Connect with us

Legia Warszawa

A miał być polski Bayern…

Lech, Mostar, Jagiellonia, Mostar, Śląsk… 5 spotkań, jedno wygrane. Nie tak miało być, nie takie wyniki miała osiągać Legia. Legia, która od kilku lat jest uznawana za najlepszy polski klub. Najlepiej zorganizowany polski klub. Za klub, który, zachowując proporcje, miał być Bayernem Monachium polskiej piłki.

Rok temu kupiono Pazdana, wyróżniającego się, jeśli nie najlepszego obrońcę ligi. Do tego dodano króla strzelców ligi węgierskiej – Nikolicia. Nie licząc już transferów typu Prijović. Jednak Legia miała być czymś ponadczasowym. Legia miała łączyć pokolenia, miała łączyć kibiców wielu miast w Polsce. Miała być drużyną, z którą będą się identyfikowały miliony Polaków.

Co poszło nie tak? W roku 2016, w którym Legia obchodzi 100-lecie istnienia miało być pięknie. I po części było. Dublet zdobyty pod wodzą „rosyjskiego niedźwiedzia” Czerczesowa. Jednak to, co piękne, szybko się kończy. Okazało się, że Czerczesow jest tylko trenerem „na już”. Miał przyjść. Miał wygrać. Miał odejść. I tak też było. Przyszedł. Wygrał. Odszedł.

Teraz zostaliśmy z Albańczykiem – Besnikiem Hasim. Przyszedł z Anderlechtu Bruksela. Liga wyżej. Trener, który będzie tutaj na lata. Nie omieszkam twierdzić, że już wielu takich było. Urban miał tutaj być długo. Nie mówiąc już o Henningu Bergu, który miał najlepsze lata swej kariery trenerskiej świętować w Legii. I co się okazało? To nawet nie był przystanek. To była chwilowa przygoda. To była nic nieznacząca miłość, która szybko przeminęła. Czerczesow był tylko trenerem, który miał uratować sezon – i uratował. Miał zostać, to miała być trudna lecz romantyczna miłość. Owocem tej miłości miał być upragniony awans do Ligi Mistrzów. Lecz i to nam, kibicom, zabrano. W zamian dostaliśmy kolejny, po Bergu, wynalazek. Już nawet nie wiadomo czyj wynalazek. Czy prezesa Leśnodorskiego, czy Michała Żewłakowa, czy kogoś innego… Dostaliśmy człowieka z warsztatem, który podobno jest szanowany w Belgii. Dostaliśmy człowieka, który wie, co to walka o najwyższe cele i praca w najlepszym, na papierze, klubie w kraju.

W sobotę graliśmy ze Śląskiem. Śląskiem Rumaka, gdzie bramki broni Pawełek. Gdzie w ataku miał straszyć Idzik, a w drugiej połowie Biliński. Śląskiem, w którym dorzucać piłki miał spadkowicz Madej. A Legia przed najważniejszym meczem w tym miesiącu gra… piach. Część twitterowej społeczności porównuje te występy z drogą w el. LM i pamiętnego meczu z Celtikiem. Tylko teraz nie gramy Ryczkowskimi. I niektórzy o tym zapominają. Mieliśmy być „polskim Bayernem”, a nie potrafimy nawet strzelić bramki Śląskowi. Gdybyśmy nie grali najmocniejszym składem? Rozumiem. Każdemu zdarza się gorszy mecz i gdyby to Sadam Sulley marnował sytuacje, a nie Nikolić z Prijoviciem, to pewnie byśmy, my kibice, to wybaczyli. Gdyby w obronie grał Wieteska albo młody Żyro? Byśmy wybaczyli sytuacje Śląska. Gdyby zamiast Pazdana grał Rzeźniczak, to też byśmy wybaczyli błędy. Ale graliśmy najlepszą obecni 11-stką! Najlepszą i najsilniejszą. Co prawda bez kontuzjowanego Guilherme, sprzedanego Dudy, wypożyczonego Masłowskiego – ale jednak! Mamy wygrać ligę w cuglach! Podobno. Mamy być najlepsi i grać na kilku frontach, ale widać nie zależy nam na niczym. Ligę odkładamy na później. W eliminacjach Ligi Mistrzów męczymy się z Bośniakami. Tylko czekam aż zamiast Pazdana będziemy oglądali Dąbrowskiego. Zamiast Nikolicia jakiegoś Sulleya (chociaż chciałbym, aby był odkryciem). No a zamiast Dudy, zostaniemy z Vranjesem.

Podobno zostawiamy formę na mecze z Trencinem. Podobno mamy być gotowi na 4. rundę eliminacji Ligi Mistrzów. Podobno… Podobno Hasi apeluje o wzmocnienia. Wszystko rozumiem i widzę, że wzmocnień potrzebujemy. Tylko czy to już nie będzie za późno? Czy zamiast walki o upragnioną Ligę Mistrzów nie zostaniemy z walką o Ligę Europy? Czy naprawdę musimy eksperymentować na żywym organizmie, jakim jest Legia? Czy nie możemy postarać się o ciągłość w transferach? Jak mantra powtarzany jest przykład Wisły Kraków, która próbowała awansować do LM kosztem ogromnych obciążeń finansowych. Tylko czy Legia nie może sobie pozwolić teraz na wydatek rzędu 500 tys. euro? Przecież kwestią czasu jest sprzedaż Nikolicia i Pazdana. Przecież już teraz można ściągnąć zastępców i ich ogrywać. A oddzielną kwestią jest to, że cały scouting robi teraz nasz trener, a o „szeroko rozumianym scoutingu” dawno nie słyszeliśmy.

Już w środę mecz. Mam nadzieję, że po meczu będę mógł odwołać połowę słów. Że będę mógł powiedzieć – myliłem się; zagraliśmy świetny mecz i pewnie wygraliśmy. Jednak na dzień dzisiejszy powodów do optymizmu nie ma i na pewno do środy nie będzie.

Liczę, że ten „polski Bayern” w końcu pokaże na co go stać. Liczę, że ta Legia pokaże w końcu to, czego się od niej oczekuje. Bo już czas najwyższy.

Pozdrawiam,
Piotr

foto: Monika Wantoła

Ekstraklasa, B-klasa i cała pomorska piłka.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa