Connect with us

Legia Warszawa

Legio, nie bądź Salzburgiem!

Kucharczyk walka Legia

Najlepiej jest pisać na chłodno. Kiedy wszystko już masz poukładane w głowie. Wiesz, o co ci chodzi. Dlatego przejdźmy do rzeczy.

Geneza słów w tytule jest następująca. Kiedyś portal weszło.com, po tym jak Mateusz Możdzeń strzelił pięknego gola na 3:1 z Manchesterem City prosił go: „Możdżeniu, nie bądź Smolińskim”. Dostał on wtedy szansę na pokazanie się i wykorzystał ją do maksimum. Potrafił się przedstawić. Ale później drogą wspomnianego Marcina Smolińskiego niestety podążył. Smolińskiego, który wbił megagola Austrii Wiedeń, a kilka lat później biegał po pierwszoligowych boiskach w Olimpii Grudziądz. Zjazd totalny.

***

Przykład zły? Nie do końca. Wiadomo, że chodzi mi o dobór słów. Ale jeżeli ktoś śledzi europejską piłkę, to wie, że akurat przykładów ciągłego dobijania się do Ligi Mistrzów bez happy endu można doszukać się też poza Polską. Najlepszy przykład? Austriacka Wisła Kraków, czyli Red Bull Salzburg. Ten powstały pod tą nazwą w 2005 roku Salzburg, który już próbował mnóstwo razy.

W ostatniej fazie szło mu tak:

2006/07 – odpadł z Valencią,
2007/08 – odpadł z Szachtarem,
2009/10 – odpadł z Maccabi Hajfa,
2010/11 – odpadł z Hapoelem Tel Aviv,
2014/15 – odpadł z Malmoe FF.

Nieraz odpadali wcześniej:

2015/16 – Malmoe (trzecia runda),
2013/14 – Fenerbahce (trzecia runda),
Truskawka na torcie (pozdrawiam Tomasza Hajtę!) – 2012/13 – Dudelange (druga runda!).

Szanse Salzburga teraz też ciężko oceniać jako wysokie, gdyż w obecnej edycji zagrają z Dynamem Zagrzeb. Ale ja nie o tym.

***

Chodzi mi o coś innego – chodzi oczywiście o te prawie 20 lat od ostatniego meczu polskiej drużyny w Champions League. Atletico – Widzew, grudzień 1996 r. Każdy, kto śledził współczynniki klubowe wiedział, że ten sezon musi być potraktowany poważnie. Strata dorobku Macieja Skorży z sezonu 2011/2012 mogłaby okazać się kosztowna. Dziś po wylosowaniu Dundalk można przestać się bać. Każdy, kto oglądał dwumecz Irlandczyków z BATE widział, że to nie panowie z wyspy grali tak dobrze, tylko Białorusini tak tragicznie. Legia ma dziś w teorii atuty po swojej stronie.

Tak skończył Partizan Belgrad w IV rundzie eliminacji Ligi Europy w sezonie 2011/2012. Odpadł w play-offach z… irlandzkim Shamrock Rovers, jedynym dotąd reprezentantem tego kraju w fazie grupowej europejskiego pucharu. Dundalk już przeszło do historii, już wyrównało ten rezultat, już da radość swoim fanom. Ale to nie znaczy, że ta radość nie ma odbywać się na Aviva Stadium przy granatowym-białym wystroju obiektu, a nie jak zwykle pomarańczowo-czarnym. Oni wyjdą na ten dwumecz jakby było im wszystko jedno. Zagrają, jakby nie było jutra. Totalna beztroska. „Hell or high water”. Choćby grzmiało i waliło (czytaj: choćby mieli odpaść), zagrają tak jak umieją. Wynik w tym dwumeczu obchodzi tylko Polaków, bo okoliczności wszyscy znamy. My musimy, oni mogą.

Tak zahaczając o każdy wątek dochodzę na chłodno do jednego słusznego wniosku – jeśli trener Hasi mówi w szatni to samo co na konferencjach – że ma być spokój, zero dyskusji o słabszej klasie rywala, zero deprecjonowania jego dokonań – to odczuwam ulgę. Pierwiastek trenera Czerczesowa nadal jest żywy.

Legia ma już za sobą nieudane decydujące boje z Barceloną, Szachtarem, Steauą, a także samą sobą. Goteborg okazał się wcześniej pomyślny, ale pamiętają też niektórzy, jak drzwi zatrzaskiwał z hukiem warszawskiej drużynie Hajduk Split. Decydująca faza zastała Legię po raz siódmy.

Ten Salzburg gra jak każdy polski klub, któremu dają szansę na walkę o Champions League w ostatnich 20 latach. Ciągle wali głową w mur i dziwi się, że krwawi. Nieraz pozostawia coś przypadkowi, ale i tak zostaje z niczym. A potem każą mu przyjść na bal, na który sam nie miał w planie się wybrać i biesiaduje z osobami o podobnej zawartości portfela. Nie z elitą. Sprowadzony na ziemię ciągle patrzy, że ta droga jest przecież w sumie nawet łatwa, ale nie wykorzystuje tego. Obwinia się albo zaczyna planować. Daje sobie kilka lat. Mówi, że musi się w końcu udać.

Powiem zatem jak weszło.com – Legio (czytaj: polska piłko), nie bądź Salzburgiem! Nie zawal tej próby. To się może powtórzyć, ale jeżeli teraz zostanie to zmarnowane, to nie chcę myśleć, co stanie się w Warszawie. Emocje wezmą górę. Na moment, ale wezmą. To będzie jak Dudelange vs Austriacy.

Ja już nie chcę już dłużej czekać.

RAFAŁ MAJCHRZAK

PS Aha, kiedy już awansujecie, to – za sugestią jednego z internautów – wypada wysłać coś trenerom Skorży, Urbanowi, Bergowi i Czerczesowowi. Dzięki nim to rozstawienie było możliwe.

@Radio_Golpl | F1zone.pl

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa