Obserwuj nas

Rozgrywki

Moja droga na stadion – @m_dolegowski

moja droga na stadion

Moja droga na stadion wiodła przez bar. Przez bar i ogólnie pojęty
alkohol. Dlatego pierwszego meczu nie pamiętam. Być może był to wyjazd
do Wodzisławia, być może był to pamiętny mecz z Widzewem w Warszawie z
piekielną oprawą na Żylecie.

Legia to w mojej rodzinie słowo popularyzowane przez wujka Leszka.
Pierwszym słowem Tomka, jego syna (niestety już od wielu lat
nieżyjącego), było właśnie Legia. Może to rodzinna legenda, może nie, w
każdym razie wujek Leszek jest omnibusem polskiej piłki nożnej, Legii,
Deyny i amerykańskiego rock’n’rolla. Rzadko się widujemy, ale jak już
się z nim spotkam, najdziwniejsze, że w jakichś egzotycznych miejscach,
nad Soliną, w Toruniu, nawija jak katarynka o autobusie 162, flaszkach
przed meczem i koncercie Stonesów w Sali Kongresowej.

Ale do rzeczy. Moje kibicowanie Legii Warszawa zainicjował starszy
braciak, właściwie kuzyn, ale że obaj jesteśmy jedynakami, to
trzymaliśmy się razem. A dokładnie, to on mi dokuczał, napierdalał i
przyzwyczajał do złych nawyków, a ja to cierpliwie znosiłem i
przejmowałem jak swoje. I tak Legia powoli sączyła się do mojego
organizmu.

Dziś, kiedy mam rodzinę, Legia kojarzy się z tym, że tata znika, wraca
późno do domu, a rano niewiele mówi. Starsza córka ma już 5 lat, więc
najwyższy czas wyjść razem na mecz. Będzie braciak. Domyślam się, że w
przedszkolu panie zdębieją na „A my Leeeechaaa…”

 

[heading title=”Dołącz do zabawy” sub_title=”Opisz nam swoje wspomnienia” style=”4″][vc_single_image image=”5376″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow”]

mapa to nie terytorium / tweet 1-dniowy

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki