Obserwuj nas

Piast Gliwice

Czy to będzie koniec Mariusza Rumaka we Wrocławiu?

Akcje oskrzydlające? Były. Poprzeczka? Była. Milion rzutów wolnych? Było. Bramki? Były. Pogoda? Idealna. Murawa w cieniu, lekki wiaterek i około 16 stopni. W takich warunkach atmosferycznych nie narzekałby nawet Piotrek Ćwielong. Czego zatem zabrakło? Zabrakło przełamania, którejkolwiek z drużyn. Remis…nudny remis.

Akcje oskrzydlające? Były. Poprzeczka? Była. Milion rzutów wolnych? Było. Bramki? Były. Pogoda? Idealna. Murawa w cieniu, lekki wiaterek i około 16 stopni. W takich warunkach atmosferycznych nie narzekałby nawet Piotrek Ćwielong. Czego zatem zabrakło? Zabrakło przełamania, którejkolwiek z drużyn. Remis…nudny remis.

Spotkanie rozpoczęło się odrzutu wolnego wykonywanego przez wrocławian. Do piłki podszedł Morioka, jednak jego strzał był zbyt lekki i bramkarz Piasta nie miał większych problemów z złapaniem futbolówki. Następnie do głosu zaczęli dochodzić piłkarze Piasta. Momentami znów wszystko funkcjonowało „jak za starych dobrych czasów”. Piłka do boku do Mraza i dośrodkowanie w okolice pola karnego. Jedyne czego Piastowi brakowało w pierwszej części spotkania to napastnika pazernego na piłkę. Wszyscy dobrze wiem, że z Jankesa taki napastnik jak z Rogera Guerreiro Polak.
Piast upatrywał swej szansy także po stałych fragmentach gry. W 22 minucie bliski szczęścia był jeden z obrońców Piasta, który po dośrodkowaniu kogóż by innego jak nie Mraza nie zdołał umieścić piłki w siatce.
Po tych delikatnych naporach Piasta do głosu dwa razy doszli podopieczni trenera Rumaka, którzy w krótkim odstępie czasu mieli dwie świetne okazje do objęcia prowadzenia. Raz Hebert dostał „małpiego rozumu” i podając wzdłuż własnego pola karnego obsłużył Moriokę, który jednak nie wiedział co zrobić z piłką i został skutecznie zablokowany. Minutę później rzut rożny dla Śląska i dobrym uderzeniem popisał się Lasha Dvali, ale na posterunku czujny był Szmatuła.
Swoją szansę na pokazanie umiejętności dostał kolejny raz kreowany na następcę Vacka Bukata, który podszedł do rzutu wolnego z okolicy 18 metra. Co tu dużo mówić, lepszy strzał oddałby pewnie nawet nasz naczelny. Dlaczego do piłki nie podszedł Mraz? Wierzymy, że mimo tego iż był piłka była z lewej strony boiska, to zrobiłby to 649648 razy lepiej niżeli Bukata.
Tak, tak to było 45 minut stałych fragmentów gry. Obie drużyny najwięcej zagrożenia stwarzały właśnie dzięki temu elementowi gry.

Druga część spotkania rozpoczęła się groźnych ataków Piasta. Barisic, który w przerwie zmienił Masłowskiego urwał się prawą stroną boiska jednak zabrakło dokładnego podania.

Rzut wolny za rzutem wolnym. Do wybijania wziął się dosyć aktywny po przerwie Badia, jednakże ciągle brakowało celnego strzału popularnych Piastunek.

W 69 minucie spotkania, dobrym prostopadłym podaniem popisał Kokoszka, któremu udało się uruchomić Ryotę Moriokę, ale ten w sytuacji oko w oko trafił prosto w bramkarza gliwickiego Piasta.

Gra Bilińskiego? Istny kryminał. Wiadomo, że stoperzy Piasta do najsłabszych nie należą. Wielkie, rosłe chłopy nie dały dzisiaj pograć Bili, który zresztą jak cały Śląsk grał dzisiaj bez jakiegokolwiek pomysłu przy rozgrywaniu ataku pozycyjnego. Skoro wiedział, że nie jest w stanie wygrać pojedynków siłowych, to dlaczego nie próbował cofać się po piłkę? Po tym spotkaniu jedyne co zapamiętamy w jego grze to ciągłe machanie rękami.

W 90 minucie arbiter podyktował rzut karny dla wrocławian. Do piłki podszedł Biliński i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Ta bramka to jedyne co go w tym spotkaniu broni, zdania jednak nie zmieniamy. Zagrał bardzo słabo. Gdy wszyscy myśleli, że to już koniec spotkania, doskonałym podaniem popisał się Barisic, a Hebert zrehabilitował się za sprokurowanego karnego i doskonałym strzałem pokonał Mariusza Pawełka.

Oczywiście nie mogło zabraknąć w tym spotkaniu regularnie śpiewanej przyśpiewki przez kibiców Piasta, która idzie mniej więcej tak: „wypiję jabola, zajebię Żabola…” Eh, robi się to pomalutku zwyczajnie nudne. Swoją drogą jeżeli Piast nadal będzie punktował z taką częstotliwością, niedługo może dołączyć do rywala zza miedzy. Kibice nie byli również zadowoleni z gry swoich pupili i w końcowych minutach wyrazili swoje niezadowolenie słowami: „Zero ambicji, GKS zero ambicji”

Abstrahując od meczu, gliwickiemu greenkeeperowi należy oddać duży szacunek. Płyta idealna. Jedna z lepszych w lidze o ile nienajlepsza obecnie. Boisko niczym stół bilardowy, aż chciałoby się samemu założyć trzewiki sportowe i wbiec na murawę. Efekt byłby co najmniej taki sam jak przy grze Michała Masłowskiego czy Kamila Bilińskiego.

Atrakcyjność spotkania w skali 1-6: 3. Pierwsza część spotkania zdecydowanie lepsza od drugiej. Dużo akcji oskrzydlających i wiele prób po stałych fragmentach gry. Nie zabrakło również emocji, na które niestety musieliśmy czekać aż 90 minut. Zabrakło bramek. Jak pisaliśmy w zapowiedzi nie postawilibyśmy na remis, a typowy bukmacherowy Janusz jest dziś pewnie szczęśliwy.

Składy:

Piast Gliwice: Szmatuła – Girdvainis, Sedlar, Hebert – Mraz, Murawski (C), Bukata(Zivec 75’), Pietrowski – Badia(Moskwik 80’), Masłowski(Barisic 46’), Jankowski

Śląsk Wrocław: Pawełek – Dvali, Celeban (C), Augusto, Pawelec – Stjepanovic(Goncalves59’), Danowski, Alvarinho, Kokoszka, Morioka(Riera 71’) – Biliński

Żółte kartki: Kokoszka, Bukata, Hebert

Arbiter: Bartosz Frankowski

Ekstraklasa, logistyka, studia, gotowanie. @watch_esa

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Piast Gliwice