Obserwuj nas

Rozgrywki

Kiedy zmiana jest ciekawa? | kalejdoskop Ekstraklasy

O tym, że w piłce nożnej czas płynie szybko i wiele zmienić może, wiadomo nie od dziś. Nie inaczej jest w naszej Ekstraklasie, gdzie co kolejka zmienia się optyka na to kto gra dobrze, a kto źle.

No, bo jak rozpoczął się ten sezon Ekstraklasy? Na początku największą szyderę przyjmowali na siebie kibice Lecha Poznań. “Kolejorz” pod wodzą dobrego wujka, trenera Jana Urbana zanotował okropny start rozgrywek i zdołał nawet obić dno ligowej tabeli. Władze klubu szybko zareagowały na tę hańbę, Urbana z Bułgarskiej pogoniły, a do współpracy zaprosiły lekko despotycznego Nenada Bjelicę. Początkowo poprawa wyników także miała charakter lekki, jednak z czasem lechici odzyskali swój kolejarski ciąg i punktują regularnie. Najboleśniej powrót do formy Lecha wspominać się będzie w Chorzowie, gdzie chłopcy Waldemara Fornalika zostali kompletnie przez poznaniaków obnażeni.

Rumak zaczyna powoli…

Warto wspomnieć o (oby!) wychodzącym z marazmu Śląsku Wrocław. Gra podopiecznych Mariusza Rumaka przyprawiała widzów o nudności, czego dowody możemy wciąż obserwować na każdym domowym meczu wrocławian. Nawet stworzone z hollywoodzkim rozmachem, mobilizujące kibiców filmiki odwołujące się do wysokich wartości, nie wypełnią stadionowego kolosa, jeśli sami piłkarze na boisku niemiłosiernie się męczą. Karta Rumakowi w końcu się odwróciła i Śląsk po piętnastu kolejkach Ekstraklasy zgarnął 21 punktów, co może być uznawane za wynik przyzwoity.

Dziwne przypadki Wisły Kraków.

Mówiąc językiem inwestorów giełdowych, długo wyczekiwane odbicie zanotowała także Wisła Kraków. A odbijać się miała od czego, bo gdy taki Lech na dnie tabeli tylko zagościł, tak Wisła jawnie tam gospodarzyła, zamykając stawkę aż 10 na 15 kolejek. Symptomatyczna dla wiślaków już jest dobra forma Patryka Małeckiego, a o ogólnym postępie ekipy Dariusza Wdowczyka niech świadczą kadrowe powołania – powroty dla Krzysztofa Mączyńskiego (początek kwalifikacji poza drużyną narodową, właśnie przez słabą dyspozycję) oraz Macieja Sadloka.

Zgoła inne humory towarzyszyły sympatykom beniaminków. Arka Gdynia i Wisła Płock zupełnie nieźle weszły do Ekstraklasy, dając do zrozumienia wątpiącym, że poziom ekip z elity a tych z 1. ligi jest – poza kilkoma wyjątkami – do siebie bardzo zbliżony. Oba zespoły prezentują stosunkowo ładną dla widza, ofensywną piłkę, kopaną przez zawodników z dość uznanymi już nazwiskami (Marcus Silva, Adam Marciniak oraz Dominik Furman czy Kamil Sylwestrzak pierwsi z brzegu). Z biegiem kolejek entuzjazm chyba nieco opadł i beniaminkowie pogubili sporo punktów. Na ten moment dzielni gdynianie i płocczanie plasują się w dolnej części tabeli, na co początek rundy nie wskazywał wcale.

Zdecydowanie odmiennie od swoich oczekiwań i potencjałów spisują się zespoły Bruk-Betu Termaliki oraz Cracovii. Trudno jednak wyobrazić sobie, żeby obie te ekipy zachowały swoje miejsca już do końca zabawy. Zawodnicy Czesława Michniewicza punktują zaskakująco dobrze, i choć ostatnio złapali nieco zadyszki, to dotychczasowe dokonania “Słoników” powinny budzić ciepłe emocje u wszystkich sympatyków tej drużyny (zakładam, że jest ich więcej niż 700 mieszkańców wsi Nieciecza czy rodzina i przyjaciele trenera Michniewicza). Cracovia nadal stara się grać swoje, co – biorąc pod uwagę jakość poszczególnych zawodników – powinno dać zespołowi Jacka Zielińskiego jeszcze kilkanaście ważnych punktów do zimowej przerwy.

Jacek Magiera…

Ligowe przewroty nie byłyby kompletne, gdybym nie wspomniał o jesiennej rewolucji warszawskiej roku 2016. Kosztowne rozstanie się klubu z Besnikiem Hasim (,,Rzeczpospolita” wbrew doniesieniom Bogusława Leśnodorskiego o dżentelmeńskich 0,5 miliona euro szacuje, że budżet uszczuplił się o 1,7 miliona euro) oraz szybkie przeproszenie się z Jackiem Magierą dało początek czegoś, czego żaden kibic mistrza Polski się miesiąc temu nie spodziewał. Magiera nawiązał kontakt z zawodnikami, uporządkował relacje i hierarchię. Dzięki klubowym mediom, każdy mógł zobaczyć jak legijna szatnia dostaje tlenu i w efekcie nabiera rumieńców.

Różnice pomiędzy Besnikiem a Magierą.

Najlepszym przykładem różnicy w podejściu trenera do zespołu niech będzie wypowiedź przestraszonego Hasiego po blamażu z Borussią Dortmund, kiedy mówił, że Legię czeka jeszcze pięć takich męczeńskich wieczorów. Magiera pokazał, że mocniejszego rywala nie należy się bać, tylko od niego trzeba się uczyć. Coraz lepsze wrażenia z występów legionistów w Lidze Mistrzów, uwieńczone wiadomym wynikiem z wiadomą drużyną, mają także swoje przełożenie na postawę Miroslava Radovicia i spółki w Ekstraklasie. Nieprzypadkowo wywołałem Serba, bo to on wraz z Vadisem Odjiją-Ofoe stanowi o sile Legii Jacka Magiery. Trenera, który pokazuje, że nawet horror BVB można zmienić na sen Realu. Warszawianie do liderów Ekstraklasy tracą już 8 punktów.

Trudno powiedzieć, żeby Lechia Gdańsk i Jagiellonia Białystok czuły oddech rozpędzających się rywali z Warszawy czy Poznania, bo po prostu ich forma utrzymuje się na wysokim poziomie. Bardzo prawdopodobne jest to, że oba zespoły dojadą na szczycie tabeli aż do zimy. Pytania co dalej, i jakie ruchy transferowe wykonają właściciele będziemy zadawać w swoim czasie. Na razie praca trenerów Piotra Nowaka i Michała Probierza (chyba nawet bardziej tego drugiego) może napawać zadowoleniem i optymizmem.

Gdybyśmy funkcjonowali w standardowym systemie 30 kolejek Ekstraklasy i zastali taką sytuację, moglibyśmy stwierdzić, że to może być już wyścig tylko 2-3 koni. Jednak jak tu się nie zgodzić z twierdzeniem, że w ESA37 nie ma meczów o nic, skoro sama Legia takich zagrała już kilka, a wciąż jest bitym faworytem bukmacherów na tytuł? Mimo wszystko szafa gra, niekiedy ładniej, niekiedy brzydziej, ale ważne, że coś się dzieje.

Adam Kosieradzki

fot. Monika Wantoła

SPORTS & MEDIA ID UW

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki