Obserwuj nas

Kibice

Z Wronek wyjdziesz, ale Wronki z Ciebie nigdy…

To nie tak miało wyglądać! Miała być rewolucja… A skończyło się jak zawsze, przykrywaniem syfa pudrem. Ale po kolei… Do napisania tego tekstu zbierałem się od kilku miesięcy… Okazało się niestety, że temat jest permanentnie aktualny.

Jestem kibicem Lecha. Nie chodzę regularnie na mecze, nie pozwala na to praca, nie kupuję karnetu, ani najlepszych hot-dogów w kraju. Nie zwalnia mnie to jednak z obowiązku troski o klub. Pewnie każdy poznański (i nie tylko) kibol zadaje sobie pytanie – co poszło nie tak? Dlaczego znowu musimy znosić w bólu i cierpieniu błąkanie się bez mapy naszych zawodników, trenera i zarządu?

Od dłuższego czasu towarzyszy mi myśl, że genezy tego stanu rzeczy należy szukać w pewnej wielkopolskiej miejscowości, która znana jest głównie z produkcji sprzętu AGD i zakładu karnego, a przede wszystkim z mentalności, która towarzyszyła ówczesnej Amice. Minimalizm? Pragmatyzm? Brak zdolności do spojrzenia na wszystko w skali makro? Złe doświadczenia z przepłaconymi piłkarzami i transferami? Brak odwagi, zdolności do ryzyka, zagrania all in? Nie wiem. Nie znam osobiście osób kierujących Kolejorzem, biznesowo to na pewno osoby, znające się na rzeczy, ale jednak nie potrafiące przełożyć do końca tego na specyficzne przedsiębiorstwo, jakim jest klub piłkarski.

Dla młodszych kibiców nazwa Amica pewnie brzmi jak prehistoria. W końcu to już 10 lat odkąd wroniecki holding przejął Lecha, ale warto przypomnieć sobie, jak to było w innej epoce polskiego futbolu. Złote czasy Wisły Kraków, walcząca z nią Legia, ale też Amica… Mała miejscowość, kameralny stadion w lesie, walka z komarami, sporo pieniędzy i ani jednego mistrzostwa Polski. Czytając opowieści o Amice z książek Szamotulskiego, Stanowskiego, Króla można stworzyć sobie pozorny obraz tamtego zespołu i zdecydowanie nie brzmi to jak w pełni profesjonalny klub piłkarski. Dlaczego największymi sukcesami tamtego zespołu były „zdobyte” Puchary Polski? Dlaczego zawsze w decydującym momencie brakowało czegoś do postawienia kropki nad i? Moim zdaniem to coś, czego brakuje także w Kolejorzu. Z jednej strony: Tak! Walczymy! Wracamy do gry! Rewolucja, transfery! Puste hasła i #, a potem rzeczywistość. Przychodzą 2-3 nazwiska, najlepiej za darmo albo za paczkę fajek, bo więcej nie, bo budżet się nie zepnie, bo to, bo tamto… A może właśnie o to chodzi? Może chodzi o stworzenie kibicowskiego potworka? Zespołu, który regularnie ma grać w pucharach, ale broń Boże nie zdobywać mistrzostw… W końcu wtedy trzeba wypłacać solidne premie, kibice będą oczekiwali wielkich wzmocnień przed Ligą Mistrzów (jakie to jest złudne widać w tym roku chociażby na przykładzie Legii, ale to już historia na inne opowiadanie), sukcesów, kolejnych mistrzostw… A to z kolei kolejne wydatki. Czy nie lepiej mieć zespół średnio-wysokiej (jak na polskie warunki oczywiście) klasy, który zawsze bije się w czubie, powalczy w pucharze, ale w połowie sezonu przegra ważne mecze (lepiej w połowie niż na sam koniec, zawsze lepiej będzie wyglądać mocny, ale nieskuteczny finisz) i na końcu zabraknie niewiele. Wyjdziemy, powiemy, że było blisko, staraliśmy się, zaraz to na pewno się uda (czasem się uda, np. Jopem), ale za rok to już na pewno powalczymy. I wilk syty i Excel syty. Czy jednak o to chodzi kibicowi?

Czy kibic Lecha chce mieć w Poznaniu prężnie działające przedsiębiorstwo? Czy to jest w ogóle prężnie działające przedsiębiorstwo? Postawienie jednoznacznej diagnozy nie jest na pewno proste. Z jednej strony czytamy i słyszymy o zbilansowanych budżetach, z drugiej niekończące się dyskusje i polemiki na Twitterze na temat biletów, ich cen, koszulek, hot-dogów… i wszystkim innym. Każdy pewnie zna te tematy, jednak nic nie bierze się z powietrza. Dlaczego taka firma jak Lech otwiera nowy sklep w Kupcu Poznańskim, a nie w galerii przyległej do dworca PKP, gdzie przy okazji meczu bywa kilkaset kibiców, nie licząc podróżnych. Dlaczego nie iść za ciosem, gdy rok temu przy okazji Superpucharu Polski, bilety były za symboliczną cenę i stadion pękał w szwach, a na najbliższe mecze wypad dla dwóch osób trzeba zamknąć w ok. 100 PLN? Z drugiej strony jest tu oczywiście miłość kibica, wierność i ślepe zapatrzenie. Przecież te 10 tysięcy zawsze przyjdzie, swoje się sprzeda i po co robić więcej. Puśćmy jednak wodze fantazji szerzej, ilu z Was kupiłoby karnety, koszulki, gdyby było dla kogo!? Gdyby do chodzenia na mecze Lecha nie zachęcał Trałka (sic! jak dla mnie człowiek po drugiej stronie rzeki, nadający się już do Łęcznej albo innego Podbeskidzia) a Stilić z Rudnevsem? Ile koszulek z 14 lub 16 poszłoby na pniu, gdyby Bośniak z Łotyszem stali się twarzami Lecha AD 2016? Czy wtedy hasło #WracamyDoGry nie brzmiałoby jakoś tak inaczej niż to firmowane anonimowym Duńczykiem? Oczywiście znamy te pytania, znamy odpowiedzi ze strony klubu…

Panowie działacze… Poznań to nie Wronki, Amica to nie Lech. Tutaj nikogo nie zadowoli minimalizm, nawet z zielonymi tabelkami w Excelu. Poznań chce gwiazd, Poznań chce sukcesów, Poznań chce gabloty z pucharami, a nie srebrnymi czy brązowymi medalami i uściskiem Prezesa. Ta mentalność siedzi w biurach na Bułgarskiej, a nie w biało-niebieskich sercach kibiców, dla których drugi to pierwszy przegrany. Pamiętajcie o tym!

fot. startwarlubie.pl

Głównie sport...czasem wszystko inne, polityka juz nie albo bardzo rzadko. Jeśli do mnie piszesz, pisz po imieniu. Na Pana trzeba wyglądać i mieć pieniądze.

5 komentarzy

5 Comments

      Leave a Reply

      Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

      Advertisement

      Musisz zobaczyć

      Zobacz więcej Kibice