Connect with us

Kluby

Futbolowa trójpolówka

Trójpolówka w piłce nożnej

Liczba trzy sama nasuwa się mi na myśl nie tylko dlatego, że za nami TRZECIA seria spotkań naszej Ekstraklasy. Redaktor Tomasz Smokowski zauważył kiedyś, że to „liga, którą kochamy nienawidzić”.
Teraz raczej pasowałoby stwierdzenie, iż to liga, którą zarówno i kochamy, jak i nienawidzimy. Dlaczego?

Podzielmy to wszystko na trzy etapy – tak jak w tytule zresztą.

Lubię aluzje i odniesienia, nawet jeżeli tylko mnie wydaje się, że do czegoś akurat pasują. A polska liga w ten weekend była niczym pole, średniowieczne pole. Jeszcze „sędzia nie gwizdnie koniec meczu” kobiety czekają aż założą im chomąto (panie, wybaczcie!), jeszcze ziemia niezaorana, dopiero czekająca na to aż rolnik w końcu ją obsieje. Jedna część terenu wydzielona jest na to, by rosło tutaj zboże ozime, na drugiej – zboże jare, trzecia część leży odłogiem i jest nieuprawiana.

***

Tak było też w tej kolejce. Dni mogliśmy podzielić na trzy części:

1 – Sobota była jasnym punktem, niczym zboże ozime, z reguły dające większy plon.
Składne akcje Lechii, na którą patrzyło się z przyjemnością, wreszcie mądry futbol w wykonaniu biało-zielonych. A wszystko na nowej hybrydowej murawie, która dzień po meczu wyglądała równie piękna jak falujące kłosy żyta. Nazwiska wreszcie grają, a z Lechii na moment przestano się śmiać. To jakaś dziwna przypadłość – kluby z Trójmiasta w delegacji są bojaźliwe. Natomiast na ich podwórku baliby się Państwo nawet uścisnąć gospodarzowi dłoń, taki respekt wzbudza ich gra na swoich obiektach.

A pięć goli w Płocku? Emocjami z tego widowiska można by obdzielić prawie całe EURO 2016. Było tutaj wszystko – czarujący (nie żartuję!) zagraniami Kucharczyk, słynne SFG – czyli stałe fragmenty gry, nieodgwizdywane faule, drżenie o rezultat do końca, pościgi, wybuchy, kartoniady, pełne trybuny nieco poprawiające obraz stadionu w Płocku. Naprawdę, o więcej prosić nie mogliśmy.

2 – Piątek przyniósł plon mniejszy, trochę jak zboże jare w porównaniu z rodzajem poprzednim.
Każdy zastanawia się zapewne, dokąd popłynie ta Arka? Na swoich wodach sprawuje się jak z nut – dwa razy po 3:0. Istotnie, gdyby rywale oddali te mecze walkowerami, to pożytek byłby identyczny. Ale już obce przestworza oceanu, daleko od domu…

…to z kolei miejsce, gdzie dobrze czuje się przybysz ze wschodu. Wassiljew się nazywa i stawia sprawę jasno. „Kostii… tzn. kości zostały rzucone” – Jagiellonia gra o mistrzostwo. I wpędza Lecha w niemałą depresję. Z uprzejmości nie powiem, że gangstera, bo takie rzeczy to tylko akurat po pierwsze nieudowodnione, a po drugie – nie ten stadion i nie te gabinety prezesów w Poznaniu.

3 – „Ale za to niedziela…” ona była jak ten ugór, jak ta partia, która cały rok czeka na to, by po 365 dniach ponownie stała się zadbana.
Jak to ujął na Twitterze Michał Majewski – „powinno się dopłacać za oglądanie takich meczów, jak ten Korony z Piastem ”. Wycinając ze starcia na Arenie Kielce gole, otrzymamy łupankę, jakiej wstydziłaby się nawet League One. Zero techniki użytkowej i zero celnych strzałów po pierwszej połowie niech posłuży za zwieńczenie tego komentarza.

Ulewa w Lublinie powstrzymała Górnika z Łęcznej i Cracovię ze stadionu przy ul. Kałuży, która tylko dlatego nie wygrała, bo piłka postanowiła zatrzymać się… w kałuży.

Jedno Zagłębie grające poprawnie to mało, zresztą złośliwi powiedzą, że wygrali z ekipą ciągle gdzieniegdzie nazywaną „klubem z pola kukurydzy”. Bruk-Bet Termaliko, nie ja to wymyśliłem.

I ten poniedziałek.
Taki lekko od czapy, bo nigdzie nie można go zakwalifikować. Może nazwać go chwastem? Nie, to byłoby zbyt proste i infantylne.
Chociaż patrząc na grę Portowców i wrocławian, widać, kto póki co lepiej dba o swój ogródek. Ani Pogoń nie wpisała się w trend, bo nie zremisowała, ani też Śląsk nie podtrzymał passy „zero z przodu, zero z tyłu”, bo postanowił po raz pierwszy w sezonie wygrać.
Rumak vs Moskal – 2:0. Jingiel w postaci gwizdów – jak najbardziej obecny przy Twardowskiego/przy Karłowicza. Tak to miało wyglądać w Pogoni? Nie sądzę.

***

I teraz uwaga. W tym wszystkim nasuwa się wniosek następujący. Trójpolówki już dziś nie stosujemy, bo to metoda archaiczna. Trochę jak nasz klubowy futbol. Czasem zebrane plony, czyli sukcesy (których życzę Legii i Zagłębiu kolejno w środę, a także w czwartek) się pojawiają, ale to tylko sporadyczne chwile. Rolnicy, czyli prezesi zdają się nieraz kompletnie nie rozumieć tego, czym zarządzają. Zamiast produkować sukces, który przekłada się na pieniądze, niektórzy z nich patrzą krótkofalowo. Przecież z reguły kluby to zabawki, w których topi się pieniądze. Limit obcokrajowców – besztany z lewa i z prawa. Reforma ligi – ucichło o niej przynajmniej do jesieni.
I ciekawe, że wspominam o tym po kolejce, która najgorsza nie była. Ale cóż… pokazalibyście Państwo te mecze Niemcowi, stwierdziłby – tempo środka 2. Bundesligi.

Taka ta nasza Ekstraklasa, którą ciągle śledzimy. Chcąca być nowoczesną, ale jednak stosująca nieraz metody rodem z dawnych czasów. I znów wracamy do tej trójpolówki…

Smutno dość.

Czasem wygląda to dobrze, jednak potem przyjdzie taki dzień, kiedy powiecie Państwo – „na to coś to ja nie mogę patrzeć, tak jak kibic Lecha na ligową tabelę”.

 

 

@Radio_Golpl | F1zone.pl

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Kluby