Obserwuj nas

Rozgrywki

Moja droga na stadion – Maciek Puszko

Cofnijmy się kilka lat wstecz… Jest 22 września 2007 roku – wszyscy pamiętają mecz sprzed kilku miesięcy, który dał drugie w historii Mistrzostwo Polski ekipie Zagłębia Lubin. Było to spotkanie Lubinian z warszawską Legią w Warszawie. Jako 13-letni chłopiec oglądający to spotkanie w telewizji byłem w szoku, gdy Manuel Arboleda i Michał Stasiak wyrwali tytuł w ostatniej kolejce, rewelacyjnemu wówczas, GKS-owi Bełchatów. W tym spotkaniu było absolutnie wszystko, ogromne emocje, bramki zdobyte w dramatycznych okolicznościach i oczywiście mnóstwo kontrowersji związanych z nieuznaną bramką Edsona.

Ale nie o tym meczu chciałbym opowiedzieć.

Mianowicie, moim pierwszym meczem Ekstraklasy będzie rozgrywane tego dnia spotkanie Zagłębia Lubin z ŁKS-em Łódź. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż jestem od dziecka mieszkańcem województwa warmińsko-mazurskiego, no i że mam 13 lat.  Zagłębie niedawno zostało wyeliminowane z walki o Ligę Mistrzów przez rumuńską Steauę. Trener Czesław Michniewicz, już po meczu w Warszawie, wspominał o koniecznych wzmocnieniach, więc Miedziowych wzmocniono Piotrem Włodarczykiem i kilkoma ogórkami, bodajże z Portugalii.

Dziś do Lubina przyjeżdża ŁKS Łódź, który jest trapiony kłopotami finansowymi i kadrowymi (historia zatoczyła koło). Na Dolny Śląsk przyjechałem również i ja, wsadzony do pociągu relacji Olsztyn-Wrocław. W stolicy regionu odebrał mnie najstarszy brat, który kilka lat wcześniej zamieszkał w Kotlinie Kłodzkiej ze względu na rynek pracy. Szybko wsiadamy do auta i obieramy kierunek na Lubin.

Mecz rozgrywany był o  17:00, więc ja – głodny zobaczenia profesjonalnych piłkarzy dzieciak – naciskałem, by na stadionie stawić się już ponad godzinę wcześniej. I udało mi się. Byliśmy na miejscu ponad półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem. Wjeżdżając do Lubina, po chwili dostrzegłem specyficzne dla wielu polskich miast jupitery stadionu. Był to ogromny postkomunistyczny obiekt – wszechogarniający beton i drewniane ławki, choć wówczas otwarta dla publiczności była tylko trybuna główna – z zadaszeniem i plastikowymi krzesełkami. Na spotkaniu zameldowało się ok. 4300 kibiców. 4300 kibiców na meczu nowego Mistrza Polski… Więcej jednak pomieścić nie mógł stadion, który przygotowywany był do rozbiórki, na rzecz budowy nowoczesnego obiektu. Dla mnie frajdą było zobaczenie na rozgrzewce piłkarzy, takich jak będący wówczas w życiowej formie Maciek Iwański – na trybunach nazywany „Ajwenem”, niesamowity Manuel Arboleda, czy popularny „Nędza” Piotr Włodarczyk, który spotkanie rozpoczął na ławce. W drugiej połowie zameldował się także młodziutki i jeszcze wtedy anonimowy wychowanek miedziowych – Szymon Pawłowski. Muszę powiedzieć, że ten ostatni zrobił wówczas na mnie spore wrażenie swoim niesamowitym odejściem i odwagą. Również ekipa z Łodzi, prowadzona przez byłego prezesa Podbeskidzia Bielsko-Biała – Wojciecha Boreckiego, miała w swoim składzie kilku ciekawych piłkarzy, takich jak Tomasz Kłos, Łukasz Madej, Marcin Komorowski, Łukasz Trałka. Sędzią spotkania był doskonale dziś znany przez kibiców Paweł Gil.

Pierwsza część meczu była niestety nudna, choć ja jako dziecko byłem i tak pod wrażeniem ogromu stadionu oraz ilością kibiców, gdyż wcześniej chodziłem tylko na mecze A-klasy w rodzinnym mieście. Na początku drugiej połowy na boisku zameldował się Marcin Pietroń i po chwili popełnił błąd, który skutkował utratą bramki – strzelcem Ensar Arifović. Z trybun w kierunku Czesława Michniewicza posypały się „wiązanki” – żeby już spie*dalał, bo nic z tego nie będzie. To była 8. kolejka nowego sezonu, a nowemu Mistrzowi Polski nie szło.

Pod koniec meczu ekipę Miedziowych złapał za uszy jej kapitan – Maciek Iwański. Zdobył bramkę wyrównującą stan meczu pięknym strzałem zza pola karnego. 1:1! Od tego momentu przeważała wyraźnie drużyna z Dolnego Śląska, a na boku szalał Szymon Pawłowski. W 90. minucie oszalał także Czesław Michniewicz i trybuny stadionu, gdy bramkę na wagę 3 punktów zdobył Manuel Arboleda. Czesiu biegał wzdłuż linii boiska i pokazywał gest Kozakiewicza w kierunku… kibiców z Lubina (chyba dobrze słyszał to, co w kierunku niego krzyczano kilkadziesiąt minut wcześniej). Końcówka meczu sprawiła, iż ogromna sympatia chłopca z Mazur do lubińskiego Zagłębia wzrosła jeszcze bardziej. Spiker głośno krzyczał – Ile punktów ma Zagłębie!?, wszyscy zgodnie odpowiadali – trzy! Zgodność była stuprocentowa, ponieważ na meczu zabrakło kibiców z Łodzi.

Po powrocie do mieszkania oglądałem skróty tego spotkania w magazynie Orange Ekstraklasy, byłem niesamowicie ciekawy zestawienia tego, co widziałem na żywo z tym co transmitowano w tv.

[heading title=”Dołącz do zabawy” sub_title=”Opisz nam swoje wspomnienia” style=”4″][vc_single_image image=”5376″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow”]

Polska piłka oczami kibiców. Chcesz dołączyć? DM do @nopawel

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki