Connect with us

Kluby

Orzeł i reszka – raz Legia, raz Lech

stadiony Legia Lech

[vc_row][vc_column][vc_column_text]Jak dobrze wiecie, największe derby czy inne arcyważne mecze, nazywane klasykami, to zawsze pojedynek dwóch drużyn o zupełnie odmiennej filozofii. Promocja wychowanków, ukształtowanych na jedną, lecz bardzo uniwersalną modłę kontra kupowanie najlepszych zawodników i podkreślanie swojej wyższości. Skupowanie talentów za czapkę gruszek przeciwko kładzeniu na stół olbrzymich sum za gwiazdy ligi. Różnice tworzą podziały, a w raz z nimi tworzy się rywalizacja.

Od dłuższego czasu trwa dyskusja nad wyższością Legii nad Lechem i vice versa. Nasilenie jej możemy zaobserwować w ostatnich dniach, z powodu o którym doskonale zdajecie sobie Państwo sprawę. Pozwolę sobie, z perspektywy dalekiej Bydgoszczy, dodać swoje trzy grosze do tej dysputy.

 

Legia pod rządami Leśnodorskiego i spółki to klub nieustannie podkreślający swoją wielkość i aspiracje. Wszystko jest poparte dobrze funkcjonującym marketingiem (nie chodzi mi tylko o Misia Kazka czy wałki z Fanstore, a politykę medialną klubu – liczne wywiady, dobre relacje z dziennikarzami, działalność w social media). W pewnym momencie ten wizerunek jednak przysłonił nieco rzeczywistość (tak jak Dariuszowi Marcowi wizję przenoszenia draftu z NBA zasłaniały widok muraw, które nie przypominały parkietów Chicago Bulls) a balonik zaczął tracić powietrze. Celtic, mecz z Ajaksem i przenosiny Rado, przegrane mistrzostwo, szereg drobnych wpadek wizerunkowych – najlepszy klub w Polsce stał się ledwie drugi.

Nie podoba mi się Twitterowa działalność B(L)1916, jego twierdzenia Mazek>Gyurcso czy podawanie inicjałów nowych graczy. Może to faktycznie wyróżnia Leśnodorskiego na tle innych (co podkreślają kibice Legii „to jest nasz prezes”), ale trochę nie przystoi prezesowi projektu z europejskimi aspiracjami. Z perspektywy kogoś, kto raczej nie przepada za warszawskim klubem (chyba nie dziwne), każda taka wpadka pokazuje, że obrana przez niego droga okazuje się wadliwa. Fakt, największa szydera idzie i tak od samych kibiców, ale z przegranego sezonu Legia wyciągnęła jednak istotne wnioski.

BL się nie zmieni, podobnie jak polityka medialna klubu (ekhm, Klubu). Jednak to „wywyższanie” idealnie odpowiada potrzebom kibiców i jest jakby naturalną częścią legijnego charakteru. To w końcu Legia bije rekordy frekwencji w innych miastach, a jej mecze z Górnikiem Zabrze, Wisłą Kraków, Widzewem Łódź i aktualnie z Lechem elektryzują całą Polskę.

 

Z drugiej strony Lech, który w teorii ma filozofię znacznie bardziej odpowiadającą moim oczekiwaniom. Zamiast kominów płacowych i szastania gotówką – uzupełnienia kadry za niewielkie pieniądze, z określonymi warunkami kontraktowymi. Nie sprawdziłeś się – żegnamy cię za darmo po sezonie. Do tego plan wprowadzania wychowanków, inwestycje w szkolenie i oczekiwanie na zysk – nie tylko do kasy klubu, ale również dla reprezentacji. To wszystko wygląda na spójny projekt, oparty na wielkopolskich tradycjach pracy organicznej i pozytywistycznych ideałach – teraz budujemy, kiedyś wyjmiemy.

Lech jednak dość szybko odniósł sukces (inna sprawa, że oczekiwany przez kibiców) i zdobył tytuł mistrzowski. Wykorzystał problemy Legii, miał zawodników w dobrej formie, rozpędził się po kryzysie, w jaki wpadł w połowie poprzedniego sezonu. Ale tak jak w Warszawie, balonik pękł szybko. Trener na lata okazał się być trenerem na rok, gdyż nie poradził sobie z drugim wielkim kryzysem. Zawiodła polityka transferowa, komunikacja z kibicami, nie udało się zagospodarować sukcesu. I jeszcze ten Hamalainen.

„Wojskowi” po żołniersku postanowili zareagować na spadek morale – wrzucamy wyższy bieg, poważnie wzmacniamy skład, w końcu kupujemy grunty pod Akademię, zmieniamy trenera – na efekty nie trzeba było długo czekać. Pytanie, czy ten sposób okaże się skuteczny na dłuższą metę. Jeśli ukoronowaniem stulecia klubu ma być awans do Ligi Mistrzów, trzeba przełamać bariery i wydać jeszcze większą gotówkę (o liczeniu kartek nie wspomnę). Taka polityka może okazać się kosztochłonna i być jedynie antidotum na kolejne kryzysy. Drugie miejsce? O nie, kupujemy zawodników, nowe stroje, nowe boisko. Wygrywamy – znowu transfery, ale no coś nie wychodzi, i tak w koło Macieju.

Wizja Lecha jest mi bliższa (mimo tego, że za samym Poznaniem nie przepadam) i w teorii nie gwarantuje tak silnych skoków, ale ma też pewne istotne wady. W dzisiejszym felietonie Krzysztof Stanowski (nie lubię go) zauważa jednak, że w tak dbającym o wychowanie i szkolenie Lechu Kamiński wciąż nie ma odpowiedniej sylwetki, a Kownacki zamiast mieć narzucony jadłospis i zasady chodzi po klubach i je hamburgery. Klub nie ma prowadzić talentów za rączkę, ale skoro zmiana nawyków napastnika nastąpiła dopiero po krytyce w mediach i wyraźnym spadku formy, to coś jest nie tak. „Kownaś” to nie dojrzały już Madera, który samowolnie odpuszcza zalecenia Probierza i wciąż chce być zafiksowany na punkcie glutenu (ta dieta nie wszystkim służy, co podkreślał Artur Sobiech). Gracz Jagiellonii zasłynął jednak tylko przekleństwem w rozmowie na żywo w Canal +, a młody Lechita ma szansę na coś więcej.

Na ten moment silniejsza jest Legia. Co ciekawe, to zasługa tak wyśmiewanych (również przeze mnie) Ebebenge i Żewłakowa. To oni ściągnęli snajpera, który ma szansę zmierzyć się z legendarnym rekordem Henryka Reymana, to oni stali za szumnym transferem Hamalainena, to oni uzupełnili skład o bocznych obrońców najwyższej klasy ligowej. Wolę jednak odbijającego się od Jędrzejczyka, ale oswajającego się z futbolem wychowanka Jóźwiaka (z trybem), niż rzucanie Arakiem czy Bartczakiem po Sosnowcach czy Suwałkach.

Lech byłby jednak jeszcze silniejszy, jeżeli umiałby zarządzać kryzysem i dbać o prozaiczne sprawy oraz miał nieco szerszą wizję niż do roku 2020. Po 2020 to Legia może zrealizować projekt z jedenastką wychowanków i co rok wyciągać z Bielików miliony euro.

Uważam, że najlepszym warunkiem, by nie zrobić z Ekstraklasy monety, która raz spada na stronę Lecha, a raz Legii, byłoby wejście do gry trzeciego gracza z aspiracjami. Kandydatów jest paru, ale komu uda się dołączyć do wyścigu? Myślę, że na to poczekamy jeszcze parę lat. A do tego czasu Lech może poprawić skuteczność skautingu i rozszerzyć wizję, a Legia wykorzystać potencjał nowej akademii. Czego całej piłkarskiej Polsce życzę.[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column text_align=”center” width=”1/4″][TS_VCSC_Team_Mates_Standalone team_member=”4637″ custompost_name=”Błażej Bembnista” style=”style2″ show_download=”false” show_contact=”false” show_opening=”false” show_skills=”false” icon_align=”center” el_file1=””][/vc_column][vc_column width=”1/2″][/vc_column][vc_column width=”1/4″][/vc_column][/vc_row]

4 komentarze

4 Comments

  1. Avatar

    VladCS

    23 marca at 01:33

    cześć,
    jedna uwaga – z Bereszyńskim to nie o kartki poszło, ale o to że zapomniano go zgłosić na mecze w których miał być zawieszony (o samym zawieszeniu pamiętano).

  2. Avatar

    -volvo-

    23 marca at 12:46

    zdania szanuje. probe pstryczkow w nos Legii uznaje za prostacką.

  3. Avatar

    dROc

    24 marca at 15:34

    Problem polega na tym, że wizja Lecha nie jest spójna z wizją kibiców Lecha. Futbol żeby osiągać sukces wymaga dużych nakładów. Dziś organiczne rozwijany Ajax nie jest w stanie podjąć rywalizacji z klubami w które pompuje się kasę. Poza tym jeszcze jedna uwaga, o ile udziałowcy Legii nie ściemniają na potęgę, to budżet Legii jest zbilansowany. Więc nie mówimy tu o polskiej wersji ManCity czy PSG lub innego Chelsea. Zatem te wizje aż tak odległe nie są.

  4. Avatar

    Wojtek R

    26 marca at 10:17

    Fajnie napisane, o to w tym chodzi, że każdy przedstawia swoją opinię .

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Kluby