Connect with us

Rozgrywki

#PoKolejce – podsumowanie 33. kolejki spotkań

pokolejce grafika

[vc_row][vc_column][vc_column_text]W 33. serii rozgrywek moją podróż pilotem od telewizora zacząłem w Lubinie, gdzie Miedziowi podejmowali jedynego Ślązaka w grupie mistrzowskiej. Oglądałem to spotkanie z dużym smakiem i chęcią zobaczenia wielu bramek. Dużo osób w roli faworyta stawiało Zagłębie, a ja, jak to często bywa, spore nadzieje kładłem w ekipie z Cichej. Niestety odrobinkę się pomyliłem. Co prawda festiwal strzelecki rozpoczęli chorzowianie, ale szybko do głosu doszli kopacze z Dolnego Śląska. Mogłem się w sumie spodziewać, że po paru kaszanach, trochę lepszy mecz zaliczy Starzyński. No i zaliczył, zaliczył dwie asysty i był dosyć dobrze przygotowany do tego spotkania. Mam pomysł, propozycję, ofertę – kupię dobry alkohol temu, kto racjonalnie mi wytłumaczy, od czego zależy czy Starzyński zagra dobre spotkanie. Ten piłkarz to fenomen na skalę europejską. Jak można parę dni wcześniej zagrać taką kaszanę, że kibice najchętniej zapomnieliby o Tobie, a kilka dni później zostać zawodnikiem meczu? Co trzeba mieć w głowie? I od czego zależy to, czy ta głowa jest czasem rozluźniona, a czasem aż tak mocno spięta? To jest przykład zawodnika, którego umiejętności nie są blokowane przez pozycję narzuconą przez trenera. Problem Filipa siedzi w jego głowie i jeśli sobie z nim nie poradzi, zostanie zapamiętany jako zwykły przeciętniak.
Co do samego meczu to warto zwrócić uwagę na niewykorzystany rzut karny Stępińskiego. Nie tak dawno pisałem o zabraniu go do Francji, bo przecież ostatnie tygodnie ma całkiem udane. Nadal uważam, że powinien jechać na Euro, ale dla jego dobra lepiej będzie, jak w najbliższym czasie coś strzeli. Po niewykorzystanym karnym czasem łatwo jest się załamać i zablokować na dłuższy czas…

Piątek. Godzina 20:30. Łazienkowska 3. Legia po wpadce w poprzedniej kolejce w pełni zmotywowana by zadowolić swoich kibiców. Jeśli ktoś lubi hazard, to w ciemno mógł postawić na stołeczną drużyną w wariancie handicap-1. A Cracovia? Trener Zieliński coś przed meczem wspominał o chęci utarcia nosa Legii, ale to coś jak powiedzieć o chęci zdobycia Oskara przez Piotra Cyrwusa. Legia na spotkanie wyszła w pełni skoncentrowana i już od pierwszych minut pokazała Krakowianom ich miejsce w szeregu. Chcesz zobaczyć fajny doping? Odpal sobie Legię grającą u siebie w godzinach wieczornych. Cała Warszawa żyje meczami tej drużyny. Niezła gra połączona z rykiem tysięcy gardeł, to po prostu coś pięknego. Śmiało mogę powiedzieć, że to spotkanie w pełni było zbliżone do spotkań rozgrywanych za zachodnimi granicami naszego kraju. Wszystko pięknie, ładnie, ale co z tego jak za tydzień Legioniści pojadą na spotkanie tak pewni siebie, że zagrają zbyt rozluźnieni i spotkanie będzie podobne do tego z Ruchem. Legii brakuje regularności, brakuje im odpowiedniego przygotowania mentalnego do kolejnego spotkania po efektownych zwycięstwach. Niby Czerczesow ich trochę przywołuje do pionu, ale zawsze jednak czegoś brakuje. Prostym przykładem jest Kucharczyk, chłop zagrał na poziomie reprezentacyjnym, tylko po to by w następnym spotkaniem być cieniem siebie samego. Cóż, poczekajmy na kolejne spotkanie i ocenimy. Obym się mylił…

Następnego dnia, w pełni uradowany, że znów spędzę go z ekstraklasą, powędrowałem pilotem w krainę scyzoryków. Tak, tak – zobaczyłem kielecką ligę mistrzów. Korona mierzyła się z coraz bardziej pogrążającym się Górnikiem z Łęcznej. NC+ wiedziało, że to spotkanie może porywać tak bardzo jak rozgrywki curlingowe i na podniesienie poziomu emocji oddelegowało tam eksperta Kazka Węgrzyna. Ja po prostu kocham tego gościa. Dużo ludzi uważa, że jest on stronniczy i czasami plecie bzdury. Może i racja, ale potrafiłby emocjonalnie skomentować nawet wcześniej wspomniane zawody curlingowe. Spotkanie samo w sobie nie było najgorsze, dało się zauważyć chęć na utrzymanie w lidze obu ekip, ale nie oszukujmy się. To nadal było tylko spotkanie Korony z Górnikiem. Kibiców mniej więcej tylu samu, co na meczach gliwickiego Piasta. O ile kibiców z Kielc można zrozumieć, bo w głównej mierze są oni przyzwyczajeni do swoich szczypiornistów i mało co ich interesuje przeciętna drużyna piłkarska, o tyle sytuacji z Gliwic nigdy nie będę chyba w stanie zrozumieć. Jeśli miałbym wskazać jakiegoś piłkarza z Łęcznej, który po ewentualnym spadku mógłby dostać gdzieś angaż, to z całą pewnością byłby to Śpiączka. Nie zdziwię się, jak w przyszłym sezonie zobaczymy go np. w Lechu. Chłopak robi robotę, stara się, jest dynamiczny i przede wszystkim dobry technicznie. Trochę jego charakterystyka gry przypomina mi Kamila Grosickiego. Wiadomo, nie ten poziom, ale to taki nasz ligowy Grosik. Determinacja Górników w drugiej połowie była ogromna, rzadko widzę aby jakiejś drużyna tak zależało na zwycięstwie. Nie chciało wpaść po akcji? To spróbujmy wywalczyć rzut karny, stwierdzili podopieczni Jurija Szatałowa. Do piłki podszedł Kamil Grosicki Bartosz Śpiączka i zamienił „jedenastkę” na bramkę. Rozbawiło mnie zachowanie Prusaka podczas tego rzutu karnego, moim zdaniem to takie zachowanie trochę na pokaz. Co do Prusaka, to był to trochę mecz w stylu Tomka Kuszczaka. Sprokuruj karnego, a później obroń. Brawo Sergiusz.

Mecz typu, gdzie znów bramkarze obu spotkań zagrali na kosmicznym poziomie, odbył się w Szczecinie. Obecny Mistrz Polski był podejmowany przez Pogoń. Lech stwarzał sobie sytuacje, ale co z tego, skoro miał rozregulowany celownik. Dużym plusem pierwszej połowy wydawać się morze Janusz Maciej Gajos. Chłopak chyba pierwszy raz na wiosnę zaliczył w miarę udane spotkanie, jednak zabrakło mu odrobinę szczęścia by dwa razy pokonać bramkarza Portowców. W naszej lidze bardzo często zdarzają się dobre mecze bramkarzy, a powód tego może być tylko jeden. Bo przecież, jeżeli bramkarze w polskich ligach trenują na takich kartofliskach, to nigdy nie są w stanie przewidzieć gdzie piłka spadnie – wtedy właśnie trenuje się refleks, który owocuje w różnych sytuacjach wymagających od bramkarzy szybkiej reakcji. W Szczecinie, w końcu można powiedzieć o przebudzeniu Zwolaka? Oby, bo to naprawdę dobry piłkarz, który w pełni profesjonalnie podchodzi do swojej pracy. Szkoda tylko, że na tak długo się zablokował, bo w optymalnej formie mógłby być jednym z lepszych napastników w lidze.

Mervo i Morioka lekiem na nieskuteczność Śląska? Trzeba przyznać, że jest to dosyć skuteczny duet i przypomina mi, jak za starych dobrych czasów współpracowali ze sobą Brożek z Błaszczykowskim. W spotkaniu z Podbeskidziem również to oni rozpracowali obronę przypadkowego członka grupy spadkowej. Śmieszny wydaje mi się fakt, iż kapitan i ostoja bielszczan, Marek Sokołowski, ma taką nadwagę. Gdy podchodzi do losowania stron, a następnie do zdjęcia z sędziami spotkania, koszulka opiewa jego umięśnione tłuste ciało, niczym zawodników C-klasowych. Co prawda, nie mogę mu odmówić ambicji i zaangażowania w każde spotkanie, ale zawodowy piłkarz powinien się jednak prezentować bardziej profesjonalnie. To samo można powiedzieć o bramkarzu Górali. Emilijus Zubas ma luźniejszy trykot i tego tak nie widać, ale jak wiatr zawieje mu w oczy, to daje się zauważyć jego zimową oponkę. Śląsk spotkanie kontrolował i pewnie zmierza po utrzymanie. Trener Rumak udowadnia, że jeżeli ma kim, to potrafi stworzyć ze swoich piłkarzy monolit, który chce się bić w każdym kolejnym spotkaniu o pełną pulę.

Gdy Lechia nie może, to i rzut karny nie pomoże. Tak można by w skrócie opisać spotkanie wyjazdowe Lechistów w Gliwicach. Drużyna Piotra Nowaka kolejny raz pokazała, że lepiej by było, gdyby nie musiała rozgrywać meczów wyjazdowych. W pierwszej połowie gliwiczanie stworzyli sobie kilka sytuacji i jedną z nich przytomnie wykończył obrońca podopiecznych Radoslava Latala. Z kolei druga część spotkania, do momentu rzutu karnego podyktowanego dla Lechii, była w pełni pod kontrolą zawodników z Gdańska. Jednak, jak to się często mówi, zawodnik lewonożny nie powinien wykonywać rzutów karnych. Kiedyś, gdzieś przeczytałem ciekawą statystykę mówiącą, że 7/10 rzutów karnych wykonywanych przez zawodników lewonożnych ląduje w rękach bramkarzy lub nawet mija światło bramki. Tak było i tym razem, kiedy to do piłki podszedł nasz pogromca Niemców (tak naprawdę w tej sytuacji z Niemcami to strzeliłby i Rymaniak). Sebek karnego zmarnował i wtedy do gry wrócił Piast. Chociaż nie wiem czy Piast wrócił sam, czy jednak nie pomógł mu trochę trener Nowak wpuszczając Stolarskiego. Muszę przyznać, że szkoleniowiec gdańszczan miał niezłego pecha wpuszczając młodego skrzydłowego, bowiem chłopak po 2 minutach przebywania na placu gry popisał się faulem w polu karnym, a pewnym strzałem z jedenastu metrów piłkę w bramce umieścił zwycięski w tym meczu brat Mak. Zrezygnowana Lechia dostała jeszcze pod koniec trzecią bramę i spotkanie zakończyło się kolejną wyjazdową klęską. Jeszcze ostatnio pisałem, że Lechia zasługuje i pewnie kroczy po grę w pucharach. Jednak zapomniałem, że nie można rozgrywać spotkań tylko u siebie. Walka o trzecie miejsce jest naprawdę „zacięta”. Te puchary w polskiej piłce naprawdę parzą. Żaden z trenerów, oprócz trenera Stokowca, nie przyznał otwarcie, że chciałby zagrać w pucharach. Każdy boi się tego Probierzowego „pocałunku śmierci”. Przypomnieć warto, że w tym spotkaniu nie wystąpił zawieszony za brutalny faul na Kownackim, Vacek, który wróci na spotkanie z Legią. Jestem przekonany, że Piast podejdzie do spotkania ze stołecznym klubem w pełni zaangażowany i świadomy swojej siły. Tak więc Legio, strzeż się…

A skoro już zacząłem temat Michała Probierza, to Górnik miał znakomitą okazję na zwolnienie tegoż szkoleniowca i zarazem zakontraktowanie go u siebie. Jagiellonia w ostatnich spotkaniach wygląda co najmniej źle. Można chyba po cichu mówić o końcu Pepa Probierza na Podlasiu. Po porażce we Wrocławiu, byłem przekonany, że sportowa ambicja piłkarzy, ale też ich szkoleniowca, pozwoli spacerkiem rozjechać słaby, lecz w końcu punktujący Górnik Zabrze. Zabrzanie z kolei wiedzieli, że nie mogą sobie pozwolić na porażkę w Białymstoku, bo to w dużej mierze pokrzyżowałoby ostatnio całkiem realne plany utrzymania się w lidze. Górnik to spotkanie rozpoczął dobrze i nie pozwalał zbliżać się do swojej bramki (nie licząc stuprocentowej sytuacji Cernycha w ostatnich minutach). Gdyby Górnik miał kogoś, kto wykorzystywałby sytuacje wypracowanie przez sympatycznego Hiszpana, to mógłby być spokojny o swój byt w lidze. Kante jest widoczny, stwarza sobie czy kolegom sytuacje, ale brakuje skuteczności. Nie jest to typowy napastnik, sprawdziłbym go za napastnikiem i dał jeszcze jedną szansę Skrzypczakowi. Zagrożenie stwarzał nawet Janota, o którym pisałem ostatnio, że nie nadaje się kompletnie do tej drużyny. Ten jednak po wejściu z ławki pokazał się naprawdę z dobrej strony. Trener Żurek może i nie jest wybitnym szkoleniowcem, ale po przewietrzeniu szatni udało mu się oczyścić atmosferę w drużynie i wlać w chłopaków wiarę w utrzymanie. Nie rozumiem licznych negatywnych komentarzy na temat tego trenera. Ludzie traktują go jak błazna i nie okazują mu żadnego szacunku. Bo co? Bo jest wesoły? Bo sprawia wrażenie sympatycznego, zadowolonego i szczęśliwego człowieka? Po ostatnich wywiadach jestem w stanie w pełni powiedzieć, że jest to odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu. Myślę, że nikt tak dobrze jak On nie byłby w stanie oczyścić tej toksycznej atmosfery, jaką zostawił po sobie Ojrzyński. Czasami nie trzeba przykręcać śruby piłkarzom, by wycisnąć z nich maksa. W Zabrzu wszyscy wiedzą, że jeżeli spadną, to ciężko będzie im wrócić do elity. Dobra atmosfera pozwoliła przybliżyć się do bezpiecznego miejsca. Najbliższe spotkanie może nie będzie decydujące, ale urwanie punktów Śląskowi pozwoli zabrzanom nabrać dużej pewności siebie, która będzie im bardzo potrzebna do odniesienia sukcesu z Łączną i Termalicą. Uważam, że utrzymanie jest ciągle w zasięgu ręki drużyny z Roosevelta.

Taki ze mnie jasnowidz, jak z Klepczyńskiego solidny ligowiec, a mówię to a propos ostatniego spotkania 33. kolejki. Byłem w pełni przekonany, że dobrze dysponowana Wisła rozniesie słabą Termalicę, a Rafał Wolski znów będzie gwiazdą „Białej Gwiazdy”. Wiślacy chyba myśleli tak jak ja, ponieważ w pierwszej połowie prócz pudła sezonu zaliczonego przez Rafała Boguskiego, Wisła niezbyt zagrażała Nowakowi. Pomyślcie sobie, że głównym zagrożeniem stwarzanym przez Wiślaków w pierwszej części spotkania były strzały Głowackiego z 30 metrów, a Patryk Małecki podczas swojego pobytu na boisku schodził ciągle do linii bocznej, co po drugim razie wyczuł jego rywal. Wracając do Głowackiego, to warto napomnieć, że w tym spotkaniu był znakomicie dysponowany. Zagrał niczym reprezentacyjny Glik. Nie odmówię sobie także skomentowania faulu Jovica i reakcji głównego arbitra. Jeżeli Kamil Vacek tydzień temu za swój faul otrzymał czerwony kartonik, to jaki powinien dostać w tym spotkaniu Jović? I ten Wolski – zawiódł w tym spotkaniu na całej linii. Niby zaliczył „asystę” przy rzucie karnym, ale ogólnie podczas spotkania nie był zbyt widoczny. Wiadomo, że nie da się grać każdego meczu na takim poziomie, jak bywało to ostatnio. Mam nadzieję, że to było spotkanie, które miało pozwolić mu delikatnie odpocząć (jak wiemy wrócił po drobnym urazie i możliwe, że nie do końca uraz ten został wyleczony) i już w następnej kolejce znów zobaczymy Rafała w dobrej dyspozycji. Termalica dosyć szybko, za sprawą Kędziory, doprowadziła do wyrównania. Trener Wdowczyk miał jednak nosa do zmian w tym spotkaniu, ponieważ po 15 minutach przebywania na placu gry Guerrier wyprowadził Wisłę na prowadzenie. Niestety na nic się to zdało. W ostatniej minucie spotkania Termalica dostała szansę z rzutu rożnego, a w pole karne wbiegł także Nowak i to właśnie BRAMKARZ „Słoników” zapewnił im remis.

[/vc_column_text][vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=fGNjzbk9XNs” el_width=”80″][vc_column_text]W tym spotkaniu wzrok wielu kibiców był pewnie skierowany także na wracającego Pawła Brożka. Widać jednak, że brakuje mu treningu i rytmu meczowego. Paweł zagrał bezbarwnie, ale poczekajmy na nowy sezon i przepracowany okres przygotowawczy. Wierzę, że Paweł nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w naszej lidze, a Wdowczyk pomoże mu odbudować swoją formę.[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column text_align=”center” width=”1/3″][TS_VCSC_Team_Mates_Standalone team_member=”5645″ custompost_name=”Dominik Cichoński” style=”style2″ show_download=”false” show_contact=”false” show_opening=”false” show_skills=”false” icon_align=”center”][/vc_column][vc_column width=”1/2″][/vc_column][vc_column width=”1/4″][/vc_column][/vc_row]

Ekstraklasa, logistyka, studia, gotowanie. @watch_esa

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki