Connect with us

Rozgrywki

Opóźnione majówkowe #PoKolejce

pokolejce grafika

[vc_row][vc_column][vc_column_text]34. Kolejka rozpoczęła się od spotkań finalistów Pucharu Polski. Równo o godzinie 18:00 Legia mierzyła się w Lubinie z Zagłębiem, a Lech podejmował beznadziejną na wyjazdach Lechię.

Zajmijmy się na początku kandydatem do mistrzostwa Polski. Jeśli Legia w takiej formie chce być mistrzem, to gratuluję. Drużyna na wyjazdach ostatnio gra tak „rewelacyjnie” jak ekipa z Gdańska. Był to kolejny mecz, który rozgrywany na wyjeździe był dla kibiców stołecznej drużyny zwykłą katorgą. Zagłębie w pełni kontrolowało spotkanie, a Legia tylko sporadycznie starała się zagrozić bramkarzowi „Miedziowych”. Chciałbym zaznaczyć, że był to kolejny FATALNY występ FATALNEGO Kucharczyka. Ten zawodnik nie nadaje się „do pucowania mi lamp w samochodzie”. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie jego ostatniego dobrego spotkania. Natomiast krytykowany przeze mnie ostatnio Starzyński, znów pokazał swoją klasę. Lecz co to za klasa, jeśli nie jest się w stanie utrzymać dobrej formy przez całą rundę, tylko przeplata się dobre mecze tymi słabszymi. Brakuje mu stabilizacji formy. Może Stokowcowi uda się jakoś utrzymać dobrą dyspozycję Filipa na dłużej, ale nie szczególnie chce mi się w to wierzyć.

Z kolei jeśli chodzi o spotkanie Kolejorza, to spodziewać się mogliśmy, że skoro Lechia jest tak „darymna” na wyjazdach, to Poznaniacy sobie poradzą bez większego problemu, ale nie. Nie w naszej lidze. Tutaj jest możliwe wszystko. Warto zauważyć, że do dobrej dyspozycji wraca Szymek Pawłowski, pokazał kilka dobrych zagrań, no właśnie… Tylko kilka. Spotkanie przypominało bardziej kolejny mecz z typu tych, w których niezbyt zależy drużynom na wygranej. Niby otwarcie się mówi, że obie te ekipy walczą o puchary, ale jakoś nie widać tego na boisku. Było kilka ciekawych strzałów, ale w głównej roli występowali bramkarze. Podobało mi się, że Lech był groźny ze stałych fragmentów, ale jeśli to ma być jedyna mocna strona drużyny, to ja podziękuję za takiego reprezentanta w Europie. Mecz ogólnie na remis i chyba wszyscy się zgodzą, że ten wynik był sprawiedliwy. Nie ma co się zbytnio rozpisywać, a trener Urban raczej na długo w Poznaniu nie zagości…

Dzień drugi 34. kolejki rozpoczął się od spotkania powracającego do świata żywych Górnika Zabrze, który mierzył się z dobrze dysponowanym w ostatnim czasie Śląskiem Wrocław. Dla Górników było to kolejne spotkanie z nożem na gardle, kolejne o być albo nie być w lidze. Nie chciałbym nigdy grać z taką presją. To co się dzieje w głowach, musi być straszną katorgą. Ta myśl, że przy kolejnej porażce możemy się pożegnać z ligą. Ale Górnicy w tym spotkaniu dobrze sobie z tą presją poradzili. Tuż po upływie pierwszego kwadransa z dobrej strony pokazał się bośniacki młodzieżowiec Armin Cerimagic. Młody zawodnik Górnika odkąd dostaje szanse, w każdym spotkaniu pokazuje, że warto na niego stawiać, a i w tym meczu zdobył bramkę pozwalającą ciągle wierzyć Górnikom w utrzymanie. Zabrzanie w pełni dominowali w pierwszej części spotkania i można powiedzieć, że zabrakło odrobinę szczęścia, by udało się podwyższyć prowadzenie. Śląskowi w pierwszej połowie także udało się kilka razy zagrozić bramce „Kapela”, ale jak dobrze wiemy, ten bardzo mocno związany z Górnikiem zawodnik, ogórkiem nie jest i nie dał się tak łatwo zaskoczyć.
Druga część spotkania to już ciągłe ataki wrocławian. Śląsk starał się za wszelką cenę odrobić wynik, a grę zaczął znów kreować znakomity technicznie Morioka. Jednak w pewnym momencie doszło do kuriozalnej sytuacji. Piłka bowiem opuściła boisko o dobre pół metra przy linii autowej, czego nie zauważył żaden z sędziów. Do piłki doszedł najsłabszy, zaraz po Maćku Korzymie, napastnik ligi i przepięknym strzałem wyrównał wynik spotkania. Na nieszczęście dla podopiecznych Mariusza Rumaka, ten gol podziałał na dumę Górnego Śląska jak płachta na byka. Górnik wiedział, że remis im nic nie da i do samego końca walczył o pełną pulę. Wtedy piłkę w swoje nogi wziął Sebastian Steblecki i po znakomitym rajdzie zdobył zwycięską bramkę, dla ciągle walczącego o utrzymanie Górnika. Jeśli jest jakaś osoba, która jest w stanie mi wytłumaczyć dlaczego Steblecki nie gra od pierwszych minut, to zapraszam do dyskusji…

Wieczorem tego dnia pojechaliśmy do grupy mistrzowskiej, gdzie to Ruch „w mistrzowskiej nie wygramy nic” Chorzów podejmował -podobno walczącą o puchary – Cracovię. Spotkanie to było mniej więcej tak samo emocjonujące jak w mojej C-klasowej drużynie. Bo jak inaczej powiedzieć o spotkaniu, w którym były 3 celne strzały? Cracovia szybko strzeliła bramkę i to by było na tyle, jeśli chodzi o emocje w tym spotkaniu. Główny wątek „Lalki” to miłość Stanisława Wokulskiego (zubożałego szlachcica) – kupca do Izabeli Łęckiej – arystokratki. Wokulski zgromadził majątek podczas wojny rosyjsko-tureckiej. Akcja powieści rozpoczyna się, kiedy wraca do Warszawy by już otwarcie ubiegać się o względy swojej ukochanej – panny Łęckiej. Jest ona niestety kobietą niezdolną do odczuwania głębszych uczuć, liczą się dla niej jedynie pieniądz i luksus. Aaa, miało być o meczu? No to było 0-1 dla Cracovii.

Spotkanie dwóch, z trzech głównych rywali zabrzan w walce o utrzymanie, zagrało między sobą w Niecieczy, gdzie Termalica mierzyła się z Górnikiem Łęczna. Byłem w pełni przekonany, że remis to maksimum co jest w stanie ugrać ekipa Szatałowa w Niecieczy. Niestety kolejny raz przekonałem się, że fachowcem naszej bundesligi jestem takim, jak Rysiu Wieczorek trenerem. Łęcznianie calutki mecz kontrolowali i raz za razem stwarzali sobie dogodne sytuacje na strzelenie bramki. Znów dobre spotkanie rozegrał Bonin. Kiedyś stwierdziłem i ciągle to podtrzymuję, że gdyby był on chociaż 10 cm niższy, to byłby skrzydłowym reprezentacyjnym. Niestety uważam, że jego wzrost zahamował karierę na tej pozycji. Termalica rozczarowała mnie niesamowicie. Drużyna, która na własnym boisku ostatnimi czasy rozgrywa dosyć dobre spotkania, dała się stłamsić i nie miała zbyt wielu okazji na odgryzienie się przeciwnikowi. Co prawda w jednej akcji mogli zdobyć dwa gole, ale w przekroju całego meczu wyglądali co najmniej słabo. W tym spotkaniu bardzo szkoda kontuzji Prusaka, który jest dosyć barwną postacią naszej ligi. Oby jak najszybciej powrócił do zdrowia.

Chcesz podwoić swój budżet? Postaw, że bramkę strzeli Ariam Cabrerra. To, że Hiszpan strzeli bramkę jest ostatnio pewniejsze niż poranny wzwód. W ostatnich spotkaniach ten zawodnik jest niesamowicie regularny. Zatem warto było skupić uwagę w spotkaniu z Wisłą głównie na jego grze. Tak więc Koroniarze (główny kandydat do spadku przed sezonem) właśnie stali się głównym kandydatem do zdobycia pierwszego miejsca w grupie spadkowej. Tak, wiem, że w tej lidze każdy wygrywa z każdym. Ale patrząc na zaangażowanie, jakie ekipa Marcina Brosza wkłada w każde spotkanie, pozwala myśleć, że są oni w tym momencie na właściwym miejscu. Korona jest znakomitym przykładem na to, że jeżeli brakuje ci umiejętności to jesteś w stanie nadrobić te braki serduchem. A Wisła? Wisła chyba liczyła, że spotkanie ze „Scyzorami” będzie spacerkiem. No i się przeliczyła, cieszyć może jedynie powrót do strzeleckiej formy Pawła Brożka. W każdym razie, było to jedno z lepszych spotkań w tej kolejce i mogliśmy nacieszyć nasze oczy bramkami.

„Mamy nadzieję, że kiedyś Wam tego punktu zabraknie.” Takie zdanie można było usłyszeć z obozu bielszczan po decyzji o nieodwołaniu się Lechii Gdańsk, co do odjętego punktu. Patrząc na ostatnią formę „Górali” to przyznanie tego punktu Lechii byłoby dla podopiecznych Podolińskiego zbawienne. Nie wiem, czy ich głowy zostały tak bardzo osłabione po tej decyzji, czy jaki też jest powód ich tragicznej dyspozycji. W 34. serii rozgrywek pojechali na daleki wyjazd do Białegostoku, gdzie z nożem na gardle był Michał Pobierz. Tak więc, kto bardziej ogarniętym bukmacherem jest to wiedział, że jeśli postawi na Jagiellonię, powinien swoją kasiorę pomnożyć. Bielszczanie dwukrotnie prowadzili w tym spotkaniu, ale co z tego, skoro ostatecznie przerżnęli? Wolałbym dwukrotnie przegrywać i w końcu wygrać. Jeżeli Podoliński czegoś na szybko nie pomyśli, to będzie bardzo szybki, ale zjazd z nieba do piekła. Miała być grupa mistrzowska i spokojne „nic niegranie” jak Ruch, a bardzo możliwe, że będzie spadek…

No i deser. Deser w postaci możliwości doskoczenia do Legii. Piast miał ogromną szansę na zrównanie się punktami z warszawską Legią. Musiał tylko lub aż pokonać u siebie Pogoń Szczecin. A jak wiemy, mały klub, duża presja… Może być ciężko. Ale nie dla podopiecznych Latala. Ten chłop zrobił ze swoich piłkarzy krwiożercze, głodne sukcesu bestie. Można powiedzieć, że gliwiczanie nie wiedzą co to jest presja. W tym spotkaniu radzili sobie doskonale, wiedzieli jakie mają założenia i w pełni je realizowali. Kolejny raz pokazali, że ich ogromną siłą jest znakomicie ułożona lewa noga Partika Mraza. Ten facet jest niemożliwy. Zaliczył kilka słabszych spotkań, ale w naszej lidze to normalka. Ostatnio znów wrócił do formy i śmiem twierdzić, że cała Warszawa już się trzęsie na myśl o konieczności powstrzymywana tego znakomitego zawodnika. Pamiętajmy również, że na mecz z Legią wraca Vacek… Oj będzie się działo w stolicy. Będzie to meczycho rozstrzygające sprawę mistrzostwa Polski.

 

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row][vc_row][vc_column text_align=”center” width=”1/3″][TS_VCSC_Team_Mates_Standalone team_member=”5645″ custompost_name=”Dominik Cichoński” style=”style2″ show_download=”false” show_contact=”false” show_opening=”false” show_skills=”false” icon_align=”center”][/vc_column][vc_column width=”1/2″][/vc_column][/vc_row]

Ekstraklasa, logistyka, studia, gotowanie. @watch_esa

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki