Connect with us

Pogoń Szczecin

Bramka Portowa #2

Bramka portowa

Ludzie mają tendencję do utożsamiania różnych okresów z jedzeniem. Tym sposobem lato kojarzy nam się z kiełbachą z grilla i zimnym piwem, święta Bożego Narodzenia z pomarańczami i barszczem czerwonym, a Wielkanoc z żurkiem i jajkiem. Co by było, gdyby te skojarzenia przenieść na grunt tegorocznego sezonu Ekstraklasy? Zapewne kibicom Legii kojarzyłby się on z szampanem, a sympatykom Podbeskidzia ze stęchłym, starym oscypkiem. Rozbieżności są duże.

Lukrowane ciasteczko, nadziewane gorzką czekoladą. Tak określiłbym dokonania Pogoni na przestrzeni tego sezonu. Był to czas naprawdę owocny czas, pełen dobrych emocji i pozytywnych zaskoczeń. Z drugiej strony, zawsze czegoś tej drużynie brakowało, a pobudzony apetyt nie został w żaden sposób zaspokojony. Nie można bowiem cieszyć się ze zdobycia szóstego miejsca w lidze, wyprzedzając w tabeli ligowej między innymi Mistrza Polski, jeżeli po sezonie zasadniczym było się na pudle. Nie cieszy aż tak bardzo jedna z najlepszych defensyw w lidze, kiedy ma się problemy ze zdobywaniem bramek. Nie napawa także optymizmem kapitalna gra Rafała Murawskiego, jeżeli zdamy sobie sprawę, że najlepszy napastnik drużyny nie strzelił gola przez przeszło pół roku. Te wszystkie wymienione antagonizmy uwypuklają słodko-gorzki smak tego sezonu.

Warto jednak pamiętać, że każdy klub – oprócz głównej drużyny – ma szereg innych zespołów. W innych futbolowych sekcjach Pogoń również mogła świętować, ale i tutaj zawsze pozostawało poczucie niedosytu. Przed szereg oczywiście wysuwa się drużyna juniorów starszych, która w ramach Centralnej Ligi Juniorów zdobyła wicemistrzostwo kraju. Nikt przed sezonem raczej nie spodziewałby się, że młodzi Portowcy znajdą się w najlepszej czwórce w Polsce, a co dopiero, że zagrają w finale. W tych rozgrywkach apetyt rósł w miarę jedzenia, a apogeum nadziei i wiary w złote medale nadeszło w momencie, kiedy piłkarze ze Szczecina wygrali pierwszy finałowy mecz w Warszawie. Za sprawą zwycięstwa 2:0 w pierwszym meczu z Legią, wokół juniorów zrobiła się mała pompka związana z rewanżowym spotkaniem na Twardowskiego. Nie ma dokładnych danych, co do frekwencji z tego wydarzenia, ale z pewnością oscylowała ona w granicach sześciu tysięcy. To lepszy wynik niż między innymi na ostatnim meczu drużyny seniorskiej z Cracovią, gdzie ważyły się losy europejskich pucharów.

No i przyszło to rozczarowanie. Kolejny raz zresztą, mające swoje źródło w pozytywnym zaskoczeniu. Młodzi walczyli dzielnie w rewanżu, nawet udało się wyjść na jednobramkowe prowadzenie i skończyć pierwszą połowę z bezpiecznym wynikiem 2:2. Szybka czerwona kartka na początku drugiej połowy ustawiła ten mecz. Tym bardziej można się czuć zawiedzionym, że wcale do wyrzucenia z boiska dojść nie musiało. Głupi faul w ataku będzie z pewnością pożyteczną lekcją dla Gracjana Jarocha, jak i całej drużyny.

Drugie miejsce zajęli także juniorzy Pogoni z rocznika 2001 w turnieju Nike Premier Cup. Faktu tego nie można bagatelizować, bo nie są to bynajmniej rozgrywki o Puchar Sołtysa. Nike Premier Cup to turniej, który nieoficjalnie uznawany jest za Mistrzostwa Europy, a na drodze do finału młodzi Portowcy pokonali chociażby takie marki jak Spartak Moskwa czy słoweński NK Maribor. Ulegli dopiero w finale innemu uznanemu klubowi – Maccabi Haifa. To kolejny wspaniały wynik, choć z pewnością piętnastolatkowie po końcowym gwizdku musieli czuć się zawiedzeni.

Do największego zaskoczenia doszło jednak nie na boiskach trawiastych, a halowych. Pogoń 04 Szczecin zdobyła w rozgrywkach futsalowej ekstraklasy drugie miejsce. Znowu drugie. Tym razem powodów do zadowolenia było więcej, bo szczecinianie mieli w ogóle w tych rozgrywkach nie wystąpić, ponieważ… w poprzednim sezonie spadli z ligi[!]. W konsekwencji wycofania się z rozgrywek Wisły Kraków, futsaliści Pogoni do następnego sezonu w Futsal Ekstraklasie jednak przystąpili. Historia trochę jak z mistrzostwem Leicester, no ale znów nie udało się odnieść triumfu. Znów ten sukces miał słodko-gorzki smak.

To był naprawdę udany sezon, a wszystkie porażki i niepowodzenia w żaden sposób nie umniejszają sukcesów, jakie drużyny Pogoni odniosły. Szczególnie, jeżeli chodzi o młodzików, trzeba docenić wagę tych finałowych spotkań. Kiedy języczkiem uwagi są akademie Legii, Lecha czy Jagiellonii, należy jeszcze bardziej docenić fakt, że szczecińscy chłopcy potrafią namieszać w ligowych i pucharowych szeregach. Ciasteczko Pogoni nie ma w zasadzie tej czekolady aż tak gorzkiej, na jaką wygląda.
[vc_row][vc_column text_align=”center” width=”1/3″][TS_VCSC_Team_Mates_Standalone team_member=”8062″ custompost_name=”Aleksander Skalski” style=”style2″ show_download=”false” show_contact=”false” show_opening=”false” show_skills=”false” icon_align=”center”][/vc_column][vc_column width=”1/2″][/vc_column][vc_column width=”1/4″][/vc_column][/vc_row]

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Pogoń Szczecin