Obserwuj nas

Legia Warszawa

Czy na pewno dobra gra to zasługa samej Legii?

Typowy mecz Ligi Mistrzów na dobrym poziomie. Akcja za akcją, faul jednych dopowiedziany faulem drugich. Mnóstwo walki i pełno zaangażowania. To mogliśmy zobaczyć w starciu mistrza Polski z Królewskimi.

Od czego by zacząć te już lekko stonowane rozważania? Może zacznijmy od tego, że Real oczywiście zlekceważył swojego wczorajszego rywala. Po czym takie wnioski? Ano na przykład po strzale piętą Benzemy z początku meczu. Strzał ten był tak sygnalizowany, że nawet Stevie Wonder wiedziałby co się za chwilę stanie. Real wyszedł na spotkanie z myślą, że gładko rozjedzie “bandziorów” z Polski i będzie śmiało mógł myśleć o następnych spotkaniach. Co prawda rozjechali Legię wysoko, ale czy gładko?

Trudy meczu na pewno odczuł Toni Kross, który został ostro poskrobany przez stołecznych. Ogromne zaangażowanie wykazał w tym spotkaniu środek pola naszego europejskiego rodzynka. Odjida z Moulinem grali z takim zaangażowaniem, że ręce same składały się do oklasków. Przechwyty VOO były naprawdę wysokiej jakości i dawało się je mocno zauważyć. O ile Jodłowiec przebiegł blisko 12 kilometrów, to jednak nie był tak widoczny jak jego partner z linii pomocy. Dzięki przechwytom Belga Legia stworzyła sobie kilka wyśmienitych sytuacji. Gdyby z takim zaangażowaniem i motywacją co tydzień wychodził na ligowe spotkania byłby królem środka pola w każdym spotkaniu.

Jeszcze wracając do lekceważenia Legii przez podopiecznych Zidane. Zastanawialiście się, czy to czasem nie była taktyka Realu na ten mecz? Dać zrobić akcję Legii i po ataku szybko skontrować rywala? Większość bramek dla Królewskich padło właśnie po wcześniejszym ataku Legii. Pamiętamy mecz Polski z Armenią, prawda? Nie da się atakować, gdy 10 ludzi stoi na wysokości 16. metra. Tym bardziej nie da się atakować, gdy 11 chłopa stoi na tej samej wysokości. Może dlatego Legia miała tyle sytuacji? Może Zidane wiedział, że najłatwiej będzie warszawiakom wbić gola, gdy ci będą jeszcze wracali do pierwotnego ustawienia? Gorzej tylko, gdyby Legia wykorzystała swoje dwie “setunie”, które miała do 12. minuty. Jednak dla mnie Zizu to półka wyżej niżeli Pep. Geniusz, piłkarski geniusz na ławce trenerskiej.

Swoje trzeba oddać także Arkowi Malarzowi. Na dzień dobry złapał “w zęby” strzał Benzemy, a jak się później okazało, wciągnął wszystkie próby zadumanego francuza nosem. Do tego pewny przy dośrodkowaniach i rzutach wolnych. Król w swojej piątce. Na deser w końcowych minutach wybronił solidny strzał Ronaldo. Malarz niczym Buffon. Im starszy tym lepszy. Aż chce się żałować, że ten bramkarz ma już coraz bliżej do końca… Przy bramkach jednak nie miał kompletnie nic do powiedzenia. Cóż, kolejny raz puszcza multum bramek, a gdyby nie on to byłaby dwu cyfrówka.

Ciekawe jest też zachowanie Cristiano, który starał się, ale nie chciało wpaść. Niby grali “tylko” z Legią, ale po kilku nieudanych próbach dało się odczuć, że jest sfrustrowany. Kolejny mecz, w którym po kilku nieudanych próbach zaczyna machać rękami, dyskutować z sędziami i faulować. Faulować na żółtą kartkę… z Legią… przy wygranym meczu. Ambicje ma nieziemskie, ale czasem jego zachowanie jest po prostu drażniące.

Ekstraklasa, logistyka, studia, gotowanie. @watch_esa

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa