie było komu grać w Wiśle i z braku laku grał praktycznie cały sezon na defensywnym pomocniku, to z meczu na mecz radził sobie coraz lepiej, łapał luz i w pewnym momencie próbował nawet zmienić kierunek rozgrywania z własnej bramki, na bramkę przeciwnika. A ile daje rytm meczowy mieliśmy okazję przekonać się w meczu z Rumunami, kiedy mogliśmy podziwiać grę Mączyńskiego i „grę” Krychowiaka. A po trzecie „primo-ultimo”: nie pomagało mu rzucanie go z pozycji defensywnego pomocnika na obronę i z powrotem.

Wedle mojej teorii granie na DMF bardzo pomaga w późniejszym graniu jako CB, bo człowiek jest obyty z szybszym graniem na małej przestrzeni i nie panikuje, kiedy robi się gorąco pod polem karnym. Tyle że żeby mieć ten luz, to trzeba się kilka razy pomylić i wliczyć to w koszta, żeby doświadczenie procentowało. Niestety, po każdym błędzie Alan dostawał od razu rachunek do zapłaty i siadał na ławie, a kibice zamiast go wspierać, jechali po nim jak po burej suce. Żaden trener nie miał na tyle odwagi, żeby go „przyholować” i dodać mu pewności siebie (tak jak to robią choćby w Lechu z Bednarkiem, który w moim przekonaniu wcale nie jest lepszy od Urygi na obronie).

Finał tego zamieszania jest taki, że odchodzi od nas młody piłkarz z dużym ekstraklasowym doświadczeniem, który całą swoją dotychczasową przygodę z piłką spędził w naszym klubie, podpatrywał i uczył się od najlepszych na swojej pozycji. Odchodzi piłkarz, który może nie był wybitny, ale na pewno solidny (zwłaszcza w rytmie meczowym), który może grać na kilku pozycjach i który zna presję dużego klubu. Jeśli dodamy do tego fakt, że za chwilę może znaleźć się kupiec na Mączyńskiego i Brleka, to okaże się, że w środku pomocy będziemy mieć dziurę jak lej po bombie.

Nie jestem ekspertem, ale wydaje mi się, że niewielu jest w naszej lidze piłkarzy tak młodych, a jednocześnie tak doświadczonych, chyba żaden z nich nie został bez żalu odpalony, a już na pewno żaden nie dowiedział się o tym z internetów (masakra!!!). Czy w takiej sytuacji warto pozbywać się takiego piłkarza? Moim subiektywnym zdaniem: zdecydowanie nie.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here