Connect with us

Rozgrywki

Dziesięć rzeczy, które wiemy po 7 kolejkach Ekstraklasy

murawa totolotek

O poprzedniej, szóstej kolejce nie można było raczej nic napisać, wymykała się ona wielu prawom logiki. To daje dużo więcej odpowiedzi niż mecz, w którym trener-filozof wystawia 10 piłkarzy rezerwowych przed meczem z półamatorskim zespołem.

Ale na razie to zostawmy. Ważniejsze są inne kwestie.Co właściwie wiemy po tych 7 kolejkach?

  1. Lechia potwierdziła ambicje do tytułu, a właściwie dwóch.

OK, zaczęła porażką i nią zakończyła. Natomiast, tylko niepoprawny ignorant nie zauważy tego, jak świetnie zazębiają się tryby w machinie Piotra Nowaka. Treningi odbywające się w nieco zachodniej atmosferze, z amerykanizmami wtrącanymi przez szkoleniowca, dały dużo drużynie, która zaliczyła naprawdę dobry start. 13 punktów po 7 kolejkach lechiści braliby w ciemno. Obraz ekipy też wygląda nieźle?
Krasić? Lider, co się zowie. Bracia Paixao? Współpraca trwa w najlepsze. Wolski? Nie obniżył lotów. Obrona? Wzmocniona piłkarzem Benfiki B, 20-letnim Joao Nunesem powinna też wejść na wyższy poziom. Ktoś tu zdał sobie sprawę, że 37 meczów z Janickim/Malocą, Wawrzyniakiem i Wojtkowiakiem to niekoniecznie dobry pomysł. Tym kimś jest Piotr Nowak, który jak na razie poczyna sobie na wybrzeżu co najmniej dobrze.

  1. Kibice Legii są jak Marysia… lekko w szoku. Jest i Liga Mistrzów, i żenująca gra.

„Besnik Hasi pozbawił Legię atutów” – napisał słynny śmieszek z Twittera, choć ostatnio częściej piszący poważnie, Dominik Skonieczny. Jeden z kibiców Legii widzi to co wszyscy. Legia gra… a raczej, próbuje grać futbol, który jest jakiś… A w tym całym bałaganie jedno wiem na pewno: to póki co nie działa. Prawdziwy test czeka legionistów od września do grudnia, kiedy to muszą nadgonić czołówkę, która niekoniecznie jest daleko – zaledwie 4 punkty od mistrzów. Wygrana z Ruchem nie przesłania reszty: początek sezonu, poza awansem do Ligi Mistrzów, wyglądał słabo. Wszystkie nieszczęścia i niesnaski miały swój synonim w nazwie „Legia”. Tak było, a jak będzie?

  1. Krwawoczerwone koszulki Wisły nigdy nie miały bardziej wymownego wydźwięku.

Wisła się wykrwawia. Na naszych oczach prawdopodobnie upada największa polska drużyna przełomu wieków XX i XXI. Smutne. Bardzo smutne. Jeżeli Bogusław Cupiał oglądał, w jakim stylu Legia pokonała Dundalk w decydującym meczu o awans do Ligi Mistrzów i przypomniał sobie APOEL, Levadię, Anderlecht, ale przede wszystkim Panathinaikos, to nie uwierzę, że nie zastanawiał się nad tym, aby strzelić sobie w głowę rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady. W lidze jego były już klub zamiata dno niczym studenci socjologii podłogę w McDonaldzie. A Dariusz Wdowczyk jest na gorącym krześle. Za byłego właściciela możliwe byłoby, że już dziś wznowiłby działalność twitterowy profil @DarekDoWziecia.

  1. Lech daje popis tego, jak nie zarządzać klubem. I jak nie grać w piłkę.

Lech Poznań zalicza znowu dołek, z którego nie wiadomo, czy w najbliższym czasie się wydostanie. W teorii nie powinien mieć problemów z doskoczeniem do pierwszej czwórki, albowiem ostatnio miał passę czterech meczów bez porażki. Polska liga dużo zyska na jego obecności w eliminacjach europejskich pucharów, więc w jej interesie jest silny Lech. Ale jak zbudować takowy, jeżeli Jan Urban po tym, jak uspokoił sytuację w zespole dziś otrzymał decyzję o zwolnieniu?
Ktoś tutaj albo pomylił się przy samym zatrudnieniu byłego trenera Osasuny, albo teraz nie wstrzelił się z momentem/pretekstem. Lub – co możliwe – w Lechu znów wzięto linijkę i pod ściśle rozrysowany schemat wszystko musiało stać się podczas przerwy na reprezentację. Panowie Klimczak i Rutkowski mają coraz mniej fanów w Poznaniu…

  1. Cracovia zarobiła 20 milionów  wreszcie może być projektem długoterminowym.

Tutaj wystarczą same krótkie komunikaty.
Jacek Zieliński utrzymuje posadę (jakże by inaczej). Stawia się na młodych graczy z ambicjami. Sprzedaż Bartosza Kapustki. Kupno Mateusza Szczepaniaka i Krzysztofa Piątka. Utrzymany trzon drużyny. Covilo w formie. Tylko Damian Dąbrowski znów pechowy, z kontuzją. Właściwie Cracovia znów przeżywa utratę ważnego ogniwa, ale w niczym to nie przeszkadza. Ciągle rozpatrywać ich należy jako kandydata przynajmniej do podium.
Tylko ta sprawa z Tarnovią… dlaczego, „Pasy”, dlaczego?

  1. Zagłębie = miedziowy sprinter. A może tu trzeba było jak Kszczot?

Nie mówię o porażce na sam koniec, jak uczynił to nasz 800-metrowiec. Zastanawia po prostu – czy Zagłębie po prostu więcej nie umiało z siebie wykrzesać? Zaczęli najlepiej jak mogli, by później odpaść z Pucharu Polski z I-ligowcem, z el. Ligi Europy z rywalem niżej notowanym od Partizana, no i do tego wszystkiego odeszli Maciej Dąbrowski oraz Krzysztof Piątek. Fakt, wkroczył Martin Nespor, mówi się, że może przechwycą Piotra Malarczyka, który wraca z Anglii z podkulonym ogonem. Ale na razie Zagłębie kojarzy mi się z jednym słowem – zadyszka. Zbudowali renomę kilkoma pierwszymi meczami, a potem przestój. Nie chodzi tutaj o to, że oczekiwałem bardzo dużo. Na końcu bowiem oddajmy – są wiceliderem ligi.

  1. Śląsk mógłby podążyć drogą Lechii… Liga tylko zyska. Co widzimy? Że sportowo jest progres.

Pomysł Mariusza Rumaka na prowadzenie zespołu jest widoczny już w drugim klubie od czasu jego odejścia z Lecha. Odciśnięte piętno na Zawiszy, a teraz wyprowadzanie na prostą Śląska, gdzie działacze zdają się w końcu sprowadzać naprawdę przyzwoitych piłkarzy. WKS ma napastnika, ma następcę Hateleya (o którym już ludzie we Wrocławiu zapomnieli), Pawełek niedługo przejdzie metamorfozę a’la Malarz, a i defensywa wygląda więcej niż przyzwoicie (3 stracone gole, tylko Zagłębie ma lepszy wynik – 2).
A biorąc pod uwagę, że będziemy potrzebowali drużyn z dobrym współczynnikiem w Lidze Europy, by podbudować renomę ESA – Śląsk mógłby do pucharów zawitać. I tym razem nie będziemy kręcić nosem na takie rozwiązanie, jeżeli obecną formę utrzymają.

  1. Legendy nowej I ligi na dobre rozgościły się w Ekstraklasie.

Arka Gdynia.
A z drugiej strony – Nieciecza w Małopolsce, z trenerem znad morza, Czesławem Michniewiczem, który robi znów dobry wynik na starcie swojej pracy. Nikt nigdy nie podważał jego warsztatu i tym razem znów nie ma powodów, by to robić. Termalica ma 13 punktów – tyle co lider z Białegostoku.

  1. Jagiellonia dobrze gra w sezonie nieparzystym? Dlaczego mnie to nie dziwi?

Jadze szkodzą puchary – to wiemy nie od dziś. Jest jak Ruch Chorzów, który też upodobał sobie sinusoidalną formę. Inna sprawa, że Jagiellonia znów bije się o mistrzostwo w sezonie nieparzystym – najpierw był 2010/2011, potem 2014/2015, a teraz 2016/2017.
Tendencja zachowana, podobnie jak pomysł Cezarego Kuleszy na prowadzenie klubu. Michał Probierz też przekonuje, że Białystok i on są dla siebie stworzeni. Ten człowiek dałby się za swoich piłkarzy pokroić. Efekty dobrej pracy widzimy w tabeli.

  1. Piast, Płock i Łęczna są tak miałkie, że ciężko o nich powiedzieć coś z polotem.
  • Piast stracił trenera i godność.
  • Płock zyskał kilku dobrych piłkarzy, jak Kriwiec, Sylwestrzak i Pan Solidny Ligowiec Dominik Furman. Dopełniono to talentem obecnego już Recy i mamy przepis na średniaka.
  • A Łęczna? Przepraszam, oglądanie przyjeżdżających pociągów towarowych z węglem w wagonach jest ciekawsze od meczów Górnika. Jedyna wygrana w sezonie? Musiała przyjechać Legia z Kubą Rzeźniczakiem na środku obrony, żeby ekipa trenera Rybarskiego mogła coś wygrać. Inaczej byłyby 2 punkty i miejsce nawet za „Białą Gwiazdą” z Krakowa.

***

Ekstraklasa – „where anything can happen”.

Sezon 2008/09 – Wisła mistrzem, wicemistrzem Legia, trzeci Lech. Dzisiaj? Legia – 10., Lech – 12., Wisła – 16. Sponsora tytularnego nie można było dobrać lepiej – tak wynikało z kolei z tweeta Andrzeja Twarowskiego.
Wyniki są jak te kulki wrzucone do bębna maszyny losującej w czasie studia LOTTO. Poziom? Identyczny jak w poprzednich latach, frekwencja też. Chociaż historia uczy, że jesienią może ona wzrosnąć, gdyż skończą się upały. Zatem… czekamy na jej powrót, na powrót naszej ligi!

***

Aha, no i jeszcze sprawa biletów na spotkania Champions League przy Łazienkowskiej. Odzywają się zewsząd ludzie, którzy narzekają, jak to Legia ośmieliła się wprowadzić takie a nie inne zasady kupna biletów na Ligę Mistrzów, „jak to ona się odważyła odebrać przyrodzone prawo do biletu na mecz z Realem Madryt, czemu nie grajo na Narodowym???”. Ręce aż same składają się do spadku swobodnego.

Jestem w grupie, która prawie na pewno nie kupi tych biletów. I ja to akceptuję. Natomiast wkurza mnie to, że ludzie, którzy kupili karnety w dniach od 24/25 do 29 sierpnia będą tak samo uprzywilejowani jak „starzy” karnetowicze. A nie oszukujmy się – skoro karnet można zwrócić (a podobno ci nowi już nie mogą), to gdyby mogli, to by to zrobili. Najpewniej po meczu z Realem, bo on się tylko liczy. Wiecznie coś nie pasuje, wieczne kombinowanie, najczęściej takie, które okropnie mierzi.

Niech ludzie przyjmą do wiadomości, że tylko mając tyle kapitału co George Soros życie jest łatwe i proste, a sporo rzeczy zostaniecie za darmo. Normalni śmiertelnicy stawiający wymagania klubowi, który najzwyczajniej w świecie honoruje stałych klientów sprawiają jednak, że można Was – Panowie i Panie, którzy macie z tego powodu problemy i frustracje – wyśmiać.

RAFAŁ MAJCHRZAK

@Radio_Golpl | F1zone.pl

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki