Obserwuj nas

Rozgrywki

Bartek, na cholerę było to Leicester? | Centrostrzał #5

Bartosz Kapustka wybrał źle – oczywiście wszystko na to wskazuje. Dziś o nim słów kilka.

Bartosz Kapustka w Leicester
Bartosz Kapustka wybrał źle – oczywiście wszystko na to wskazuje. Dziś o nim słów kilka

Po piłkarskim Twitterze hasa sobie swobodnie jeden taki chłopak mający talent do tworzenia wpisów równie wiekopomnych, co kontrowersyjnych. A to zakomunikuje światu, co zrobiłby ze słynną paprotką z Ligi+ Extra, a to doniesie, co lubi Sasha Grey. Ma on tę denerwującą cechę, że czasem napisze coś mądrego, ale przez tę maskę wesołka i twitterowego Stańczyka nikt nie bierze tego nazbyt poważnie. Nie o nim dziś mowa, bohaterem moim jest Bartek Kapustka.

Bartosz Kapustka – talent Euro 2016

Otóż mniej więcej w połowie meczu Polska – Słowenia, tuż przed tym jak stateczni ojcowie zasnęli z nudów, a znudzone dniem matki określiły reprezentację mianem patałachów, młodzieniec ów ogłosił urbi et orbi, że niejaki Bartosz Kapustka skończy jak Wojciech Pawłowski.

Pewnie cześć z was już nie pamięta, kim jest Wojtek Pawłowski i w sumie słusznie, bo informacja jest z grubsza niewarta uwagi. Jednak dla lepszego zrozumienia wywodu owego twitterowicza wspomnę tylko pokrótce o historii Wojtka.

We will say what time will tell…

Pawłowski zapowiadał się na świetnego bramkarza. Ba! Dawał tego dowody w kolejnych meczach Lechii Gdańsk, dowody tak oczywiste, że szybko został zawodnikiem włoskiego Udinese. Reszta to już tylko „We will say what time will tell…” i 3 (słownie: trzy!) oficjalne mecze od 5 (słownie: pięciu!) lat. Upadek to chyba jedyne słowo, jakie przychodzi mi na myśl oddające przebieg kariery Wojtka Pawłowskiego.

„Oczywiście można uczyć się pływać skacząc na głęboką wodę, ale warto jednak to robić na basenie z ratownikiem, a zdecydowanie nie na dzikim kąpielisku z mulistym dnem.”

Déjà vu

Dziś patrząc na Bartka Kapustkę mam déjà vu. Widzę znowu młodego chłopaka, któremu ktoś postanowił zrobić wielką krzywdę przedwczesnym wyjazdem. Bartek notuje bardzo słaby okres – w Anglii zniknął grzęznąc w drużynie rezerw i ma niewielkie szanse na szybkie znalezienie się w pierwszym zespole. Jedynym kontaktem z poważną piłką są trybuny w Leicester i powołania do reprezentacji.

Tak sobie myślę, na cholerę Bartku było ci to Leicester? Serio liczyłeś, że będziesz nowym Mahrezem? Nie chcę cię martwić, ale takie historie zdarzają się raz na sto lat, a być może jeszcze rzadziej. Oczywiście można uczyć się pływać skacząc na głęboką wodę, ale warto jednak to robić na basenie z ratownikiem, a zdecydowanie nie na dzikim kąpielisku z mulistym dnem.

Kapustka notuje dziś tak niesamowity regres, że powoli zaczynam rozważać jego kandydaturę do olimpijskiej reprezentacji w narciarstwie alpejskim. Gotów jestem założyć się, że to najbardziej spektakularny zjazd od czasów startu Andrzeja Bachledy–Curusia III w Nagano w 1998 roku.

Wypychamy co się da.

Mam nadzieję, że to co się dzieje z młodymi chłopakami będzie przyczynkiem do dyskusji o moralnych aspektach wypychania ich w świat z Ekstraklasy jak najszybciej i jak najdrożej. Oczywiście, to ważny aspekt działania klubów i piłkarskich agentów. Konieczność sprzedawania wybijających się zawodników to bezdyskusyjny fakt. Pozostaje jedynie zadać sobie pytanie, czy tak szybkie wyjazdy to najlepsza droga, czy czasem  najlepszą weryfikacją i przygotowaniem do kolejnego skoku nie jest transfer krajowy i nauka radzenia sobie z presją w silniejszym klubie? W ostatnim czasie z podkulonym ogonem z zagranicy wracali Rafał Wolski, Dominik Furman, Mariusz Stępiński, Jakub Świerczok, Michał Chrapek. Każdy z nich wyjeżdżał jako wielki talent, każdy z nich miał się rozwijać i czerpać naukę od największych gwiazd. Dziś do pozycji wyjściowej udało się wrócić tylko Stępińskiemu.

Działacze i menadżerzy.

Bartek jest dziś ofiarą swojej ambicji, sił nie zmierzonych na zamiary, megalomańskich zapędów działaczy do pobicia transferowego rekordu Ekstraklasy oraz medialnego szału wokół swojej osoby. Chłopak jest w takim wieku, że musi grać, aby się rozwijać. Dziś tkwi w rezerwach mistrza Anglii. O to chodziło?

Na wszystko to patrzę bez jakiejkolwiek satysfakcji. Nie chcę mieć racji i za kilka lat wyciągać tego tekstu jako dowodu na moje znawstwo świata futbolu. Bardzo chciałbym się mylić, chciałbym przekonać się, że w ogóle się nie znam i być kłutym w oczy tym co dziś napisałem, bo oznaczałoby to, że Bartek Kapustka zrobił karierę na miarę swego talentu.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

1 komentarz

1 komentarz

  1. Flanek Smuda

    15 listopada w 12:18

    To bedzie dobry piłkarz, widziałem jak wchodzi po schodach!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki