Obserwuj nas

Rozgrywki

Graj na Janka #3

W szatni panowała przeraźliwa cisza. Wszyscy byli przygnębieni tym, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Nawet Rudziński nie próbował swoich pokemonowych tekstów. Nikt nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego najlepsza drużyna w Polsce dała się stłamsić półamatorom z Irlandii. Nikt nie potrafił sobie również wyobrazić, co działo się w szatni obok, gdzie na rozbieganie zebrali się wczorajsi antybohaterowie.

Wyszliśmy na boisko rozglądając się niepewnie na boki, ale pierwszy zespół jeszcze się na nim nie pojawił. Gdy robiliśmy rozgrzewkowe kółka, zaczęli powoli pojawiać się na drugim boisku. Wyglądali strasznie, a zacięta mina Hasnika Besiego nie wróżyła szybkiej poprawy atmosfery. Nigdy wcześniej głos gwizdka nie niósł się równie mocno – tak cicho było na „boku”.
Powiem wam szczerze, że nawet nie byłem w stanie myśleć o tym, że właśnie trenuję w Legii i niebawem będę jej zawodnikiem. Niby tylko rezerw, ale zawsze… Niedowierzanie po wyniku nie pozwalało mi ani się cieszyć, ani stresować – nawet nie wiem, jak opisać to, co kołatało mi się po głowie, to uczucie, którego doświadczyłem. Czary goryczy dopełnił późniejszy SMS od Szczepana (Szczepan Miłoszewski, skrzydłowy – od razu złapaliśmy dobry kontakt), że kilku chłopaków z „jedynki” poszarpało się na rozbieganiu i może się to skończyć zesłaniami do naszego zespołu. Cholera!

Droga do domu niezmiernie mi się dłużyła. Dobrze, że na wieczór były plany na wyjście z Agatą, bo od tego myślenia ból głowy stawał się nie do zniesienia.
-Janku, zjesz obiad? – mama zawsze wiedziała jak poprawić mi nastrój. Może to niezbyt piłkarskie, ale lubię dobrze zjeść. A wiadomo, nie ma to jak u mamy! Jedzenie szybko zniknęło z mojego talerza. Poszedłem do siebie, położyłem się na łóżku i sięgnąłem po słuchawki. Właśnie pojawił się nowy album „Sabatonu” i nie miałem jeszcze okazji go posłuchać. Odpaliłem Spotify i pogrążyłem się w muzyce. Z zamyślenia wyrwała mnie wiadomość od Agaty – jest gotowa i czeka. Mam nadzieję, że film, który wybrała, będzie możliwy do przełknięcia przez statystycznego faceta. Mam już dość komedii romantycznych, ale z drugiej strony – czego się nie robi dla kobiety?
Uruchomiłem naszego wysłużonego Fiata (prawko mam od niedawna, więc dla mnie to i tak prawie jak Rolls-Royce) i wyjechałem na ulicę. Do Agaty wprawdzie było tylko 10 minut piechotą, ale do kina już spory kawałek. Czekała, gdy podjechałem – wyglądała nieziemsko. Oby ten film był krótki, bo chyba mam już plany na „po kinie”!
-Cześć Skarbie, ślicznie wyglądasz! – może to i sztampa, ale zawsze działa. Uśmiechnęła się i delikatnie zarumieniła. Wsiadła do samochodu, szybki buziak na dzień dobry i ruszyliśmy.
-Na co idziemy? – zapytałem.
-„Boska Florence” – odpowiedziała – Podobno fajny.
Bosko! Trzeba się będzie przemęczyć… Okazało się, że film był całkiem w porządku.

Zaparkowałem samochód na leśnej dróżce, kilka minut od naszych domów. Jej szelmowski uśmiech potwierdził moje przypuszczenia – miała zamiary podobne do moich. Spojrzeniem wskazałem tylną kanapę i po chwili już na niej byliśmy. Ależ cudownie pachniała! Jej oddech tuż przy moim uchu rozgrzewał mnie do czerwoności.
„Mam tak samo, jak tyyyy!” – Kurwa! Telefon! Teraz?!
„Miasto moje, a w niiim!”…
-Olej to!
„Najpiękniejszy mój świaaat!”…
Spojrzałem na ekran – Emilka. Czego ona może chcieć o tej porze?
-Siema Emka! Co jest?
-Janek… – głos Emilki zmroził mi krew w żyłach – Przyjedziesz po mnie?
-Co się dzieje?! Gdzie jesteś?!
-U Marcina… On…
-Coś ci zrobił? – Marcin był chłopakiem Emilki, 2 lata od niej starszym. Spotykali się od kilku miesięcy. Wydawał się być OK.
-Upił się… Zaczął na mnie krzyczeć… Uderzył…
-Zajebię skurwysyna! Zaraz będę!
Agata nie protestowała, gdy wsiadałem za kierownicę, choć wydawało mi się, że przez jej twarz przemknął delikatny grymas rozczarowania. Mało mnie to w tej chwili interesowało. Ruszyłem z piskiem opon i po kilku chwilach byłem już pod blokiem Marcina. Wbiegłem po schodach i zbielałymi od zaciskania pięści palcami pociągnąłem za klamkę. Zamknięte!
-Młoda! Jesteś tam? – krzyknąłem, jednocześnie waląc pięścią w drzwi. Usłyszałem zgrzyt przekręcanej zasuwki. Drzwi otworzyły się i stanął w nich Marcin. Widać było, że jest pod wpływem alkoholu.
-Gdzie ona jest?! Emilka!!
-Twoja siostra? Ta mała zdzira siedzi w kącie, gdzie jej miejsce! – jego szyderczy uśmiech zagotował mnie niemiłosiernie.
-Ty chuju! – wrzasnąłem i wystrzeliłem prawym prostym. Trafiłem w lewe oko, ale zaraz sam oberwałem podobnym ciosem. Nie powiem, pijany czy nie – był szybki i bił mocno. Będzie bolało. Ale wtedy jeszcze tego nie czułem, adrenalina pompowała się do moich żył w szaleńczym tempie. Rzuciłem się na Marcina i przewróciłem na podłogę.
-Skurwysynu! Już nigdy jej nie dotkniesz! Rozumiesz to, kurwa?! – zacząłem go dusić przedramieniem.
-Janek… Przestań… Zostaw go… – zapłakana Emilka pojawiła się w przedpokoju – Chodźmy stąd…
Nie potrafiłem się opanować. Mimo, że Marcin szamotał się i próbował wyrwać, mój chwyt trzymał go mocno, a ja nie zamierzałem go poluzować.
-Zostaw! Nie warto!
-Słyszysz ją mendo? Nawet teraz ciebie broni. Ostatni raz widzisz ją na oczy!
Puściłem Marcina i podniosłem się z podłogi. Jego twarz była już ciemno czerwona i oddychał z trudem. Mój policzek zaczynał pulsować przenikliwym bólem. Wyszliśmy.
Na klatce czekała już Agata, która objęła Emilkę i zaprowadziła do samochodu.
-Nie mów nic rodzicom, dobrze?
-Młoda, jak mam nie mówić? Przecież on mógł ci zrobić coś naprawdę złego…
-Nie mów, proszę…
Nie powiedziałem.
Weszliśmy po cichu do domu i od razu schowaliśmy się w moim pokoju. Emka przytuliła się do mnie i po kilku minutach zasnęła, choć trzęsła się przez sen jeszcze dobre pół godziny.
Nie wiem, czy znacie tą więź między rodzeństwem. Mówi się, że najsilniejsza jest między bliźniakami, ale w naszym przypadku była równie mocna. Jedno za drugim skoczyłoby w ogień, mimo różnic w charakterach. Była najbliższą mi osobą i zrobiłbym dla niej absolutnie wszystko.
Odczekałem aż rodzice pójdą spać, zaniosłem Emilkę do jej pokoju i sam położyłem się w swoim łóżku. Co za dzień…

W sobotę graliśmy z Sokołem. Dla mnie ten mecz mógł być debiutem, ale niestety Radość nie dopełniła wszystkich formalności i nie byłem jeszcze zgłoszony do rozgrywek. Poza tym, po „przygodzie” z Marcinem, nosiłem opatrunek na prawej dłoni – naruszyłem sobie paliczki w trzech palcach i lekarz zalecił unikanie mocniejszego kontaktu. Oczywiście Rudziński nie oszczędził sobie żartów na temat mojego podbitego oka, ale gdy dowiedział się, skąd ta śliwa – przeprosił i więcej nie poruszył tej sprawy.
Wygraliśmy 2:1, po golach Szczepana i Patryka, ale gra nie była najlepsza. Widać, że jeszcze nie do końca wychodziły założenia taktyczne, a i obecność Wilkowicza pętała niektórym chłopakom nogi. Podszedł do mnie po meczu, zamienił kilka słów i wręczył zaproszenie do strefy Silver na rewanż z Dundalk.
-Weź dziewczynę! – rzucił z uśmiechem, choć był on trochę wymuszony. Stres przed rewanżem powoli zaczynał narastać…

Agata nie chciała iść na mecz – umówiła się wcześniej z koleżankami, więc zabrałem Młodą. W sumie i tak chyba wolałem zabrać ją, niż Agatę, bo naprawdę potrzebowała wyrwać się z domu. Po zajściu z Marcinem praktycznie nie wychodziła ze swojego pokoju. Rodzicom powiedziała tylko, że się rozstali.
Emilka początkowo niechętnie podeszła do mojej propozycji, ale udało mi się ją przekonać. Założyłem jej na szyję jeden z moich legijnych szalików i wyszliśmy.
Na stadion dotarliśmy szybko, a z zaproszeniem Silver w kilka chwil byliśmy już na trybunach. A one wrzały – z nerwów, z wiary, ze zniecierpliwienia. W końcu po 21 latach była szansa na powrót do Ligi Mistrzów! Nieważne, że wynik pierwszego meczu był marny – kibic wierzy zawsze!
Usiedliśmy na swoich miejscach w oczekiwaniu na „Sen o Warszawie”. W międzyczasie niedaleko nas pojawił się Rudziński z grupką znajomych. Nie raczył nawet kiwnąć mi głową, od razu odwrócił się do kolegów. Jednak kilkukrotnie zerkał przez ramię w stronę Emilki, kiedy wydawało mu się, że tego nie widzę. Młodej też na twarzy pojawił się jakby cień uśmiechu. Spytała tylko czy to „ten” Patryk i więcej o nim nie wspomniała. Widziałem jednak, że wzbudził jej zainteresowanie.

A za kilka chwil miał rozpocząć się historyczny mecz…

Legia, Piłka nożna, Lotnictwo, Fotografia - @FoapApp, dorywczo - @watch_esa ;)

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki