Obserwuj nas

Rozgrywki

18 zespołów w Ekstraklasie – rozwiązanie problemów ligi? | tekst kibica

Zbliżająca się wielkimi krokami reforma Ekstraklasy powinna przynieść oczekiwaną zmianę na lepsze. Wciąż jednak ostateczny kształt nowej formuły rozgrywek to zagadka i nie wiemy w jakiej formie zagra Ekstraklasa w sezonie 17/18.

Wiadomo tylko tyle, że ESA37 przejdzie do lamusa i więcej nie zobaczymy “cyrku” z podziałem punktów po sezonie zasadniczym. Obecne zasady dawały “fory” pucharowiczom i klubom z krótką ławką rezerwowych, które marzyły o sukcesie po sprincie na ostatniej prostej -a to nie zawsze okazywało się sprawiedliwe. Za przykład może posłużyć kazus Podbeskidzia Bielsko-Biała w zeszłym sezonie, które po zawirowaniach nie zakwalifikowało się do górnej ósemki i ostatecznie spadło z ligi. Warto przywołać też przykład Legii Warszawa, która w sezonie 2014/2015 straciła tytuł mistrzowski na rzecz Lecha Poznań, wcześniej wygrywając rywalizację po trzydziestu zasadniczych kolejkach. Tak, zgadza się – wszyscy grali na takich samych zasadach i każdy miał teoretycznie równe szanse, ale jednak wielki niesmak pozostaje.

Ten sezon na szczęście definitywnie zakończy tę farsę, jaką jest ESA37. Poprzez zmianę prawdopodobnie otworzy się szansa dla większej liczby klubów aby pokazać się “na salonach”. Osobiście nie wyobrażam sobie, iż można by zrezygnować z pomysłu ligi z 18 klubami, które mimo swoich problemów finansowych czy organizacyjnych mogą się rozwijać, będąc częścią tego show, jakim jest Ekstraklasa. Uważam, że najwyższą ligę należy rozszerzyć o dwa zespoły, między innymi ze względu na piękne stadiony, jakie możemy oglądać już nie tylko w ESA, ale także na zapleczu i niższych ligach. Wiem oczywiście, że to wciąż zasługa ambicji i marzeń oraz niejednokrotnie faktu, iż już zasmakowano ekstraklasowych salonów. Stało się jednak jasne, iż jeśli chce się tam wrócić i mierzyć z najlepszymi potrzeba już nie tylko pieniędzy, ale również stadionu i zaplecza.

Idąc w drugą stronę, ograniczenie Ekstraklasy do mniejszej niż obecnie liczby klubów nie tylko mocno cofnęłoby w rozwoju niższe ligi, ale również wyrzuciłoby ze swoich szeregów kilka klubów z obecnej elity. Mogłoby to odbić się czkawką na długie lata nie tylko wyrzutkom, ale całej polskiej piłce.

Polska Ekstraklasa przyciąga na stadiony rzesze kibiców i promuje regionalny futbol, a kibice niejednokrotnie pokonują kilkaset kilometrów aby zobaczyć Ekstraklasę na żywo. Powiększenie liczby drużyn otworzy drzwi Ekstraklasy nie tylko dla klubów, ale i dla nowych miejsc, a co za tym idzie kibiców, którzy chętnie pojadą na stadion zobaczyć Legię, Lecha, Wisłę czy Lechię, czy też inny klub, który wcześniej widzieli tylko w telewizji. Najlepsza promocja to danie kibicom możliwości poczucia na żywo emocji towarzyszącym pobytowi na stadionie widzianym dotychczas na ekranie telewizora. Zachęci to również kolejnych sympatyków futbolu do odwiedzin stadionów, co da szansę na przyciągniecie nowych sponsorów do klubów mniejszych, bo nie zapominajmy, że polska piłka nie kończy się na Warszawie czy Poznaniu. Polska piłka ma wiele do zaoferowania w wielu zakamarkach Polski, gdzie albo jej jeszcze nie było, albo jest nieobecna od dawien dawna. Polska to prawie 38-milionowy kraj, który posiada wielki potencjał zarówno kibicowski, jaki sponsorski. Trzeba dać szansę zarówno jednym jak i drugim, aby mogli się wykazać.

Ktoś zarzuci mi, że spotkanie Legii Warszawa z Motorem Lubin czy GKS Tychy/Katowice nie zainteresuje wielu, bo ci wolą obejrzeć mecz Lecha Poznań z Legią cztery razy w sezonie. Ale właśnie w Tychach, Katowicach czy w Lublinie kibice chętniej obejrzą mecz swoich drużyn, a pojedynki o takiej reputacji co spotkania Lecha z Legią rozgrywane dwukrotnie w sezonie to zdecydowanie wystarczająca ilość.

Warto pamiętać o tym, że Polska to nie Dania, gdzie gra 12 drużyn po 3 razy w sezonie. Takie rozwiązanie, które wcale nie zwiększa atrakcyjności i poziomu rozgrywek, podyktowane jest tym, że Dania to kraj niemal ośmiokrotnie mniejszy. W tak małym kraju ciężko znaleźć więcej niż dwanaście profesjonalnych klubów i nie ma w tym nic dziwnego. U nas pretendentów do gry w Ekstraklasie jest o wiele więcej niż dostępnych w niej miejsc. Rozszerzenie ligi w tym momencie jest decyzją całkowicie zrozumiałą i logiczną. Wracamy jednak z Danii, bo to nie ona jest przedmiotem mojego wywodu.

PZPN mógłby wyciągnąć rękę do najbiedniejszych klubów i wspierać je przed upadkiem – Widzew czy Polonia Warszawa. Nie twierdzę, że mają spłacać długi właścicieli, ale mogą w jakiś sposób kontrolować w czyje ręce trafiają kluby. Przecież nie zdarza się to tak często, że niewykonalnym jest weryfikacja Ireneusza Króla czy Jakuba Meresińskiego. Należałoby też ustrzec kluby przed takimi “biznesmenami”, chociaż może to nie właściwe słowo, ale ciężko znaleźć określenie, aby kogoś nie obrazić.

Tak czy inaczej rozwój polskiej piłki zależy od kształtu rozgrywek, bo czy Podbeskidzie Bielsko-Biała miałoby dziś taki piękny stadion, gdyby nie awansowało do Ekstraklasy? Czy GKS Tychy miałby taki obiekt bez ambicji i marzeń o występach przeciwko Legii Warszawa czy Lechowi Poznań w Ekstraklasie? Czy Motor Lublin miałby nowoczesny stadion bez ambicji Lubelszczyzny na Ekstraklasę? Czy 14-krotny mistrz Polski, Górnik Zabrze budowałby stadion na ponad 30 tysięcy, myśląc o grze w I lidze?

Nie bądźmy hipokrytami i pamiętajmy, że polska piłka to coś więcej niż 5 klubów, a Ekstraklasa to coś więcej niż Kraków, Warszawa, Poznań, Gdańsk czy nawet Nieciecza…

Don't tell me how to live my life... Think it's not illegal yet... Wisła... Krakowska Wisła...

1 Comment

1 Comment

    Leave a Reply

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Advertisement

    Musisz zobaczyć

    Zobacz więcej Rozgrywki