Obserwuj nas

Rozgrywki

Moja droga na stadion – Aleksander Skalski

[vc_row][vc_column][vc_column_text]Mecz Pogoń Szczecin – Polar Wrocław, 29.08.2003

Pamiętam, że byłem bardzo podekscytowany. W końcu pierwszy raz szedłem na stadion. Miałem 7 lat i już wtedy interesowałem się piłką. Rodzice ubrali mnie w ciemny dresik, żeby jak najbardziej przypominał granatowo-bordowe barwy. Razem z Wujkiem i kuzynem pojechaliśmy na mecz i choć dokładnie tego nie pamiętam, to uczucie ekscytacji i przepełniającej mnie radości są gdzieś w środku mnie do dziś. 🙂

Samą piłką, jak i Pogonią interesowałem się już wcześniej. Mieszkałem niedaleko stadionu, każdy dzieciak wtedy utożsamiał się z Portowcami. Mnie też musiało w końcu to dotknąć. Można więc powiedzieć, że zakochałem się jeszcze przed pójściem na stadion, a potwierdzeniem tej piłkarskiej miłości było pójście na stadion.

Wrażenia z meczu? Przede wszystkim, mnie – jako małego gagatka, poraziło ile ludzi było na stadionie. Jak się okazało, wcale nie tak dużo, bo 7 tysięcy, ale warto wspomnieć, że to była II liga. Czasem dzisiaj tyle nie pojawia się na Ekstraklasie. Siedziałem w zatłoczonym sektorze, jednym z tych zadaszonych. Niewiele widziałem, ale nie zrażało mnie to i bacznie obserwowałem wydarzenia na boisku, siedząc u Wujka na barana.

Bardzo mi się ta gęsta atmosfera podobała. Magii dopełniał fakt, że mecz odbywał się wieczorem, a do domu wracałem o nieprzyzwoitej, jak mi się wtedy wydawało, porze. Pamiętam, że było głośno i cały sektor był zadymiony przez palaczy. Nie mogę sobie przypomnieć czy była jakaś pirotechnika, ale gdybym miał strzelać, to powiedziałbym, że tak. Wydawało mi się, że wszystko jest takie niebywale szare.

Niewiele z samej gry pamiętam, ale to był dobry mecz dla takiego małego chłopaka. Do Szczecina przyjechał Polar Wrocław, a w samym meczu padło aż 8 bramek, z czego 7 dla “naszych”. Za każdym razem, po strzelonej bramce, unosiła się wrzawa trybun, a mi sie wydawało, że tak będzie zawsze. Do tej pory, jak jestem na meczu, to najbardziej czekam na tę wrzawę po strzelonym golu. Wtedy wydawało mi się to magiczne i wspaniałe. W sumie jest tak do dziś. Trzy z tych bramek strzelił Sergio Batata, ulubieniec trybun, który do dziś traktowany jest z wielką estymą. Został jednym z moich idoli z dzieciństwa.

To był magiczny i ważny wieczór w moim życiu. Może, gdyby nie ten grad goli, nigdy nie wkręciłbym się w futbol tak mocno? Ciężko to stwierdzić, ale na pewno nie żałuję, że ten wczesnojesienny wieczór spędziłem na stadionie, a nie oglądając dobranockę 🙂

[/vc_column_text][heading title=”Dołącz do zabawy” sub_title=”Opisz nam swoje wspomnienia” style=”4″][vc_single_image image=”5376″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow”][/vc_column][/vc_row]

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki