Connect with us

Puchar Polski

Kibicowskie święto czyli relacja z Zabrza

stadion Górnik Zabrze

Do wielkiego święta piłkarskiego obie drużyny wystąpiły w lekko rezerwowych składach. Na spotkaniu nie zabrakło jednak sławnego na całą Polskę dzwonka Pana „Leona”, który towarzyszy Górnikowi już od bardzo długich lat…

Przed rozpoczęciem spotkania, piłkarze warszawskiej Legii zostali przywitani z hukiem przez popularną Torcidę. Na dzień dobry usłyszeli popularną w całej Polsce pieśń „Legia to…”. Znakomite „dzień dobry” natomiast usłyszeli piłkarze Górnika. Mimo słabych wyników osiąganych w ostatnich czasach, jego kibice wydawać się może, że nigdy nie odpuszczą i będą z nimi na dobre i na złe. Tacy kibice to po prostu skarb. Z pewnością większość drużyn w Polsce może pozazdrościć Górnikowi tego wspaniałego dopingu.

[vc_single_image image=”12178″ img_size=”full” onclick=”link_image”]

Dziwne było miejsce w którym „zainstalowali” się komentatorzy Polsatu. Przecież na stadionie Górnika jest świeżo wybudowana „dziupla”, a mimo tego oni komentowali spotkanie na powietrzu przy skromnym stoliku. Jako ciekawostkę, mogę powiedzieć, że Mateusz Borek w pełni poświęca się swojej pracy. Gestykulował tak mocno jak ja podczas używania języka angielskiego.

[vc_single_image image=”12176″ img_size=”full” onclick=”link_image”]

Przed spotkaniem doszło także do pożegnania jednej z legend polskiej ekstraklasy Radosława Sobolewskiego. Były zawodnik Górnika Zabrze, Wisły Kraków i Groclinu został uroczyście pożegnany przez kibiców i zarząd klubu. Pożegnany był także Robert Jeż, ale to już mniej istotne.

[vc_single_image image=”12179″ img_size=”full” onclick=”link_image”]

No i zaczęli. Spotkaniu towarzyszył fantastyczny doping z obu stron, kibice nie odpuszczali swoich śpiewów choćby na minutę. Zabrzanom towarzyszyła nawet wspaniała oprawa pod tytułem „Chociaż nastrój jest ponury, rozwiewamy czarne chmury”

[vc_single_image image=”12182″ img_size=”full” onclick=”link_image”]

[vc_single_image image=”12186″ img_size=”full” onclick=”link_image”]

Samo spotkanie rozpoczęło się od ataku Legii. Już w 3 minucie spotkanie groźnie z lewej strony dośrodkował Tomasz Brzyski, ale dobrą interwencją popisał się przesunięty ostatnimi czasy do linii defensywy Rafał Kurzawa. Podobać się mogło, że Górnicy nie wystraszyli się Legii. Oczywiście optyczna przewaga mogła być w tym spotkaniu po jednej stronie i tak też było. Efektem tej przewagi były sytuacje stwarzane przez stołeczną drużynę, dobre sytuacje w pierwszej połowie stwarzał sobie francuski skrzydłowy Langil, który raz schodził do środka na prawą nogę i oddawał groźne strzały, a raz próbował indywidualnej akcji z ostrego kąta, jednak doskonale w tej sytuacji zachował się Kasprzik, który wyłapał piłkę. Co rzuciło się w oczy z gry Górnika? Odważne poczynania Plizgi, który niczym mała mrówka ciągle ciężko pracował i próbował się przepychać z rosłymi obrońcami Legii. Rzeźniczakowi jednak udawało się go momentami przestawiać jak juniora. Groźnym strzałem popisał się Rafał Kurzawa, ale jego strzał dosyć pewnie obronił Cierzniak.

Następnie nastała minuta 37, w której to doskonałym dośrodkowaniem popisał się Michaił „niecelne podanie” Aleksandrow, a precyzyjnym strzałem głową bramkę zdobył Hamalainen. Nie minęły dwie minuty, a Legia prowadziła już dwa do zera po znakomitej indywidualnej akcji Nikolica. Górnik swoją znakomitą okazję miał w 41 minucie kiedy to debiutujący Maciej Dąbrowski faulował w polu karnym, a sędzia wskazał na wapno. Niestety dla Górnika bramka nie padła. Fatalne pudło zanotował najlepszy obecnie piłkarz zabrzan Roman Gergel. Wielka szkoda. Mielibyśmy emocje.

Po zmianie stron wyjaśniło się dlaczego Aleksandrow zagrał na przyzwoitym poziomie. Kompletnie nie radził sobie z tym zawodnikiem obrońca Górnika, ale nie oszukujmy się Kurzawa na lewej obronie to jakiś chory wymysł Brosza… Jednak Górnicy ruszyli mocno do przodu czego efektem było wywalczenie rzutu rożnego, który na bramkę tak samo jak w poprzednim spotkaniu ligowym zamienił Bartosz Kopacz. Skoro już jesteśmy przy Bartku, nie milkną słuchy na temat jego przenosin do Lubina. Chwilę później kolejny rzut rożny dla Górnika jednak groźny strzał wybronił Cierzniak. Górnicy po zmianie połów wyglądali jakby ich dietetykiem byli bracia Zielińscy. To był całkowicie inny Zespół aniżeli w pierwszej części spotkania.

O kurwa! Krzyknęli w 61 minucie wszyscy kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Roosevelta 81. Fenomenalnym, powtarzam, fenomenalnym strzałem woleja z około 25 metrów popisał się Rafał Kurzawa. Tą bramką odpuszczam mu jego wszystkie wcześniejsze błędy.

Kolejne minuty nie zwiastowały niczego ciekawego, a obie drużyny ograniczyły się do sporadycznych ataków. Legia starała się zaszkodzić Kasprzikowi, ale ten za każdym razem zachowywał zimną krew i bez większych problemów radził sobie ze strzałami stołecznych.

Pod koniec regulaminowego czasu gry Torcida zaprezentowała jeszcze jedną oprawę pod tytułem „Kibice nie spadli, dalej Górnik prowadzimy”

[vc_single_image image=”12194″ img_size=”full” onclick=”link_image”]

I doczekaliśmy się dogrywki, która tak jak pierwsza połowa spotkania rozpoczęła się na ataku Legii, jednak strzał Kucharczyka zatrzymał się na słupku.

„Ja pierdolę!” Pewnie krzyknąłby Radek z kanału youtubowego kartofliskapl, bowiem w 106 minucie po kolejnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę do bramki drugi raz w tym spotkaniu zapakował Bartosz Kopacz. Jakby to powiedział Czesław Michniewicz „2:0 to niebezpieczny wynik”, a jego duch unosi się nad całym Zabrzem.

Cieszmy się, że Legia wylosowała w grze o Ligę Mistrzów półamatorski zespół. Dobrej gry Legii zobaczyliśmy w całym spotkaniu może 20 minut, a i tu nie wiem czy nie przesadzam. Brakuje czegoś tej drużynie. Każdy jej atak w dogrywce kończył się groźną kontrą. Jedynie szczęście i nieporadność górników pozwoliły im do końca wierzyć w odwrócenie losów tego spotkania.

Ogromny szacunek należy się kibicom obu drużyn, bez nich to spotkanie na pewno nie miało by takiej magii. Magii wielkiej piłki. Właśnie dzięki takim wspaniałym kibicom tworzy się duże kluby i świetne widowiska. Gdy byłem na swoim pierwszym meczu jako reporter, a było to w Gliwicach, mogłem usłyszeć wszystko o czym rozmawiają ludzie dookoła. Tak głośno śpiewali kibice w Gliwicach… A dziś? Dziś musiałem wspiąć się na wyżyny by usłyszeć własne myśli. Dzięki Panowie i Panie to było naprawdę genialne uczucie.

Atrakcyjność meczu w skali 1-6: 6

W tym meczu było tak naprawdę wszystko. Wspaniałe akcje stwarzane przez Legionistów, doskonałe(!) dośrodkowanie Aleksandrowa, skuteczny Hamalainen, świetne akcje Langila, niewykorzystany karny, bramka kontaktowa zabrzan, w końcu FANTASTYCZNE uderzenie Rafała Kurzawy i dogrywkę, w której to Górnik upokorzył obecnego mistrza Polski. Był to najlepszy mecz jaki widziałem w swoim życiu na własne oczy.

Żółte kartki:

Ambrosiewicz, Ofoe, Aleksandrow, Jodłowiec

Składy:

Legia Warszawa: Cierzniak-Lewczuk, Rzeźniczak(C), Dąbrowski, Brzyski-Ofoe(Moulin 91′), Jodłowiec, Hamalainen(Prijović 69′), Aleksandrow, Langil(Kucharczyk 57′)-Nikolic

Górnik Zabrze: Kasprzik- Matuszek, Kopacz, Danch(C). Kurzawa-Ambrosiewicz(Grendel 50′), Gergel, Przybylski, Nowak(Angulo 80′), Cerimagic(Skrzypczak 105′)-Plizga

Arbiter: Sebastian Krasny

Ekstraklasa, logistyka, studia, gotowanie. @watch_esa

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Puchar Polski