Connect with us

Lechia Gdańsk

Dlaczego mam nie wierzyć w mistrzostwo?

Kiedyś, dawno temu wypunktowałem, co jest potrzebne do zdobycia mistrzostwa w polskiej Ekstraklasie. Wypada więc opisać to krótko i odhaczyć. Lechia wszystkie poniższe punkty spełnia. Pierwszy raz piszę otwarcie – Lechia gra o mistrzostwo Polski! Gra nie oznacza, że je wygra. Ma natomiast dzisiaj podstawy, by realnie o tym myśleć. Zaczynamy!

  1. Trener z jajami, który będzie grał ofensywnie i który w przeszłości już coś osiągnął, jako szkoleniowiec oczywiście.

Takich trenerów w Lechii było dwóch. Ten dzisiejszy ma kilka przewag nad poprzednikiem. Po pierwsze porozumiewa się po Polsku. Po drugie trener Nowak ma pewną równowagę w charakterze. Jak się cieszy po bramce – jest sobą. Jak jest na konferencji prasowej i śmieję się z dziennikarzami – też jest sobą. Jak żartuje z piłkarzami – jest sobą. Lecz jak trzeba dokręcić śrubę – też jest sobą. Coś pomiędzy fajnym wujkiem, a wymagającym szefem. I to jest właśnie fantastyczne. Pamięta ktoś, żeby po pół roku pracy w jakimś klubie śpiewano trenerowi pieśni z trybun? Ba, nawet nie zdobywając pudła na koniec. Nie przypominam sobie. Ten człowiek po prostu przyciąga wypowiedziami, a jego drużyna przyciąga grą. Tylko efektywność na wyjazdach pozostawia jeszcze wiele do życzenia. O przepraszam. Coś czuję, że pozostawiała. Do tego trener Nowak ma pewne sukcesy. Oj Panie, kiedy on te MLS wygrał… No dawno to było. Nie grały jeszcze takie gwiazdy w Ameryce. Ponadto uczył się, uczył się, uczył się. O ofensywnej grze nie wspomnę. Tylu bramek na stadionie w Letnicy wiosną to ja nie pamiętam. Aż sam spokojnie przychodziłem na mecz. Myśląc, czy strzelimy dziś dwie? Trzy? A może pięć?

  1. Szeroka wyrównana kadra.

Jako człowiek smęcący pod nosem mógłbym się uprzeć, że na dwóch pozycjach nie ma zmiennika. Chodzi mi o pozycję bramkarza oraz pozycję lewego obrońcy. Co do bramkarza, to Savić jest po prostu wariatem i nawet jeśli on odwali coś w tej bramce, to ofensywa i tak zrobi swoje. Dalej takich wariatów między słupkami w Lechii brak. Na lewej obronie natomiast gra świetny, ale już też nie najmłodszy Jakub Wawrzyniak -niestety zmiennika brak. Nominalnego oczywiście. Można też na to spojrzeć inaczej. Ile minut Lechia zagra w sezonie z większą ilością niż 3 obrońców? Moim zdaniem mniej niż 50%. Zawsze też na lewą obronę można wrzucić Malocę. Możliwe nawet, że Gamakov tam będzie szlifował swój talent. Będę nieskromny – Lechia ma obecnie najszerszą i najbardziej wyrównaną kadrę w całej Ekstraklasie. Zaznaczam, nie napisałem najlepszą – to okażę się po sezonie. Te całe meblowanie, tiry podjeżdżające pod stadion z zawodnikami, to już przeszłość. Lechia wymienia swoje ogniwa na lepsze. Pamiętacie Vranjesa? Grał w Lechii i to nawet nieźle grał na ofensywnym pomocniku. Przyszedł Krasic. Ktoś jeszcze pamięta i żałuje Vranjesa?

  1. Dobre przygotowanie fizyczne i determinacja.

W tym aspekcie włodarze klubu poruszali się po omacku. Najpierw był dobry fachowiec Szutowicz, którego wywalono na wniosek trenera Machado, potem wynalazki. Następnie przyjechali trenerzy z Hoffenheim i pomogli zrobić wynik trenerowi Brzęczkowi, a potem znów kolejny wynalazek. 70% zawalenia rundy jesiennej w ostatnim sezonie to było złe przygotowanie do rundy. Nie było pary, nie było kreowania sytuacji, nie było bramek, nie było punktów. Zimą po przyjściu trenera Adamczewskiego nagle widziałem rozbiegających się zmienników po meczu. Jeśli chcecie więcej wiedzieć o tym Panu, wpiszcie sobie trzy słowa: Nutella + Korona Kielce. Różnice w przygotowaniu jesienią a wiosną zauważyłby nawet totalny laik. Zadyszka była dopiero w rundzie mistrzowskiej, gdy Lechia pod rząd grała 3 spotkania w krótkich odstępach. Trzeba było jednak gonić od początku rundy, aby być w tej górnej ósemce.

  1. Zgranie!

W Lechii zgranie było widać już wiosną, a co za tym idzie nie trzeba było wiele zmieniać. Doszło 2 piłkarzy, 2 powróciło z wypożyczeń. Kto wie, może z dwóch jeszcze przyjdzie. I to będzie koniec. O ile Gamakov może potrzebować trochę czasu na aklimatyzację, bo jest to jego pierwszy wyjazd z Bułgarii, o tyle Rafał Wolski będzie dużym wzmocnieniem. Uściślijmy ten silnik w środku boiska. Nowy nabytek zwykle nie lubi za często wracać i bronić, ma za to niesamowitą technikę i potrafi obsłużyć takim podaniem, że napastnik jeszcze pomyśli jak strzelić przed oddaniem strzału. Milos to zwany piłkarz pociągowy – drybling, slalom, ale i timing. Masa akcji idzie po jego przejęciu w środku boiska. Z boku jeszcze trochę bardziej defensywny Chrapek, ale on też wyłuska piłkę, a kopyto ma pierwszorzędne. Po bokach trzeba będzie czekać na Maka, Haraslina, Peszkę, Flavio, może i Pawłowskiego. Policzcie sobie ile czerwonych kartek wiosną złapali rywale po ich sprintach. W ataku natomiast Marco Paixao i Kuświk ze zdolnym Kobylańskim, który powinien być napastnikiem numer 3. Obrony wymieniać nie będę. Bo jest tam dwóch doświadczonych reprezentantów Polski + były długotrwały kapitan Hajduka Split. I o dziwo nie przyszli oni teraz latem, a są zgrani.

  1. Kluczowy transfer w dobrym dla tego okresie.

Chodzi mi o transfer Rafała Wolskiego. Sebastian Mila nadal będzie przydatny Lechii i nikt mu umiejętności ani zasług w polskiej piłce nie zabierze. Natomiast czasu nie oszukamy. Trzeba było doszlifować tę pozycję, i Lechia pierwszorzędnie ją doszlifowała. Jeszcze w tamtym sezonie kibice Lechii ostrzyli sobie zęby na Rafała Wolskiego. Gruchnęła informacja, że Wisła go wykupi i szanse na jego przyjście są minimalne. Jednak do tego nie doszło i Lechia szybko zagięła parol na nowego rozgrywającego. Rok temu cztery najważniejsze transfery doszły do skutku… dopiero pod koniec sierpnia. Piłkarze odpalili dopiero wiosną, wcześniej mordując się na boisku. Krasic ledwo oddychał w pierwszych spotkaniach. Przypomnieć pucharowy mecz z Legią?

  1. Wiara we własne możliwości.

Tutaj napiszę krótko. Jeśli piłkarze nie uwierzą w siebie, to nikt inny za nich tego nie zrobi. Można ich mobilizować psychologami, można ich optymistycznie nastawiać, a tu zacznie się mecz i dostaną bramkę. Wtedy albo spisujesz coś na straty, albo włączasz trzeci bieg, bo podświadomie wiesz, że jesteś lepszy i to wygrasz. W Lechii jest taka kadra, że innej opcji niż ta druga nie przewiduję. Nawet jeśli mimo chęci nie zawsze się wygra, zawsze trzeba do tego dążyć.

  1. Taktyka.

Wiecie dlaczego polski zespół od wielu, wielu lat nie gra w Lidze Mistrzów? Z braku ryzyka. Zarówno włodarzy, jak i trenerów. Możemy dopracować coś do perfekcji, ale to się tyczy bardziej klubów, w których dają czas trenerom na pracę. To w zdecydowanej większości nie dotyczy jednak polskich klubów. Taktyka z jednym napastnikiem w siermiężnej lidze jest dobra dla słabszych klubów. Nie stać ich na 3-4 dobrych napastników. OK, niech mają jednego dobrego. Problem pojawia się, kiedy takowy wypada ze składu. W Polsce się utarło, że warto mecz zremisować, jeśli nie da się go wygrać i że wojny (sezony) wygrywa się obroną. Cóż za fantastyczna obrona! -Krzyknął kibic z lewej strony przy wyniku 0:0. Na boisku jest czas na wszystko – zarówno na akcje ofensywne, jak i defensywę. Problem polega na tym, że jesteśmy minimalistami. Śląsk ograł Club Brugge atakiem, Legia po piłkarsku Celtic też atakiem, Lech ograł Manchester City u siebie też strzelając 3 bramki. Wyszło? To nie był przypadek! Tam nie było po prostu genu minimalizmu. Jakby strzelili jedną bramkę i zaczęli się bronić, dowieźliby?

 

Uzupełniając kolejne fakty. Tak, w Gdańsku płaci się pensję na czas, a sponsorów pozyskuje się najwięcej w całej lidze. Przed chwilą skończyłem przeglądać najnowszy raport Deloitte. Lechia ma drugi wynik pod względem wzrostu przychodów w porównaniu do ubiegłego roku. Lepszy ma tylko Lech Poznań, za co szacunek. Przypominam jednak, że Lechia w pucharach nie grała, ani mistrzem Polski nie została (jeszcze), a dodatkowo spadła jej frekwencja, co jest składową braków wyników na jesień oraz średnio atrakcyjnymi terminami rozgrywania spotkań na własnym stadionie.

I tak wiem, że jeśli (odpukać) Lechia przegra na inaugurację z beniaminkiem w piątek, to zaraz się zaczną głosy, że Lechia się kończy, że znów pompowali balonik, nic znowu nie osiągną. Kolejek zostanie 36. Ale to po prostu ludzka zazdrość i zawiść, że w Lechii na ten moment wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku.

Po wypisaniu wszystkich punktów oświadczam, że mistrzostwo Lechii w sezonie 2016/2017 nie będzie żadną niespodzianką, bo Lechia jest jednym z głównych faworytów do końcowego tytułu. To są fakty, nie mrzonki. Co będzie? Zweryfikuje piłka i boisko. Życzę wszystkim powodzenia w nowym sezonie. Nawet sąsiadom zza miedzy. Cieszcie się z Ekstraklasy, bo długo na nią czekaliście. Nie życząc nikomu spadku (choć spaść i tak ktoś musi). Zaczynamy!!! Ekstraklaso, moja miła!

 

[vc_row][vc_column text_align=”center” width=”1/3″][TS_VCSC_Team_Mates_Standalone team_member=”5010″ custompost_name=”Maksymilian Fota” style=”style2″ show_download=”false” show_contact=”false” show_opening=”false” show_skills=”false” icon_align=”center”][/vc_column][vc_column width=”1/2″][/vc_column][vc_column width=”1/4″][/vc_column][/vc_row]

1 Comment

1 Comment

  1. Avatar

    Maik

    15 lipca at 20:42

    Fajny tekst, ale zapomniałeś o punkcie nr 8. Trzeba wygrywać. Jako kibic Legii dobrze wiem, że często na koniec liczy się punkty… te stracone z ogórkami ligowymi. Wy już dzisiaj macie jednych na koncie.
    Liga to nie zwycięstwa z Lechem, Wisłą, czy w Waszym przypadku Legią, ale także z tymi na dole tabeli.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Lechia Gdańsk