Obserwuj nas

Legia Warszawa

Jak wypadli legioniści w roku 100-lecia?

Za Legią Warszawa bardzo dobry rok 100-lecia istnienia klubu. Trofea, godne reprezentowanie Polski w europejskich pucharach, czy też świetne występy legionistów podczas Euro 2016 – wszystko to kibice zapamiętają na długo. Przyjrzyjmy się jak w mijającym roku wypadli główni bohaterowie, czyli piłkarze. Zapraszamy na roczne oceny legionistów.

Sklasyfikowałem 29 zawodników, którzy w 2016 roku zagrali w barwach Legii w czterech lub więcej meczach. Policzyłem, ile zagrali spotkań, ile strzelili goli, ile zaliczyli asyst. Każdego z nich oceniłem w skali 1-10. I tutaj mała adnotacja: oceny są subiektywne, więc zachęcam do dyskusji. Proszę się nie dziwić, jeśli zawodnikowi, który kilka miesięcy był w genialnej formie, została obniżona nota końcowa, skoro przez dłuższy czas był tylko rezerwowym.

BRAMKARZE

Arkadiusz Malarz – 50 meczów, 24 czyste konta, 8,5/10

Wszedł w bardzo duże buty po Dusanie Kuciaku, jednak świetnie go zastąpił. Pewny wiosną, niejednokrotnie zachowywał się po męsku – w finale Pucharu Polski został trafiony racą, jednak nie próbował wymuszać na arbitrze zakończenia spotkania, zacisnął zęby, chciał dograć mecz. Latem był jednym z głównych architektów awansu Legii do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jesienią co prawda wpuścił kilka bramek, przy których powinien zachować się nieco lepiej, jednak na ogół można było na niego liczyć. Oby zdrowie dopisało, bo na tym poziomie może pograć jeszcze kilka lat. Ukoronowaniem tego świetnego roku była obecność w najlepszej jedenastce szóstej kolejki fazy grupowej Champions League. Jako ciekawostkę dodajmy, że w tym samym wieku, w jakim był Malarz przychodząc do Legii, do Manchesteru zawitał Edwin van der Sar. Oby Polak również do 41. roku życia był w wysokiej formie.

Radosław Cierzniak – 4 mecze, 1 czyste konto, 4,5/10

Bardzo dobry występ w meczu z Cracovią, obroniony rzut karny w Pucharze Polski. W Lidze Mistrzów wpuścił aż osiem bramek w jednym spotkaniu, jednak tylko przy jednej można go winić w stu procentach. Na pewno Legia ma bardzo solidnego zmiennika, który w każdej chwili może zastąpić pierwszego bramkarza. Swoje robi również w szatni, gdzie dba o atmosferę, a także pomaga młodym zawodnikom. Oby rola rezerwowego nie zaczęła go uwierać, bo ciężko będzie Legii sprowadzić kogoś lepszego, kto z miejsca wie, że wywalczenie pierwszego to bardzo trudne zadanie.

PRAWI OBROŃCY

Bartosz Bereszyński – 26 meczów, 0 bramek, 3 asysty, 6,5/10

Przy ocenie prawego obrońcy należy postawić wiele znaków zapytania, bo jeśli mówić tylko o rundzie jesiennej, byłaby to pewnie nota pomiędzy 8 a 9. Wiosną nie grał prawie w ogóle, przegrywał rywalizację z Jędrzejczykiem oraz Broziem. Na jesieni był genialny, choć pod rządami Besnika Hasiego, bliżej wyjściowego składu był Broź. Po przyjściu Magiery był nie do zatrzymania, wrócił do reprezentacji, ponownie interesują się nim zagraniczne kluby.

Łukasz Broź – 25 meczów, 1 bramka, 2 asysty, 4,5/10

Wiosną przegrywał rywalizację z Arturem Jędrzejczykiem, jesienią był zdecydowanie słabszy od Bartosza Bereszyńskiego. Kiedy grał, wyglądało to poprawnie – ani bardzo słabo, ani oszałamiająco. Taki zmiennik to z pewnością spore ułatwienie dla trenera – może zagrać na obydwu bokach obrony, do tego daje niezłą jakość, jak na warunki naszej ligi. Na Ligę Mistrzów jednak to za mało, co m.in. potwierdził Jacek Magiera, nie wystawiając 31-letniego zawodnika choćby na minutę w żadnym spotkaniu.

Artur Jędrzejczyk – 17 meczów, 1 bramka, 2 asysty, 9/10

Półroczne wypożyczenie było strzałem w „10” dla każdej ze stron – Legia otrzymała zawodnika klasy europejskiej, który był jednym z najlepszych na swojej pozycji podczas Euro 2016, a sam zainteresowany dostał możliwość regularnych występów i tym samym dobre przygotowanie do Euro 2016. Jędrzejczyk był w zasadzie bezbłędny, świetny zarówno w defensywie jak i ofensywie. Bezpośredni udział przy trzech bramkach to, jak na obrońcę, bardzo dobry wynik. Swoje zrobił również w szatni, gdzie dbał o atmosferę.

ŚRODKOWI OBROŃCY

Michał Pazdan – 34 mecze, 0 bramek, 0 asyst, 9/10

Jeśli jest zdrowy, zawsze można na niego liczyć. Prawie bezbłędny, jedyne pomyłki zdarzyły mu się w spotkaniach z Niecieczą (wiosna) oraz Górnikiem Łęczna (pierwszy mecz jesienny). Ostoja defensywy, która daje pewność pozostałym partnerom z linii. Zmęczenie po Euro 2016 nie dało znać o sobie i przez cały rok był świetny. Nie odstawia nogi, zawsze poświęca się dla dobra drużyny. Oby został w Warszawie jak najdłużej, bo o zawodnika tej klasy będzie niezwykle ciężko na rynku transferowym.

Jakub Rzeźniczak – 33 mecze, 0 bramek, 0 asyst, 6/10

I jak tu go właściwie ocenić? Wiosną był głównie rezerwowym, jednak jeśli grał, nie popełniał błędów, prezentował się nieźle. Ostatnie jego cztery mecze w minionym sezonie to cztery czyste konta. Latem zmienił się trener i wrócił pechowy oraz wiecznie mylący się zawodnik, który zawinił przy bramkach straconych z Jagiellonią, Arką czy Niecieczą. Kolejna zmiana trenera i kolejna metamorfoza. Od samego początku było dobrze, nawet w pierwszym meczu ze Sportingiem, gdzie można go jedynie winić za nieupilnowanie Basa Dosta przy drugiej bramce. O kolejnych meczach można napisać tylko jedno: profesor. Kiedy widzę, że piłka zbliża się do Rzeźniczaka, nie mam żadnych obaw, że się pomyli – wręcz przeciwnie, bije od niego pewność siebie, daje spokój pozostałym zawodnikom.

Maciej Dąbrowski – 5 meczów, 0 bramek, 0 asyst, 2,5/10

Nie wywalczył sobie miejsca w składzie, mimo że już po jego przyjściu z klubu odszedł Igor Lewczuk. Rzeźniczak był wówczas bez formy, z zespołem nie trenował jeszcze Czerwiński, więc to były zawodnik Zagłębia Lubin wydawał się być faworytem do gry u boku Pazdana. Z Górnikiem Zabrze, Arką i Borussią było bardzo słabo, przyzwoicie przeciwko Lechowi i na pewno pozytywnie w spotkaniu ze Sportingiem, kiedy to wszedł w doliczonym czasie gry i zaliczył bardzo ważny przechwyt. Trzeba dać mu czas, całkiem możliwe, że w przyszłym roku odpali na dobre.

Jakub Czerwiński – 12 meczów, 1 bramka, 0 asyst, 4,5/10

Nie miał łatwo, przyszedł w ostatnim dniu letniego okienka transferowego, jednak w spotkaniach ligowych dawał radę, jego występy można ocenić pozytywnie. Zdecydowanie gorzej było w Lidze Mistrzów, szczególnie w obydwu spotkaniach z Borussią Dortmund. Podobnie jak w przypadku Dąbrowskiego, są nadzieje, że zbliżający się rok będzie lepszy w jego wykonaniu, jest to z pewnością zawodnik przyszłościowy. Dopiero 25 lat, a całkiem niedawno występował jedynie w I lidze. Ma łeb na karku, jest ambitny, dajmy mu czas.

Igor Lewczuk – 28 meczów, 3 bramki, 2 asysty, 9/10

Jak na dłoni było widać jego rozwój w barwach Legii, z każdym meczem stawał się lepszym zawodnikiem. Jedyne słabsze spotkanie rozegrał w Gdańsku, gdzie ujrzał czerwoną kartkę, jednak wtedy Legia wystąpiła w rezerwowym składzie i zakończyło się to katastrofą. Do tego przyzwoite liczby – spisywał się dobrze również pod bramką przeciwnika.

LEWI OBROŃCY

Adam Hlousek – 41 meczów, 2 bramki, 2 asysty, 8/10

Bardzo długi czas kibice Legii czekali na obrońcę tej klasy. Silny, waleczny, zdecydowany w defensywie, potrafiący dobrze dośrodkować, a także w odpowiednim czasie znaleźć się w polu karnym przeciwnika. Jedyny kryzys formy miał za kadencji Besnika Hasiego – wówczas widać było słabszą dyspozycję fizyczną, jednak błędów nie popełniał. Był po prostu nieco słabszy niż pod wodzą poprzedniego szkoleniowca. Zawodnik na lata, o ile nie przyjdzie oferta nie do odrzucenia.

Tomasz Brzyski – 11 meczów, 0 bramek, 0 asyst, 4/10

Wiosną przegrana rywalizacja z Adamem Hlouskiem, jeszcze latem “odstrzelony” przez trenera Hasiego. Jestem przekonany, że przydałby się Legii w tym okresie – Czech często wypadał ze składu z powodu kontuzji, a Legia nie miała w kadrze innego nominalnego lewego obrońcy. W pamięci utkwił mi ostatni jego mecz w barwach Legii, 1:3 z Arką. Był wówczas najlepszym legionistą na placu gry. Nie wiem co działo się w szatni, jednak postawa boiskowa upoważniała go do pozostania w Legii, taki solidny zmiennik to skarb. Tym bardziej że sam Jacek Magiera przyznał, że gdyby on o tym decydował, „Brzytwa” dalej byłby zawodnikiem Legii.

ŚRODKOWI POMOCNICY

Tomasz Jodłowiec – 35 bramek, 1 bramka, 7 asyst, 6/10

Świetna wiosna – kiedy grał, Legia wygrywała wszystko jak leci. Gdy złapał kontuzję, mistrz Polski w czterech ligowych meczach zdobył zaledwie 5 punktów. Niestety jesienią było słabo, co było efektem braku odpoczynku po Euro 2016. Zawodnik nie miał czasu na regenerację, przełożyło się to na gorszą formę oraz dyspozycję fizyczną. „Jodła” w formie to gigantyczne wzmocnienie zespołu. To dopiero jego pierwszy kryzys w Legii, a jest w niej już blisko cztery lata. Mam nadzieję, że zostanie w Warszawie.

Michał Kopczyński – 27 meczów, 0 bramek, 2 asysty, 5,5/10

Wiosną był bardzo daleko od pierwszego składu, jednak zmiana trenera wyszła mu na dobre. Besnik Hasi postawił na niego, zaufał, a „Kopa” odwdzięczył się bardzo dobrymi występami. Dobrze spisywał się na poziomie Ligi Mistrzów, szczególnie w drugim spotkaniu z Realem – zagrał jak profesor. Miejmy nadzieję, że trener Magiera dalej będzie mu ufał, a z pewnością następny rok będzie jeszcze lepszy w wykonaniu 24-latka.

Vadis Odjidja-Ofoe – 24 mecze, 3 bramki, 8 asyst, 9,5/10

Piłkarz klasy światowej. Nie przepracował z zespołem okresu przygotowawczego, na początku wyglądał słabo pod względem fizycznym, jednak już wtedy widać było w jego zagraniach ogromny potencjał. Potwierdził to po zmianie trenera, grał jak z nut, oprócz bramek i asyst zanotował wiele asyst drugiego stopnia – na przykład w ostatnim meczu tego roku brał udział w każdej akcji bramkowej zespołu (2 asysty oraz 3 asysty drugiego stopnia). Oby został w Warszawie jak najdłużej. Takiego obcokrajowca jeszcze w naszej lidze nie było.

Thibault Moulin – 30 meczów, 1 bramka, 6 asyst, 8,5/10

Bardzo dobry transfer. Już od samego początku Francuz był wyróżniającym się zawodnikiem, notował sporo asyst i niekonwencjonalnych zagrań. Później nieco przygasł, jednak po przyjściu Jacka Magiery znowu zachwycał swoją grą. Takiej „8” Legia potrzebowała – nieźle gra w obronie, potrafi dobrze rozegrać, próbuje trudnych rozwiązań. A i Ofoe znacznie łatwiej się gra, mając za plecami takiego zawodnika.

Kasper Hämäläinen – 32 mecze, 8 bramek, 4 asysty, 6/10

Jeden z najbardziej niedocenianych zawodników w zespole. Był głównie rezerwowym, jednak strzelił sporo bramek, dołożył kilka asyst. Szczególnie swoją przydatność udowodnił pod koniec zeszłego sezonu, kiedy przyszło mu zastąpić kontuzjowanego Prijovicia i wywiązał się z tej roli bardzo dobrze. Nie zapominajmy, że odniósł wiele kontuzji, które nie pozwalały mu złapać odpowiedniego rytmu. Potencjał ma ogromny, być może wiosną przyjdzie zastąpić mu Nikolicia, który prawdopodobnie pożegna się z klubem.

Ariel Borysiuk – 16 meczów, 0 bramek, 0 asyst, 6,5/10

Przyszedł na pół roku, zrobił swoje i wyjechał do Anglii, gdzie ostatnio nie gra. Typowa „6”, ze swoich obowiązków wywiązywał się należycie, szczególnie w końcówce sezonu jego forma była wyższa. Do tego Legia sprzedała go za sumę wyższą od tej, którą musiała zapłacić Lechii Gdańsk. Transfer na pewno udany.

Stojan Vranjes – 8 meczów, 0 bramek, 0 asyst, 2/10

Po zimowym obozie wydawało się, że może na dłużej zagrzać miejsce w podstawowym składzie, wszakże na początku roku z powodu nadmiaru żółtych kartek musiał pauzować Ariel Borysiuk. W drugim tegorocznym meczu zmieniony jeszcze w pierwszej połowie, nie wiadomo czy bardziej z powodu kontuzji czy zbyt niskiej jakości gry. Później było tylko gorzej, a czarę goryczy przelały mecze z Lechią (wiosna) oraz Arką (jesień). I pomyśleć, że Legia zapłaciła za niego podobną sumę, co za Aleksandara Prijovicia…

Ondrej Duda – 16 meczów, 1 bramka, 3 asysty, 5/10

Znowu bez błysku w Legii, za to dobry występ na Euro 2016 okraszony bramką w meczu z Walią, następnie transfer do Herthy Berlin. Wiosną często oglądaliśmy go w wyjściowym składzie (głównie przez przymusowe absencje innych zawodników), często jednak wypadał z powodu drobnych kontuzji. Liczby również nie powalają, jednak trzeba jasno powiedzieć, że ciężko mu było się odnaleźć w formacji preferowanej przez trenera Czerczesowa. W ataku pewne miejsce miał duet Nikolić-Prijović, za nimi biegali defensywnie usposobiony Borysiuk oraz grający nieco wyżej Jodłowiec. Największe szanse były więc na skrzydle, a to nie jest jego nominalna pozycja.

Michał Masłowski – 10 meczów, 0 bramek, 0 asyst, 2/10

Jeden z najgorszych transferów w historii nie tylko Legii, ale i całej ligi. 800. tys. euro za zawodnika, który w 34 meczach zdobył jedną bramkę i nie zaliczył ani jednej asysty. W bieżącym roku w podstawowej jedenastce zagrał trzykrotnie – z Ruchem, ponieważ wystąpić nie mogli Kucharczyk i Guilherme, z Lechią, ponieważ na rotacje zdecydował się trener Czerczesow, a drużyna zagrała katastrofalnie; i na koniec w Superpucharze z Lechem – był to niezły występ, zakończony bandyckim wejściem Łukasza Trałki. Kto wie, może za pół roku Jacek Magiera wskrzesi byłego zawodnika Zawiszy?

BOCZNI POMOCNICY

Valeri Kazaiszwili – 9 meczów, 0 bramek, 2 asysty, 4,5/10

Oczekiwania były na pewno wyższe, kilka szans dostał, jednak dopiero na sam koniec rundy zaczął je spełniać – dwie asysty w dwóch ostatnich meczach. Potencjał na pewno ma, jednak bardzo często zbyt długo holuje piłkę, nie dostrzega lepiej ustawionych partnerów. Nad tym musi popracować, jeśli chce pełnić ważny element w układance Jacka Magiery i tym samym zostać w Legii na dłużej.

Miroslav Radović – 18 meczów, 9 bramek, 10 asyst, 10/10

Kosmiczne liczby stoją za Radoviciem. Nie każdy był entuzjastycznie nastawiony do jego powrotu, jednak on pokazał, że mimo 32 lat na karku, nadal jest bardzo wartościowym zawodnikiem, może nawet lepszym niż przed wyjazdem do Chin. Jesienią omijały go kontuzje, w każdym meczu dawał drużynie niesamowitą jakość, nawet na samym początku, kiedy drużynie ewidentnie nie szło, był wyróżniającą się postacią, szarpał, próbował tworzyć sytuacje kolegom.

Steeven Langil – 12 meczów, 1 bramka, 0 asyst, 2/10

Początek miał w miarę obiecujący, wydawało się, że Legia w najbliższej przyszłości może mieć z niego sporo pożytku. Szybki, przebojowy, można było odnieść wrażenie, że kilkutygodniowe przygotowanie fizyczne może mu bardzo pomóc. Hasi na niego stawiał, zmienił się trener i reprezentant Martyniki poszedł w odstawkę, choć dostał szansę w pierwszym meczu ze Sportingiem, jednak kompletnie jej nie wykorzystał. W Legii już nikt na niego nie liczy, szczególnie po ostatnich wyczynach alkoholowych – kiedy drużyna wracała z Dortmundu, on zdecydował się na zabawę.

Michał Kucharczyk – 40 meczów, 7 bramek, 7 asyst, 6,5/10

Dobra forma wiosną, pewne miejsce na lewym skrzydle, jego pozycja nie była zagrożona ani przez moment. Trochę słabiej było jesienią, jednak 25-letniego skrzydłowego z gry na 1,5 miesiąca wyeliminowała kontuzja. Po powrocie przegrywał rywalizację z Radoviciem oraz Guilherme, ale ustępować takim zawodnikom to żaden wstyd. W pamięci kibiców na pewno zapadnie bramka strzelona Dundalk FC, która przypieczętowała awans Legii do Ligi Mistrzów; czy też dwie fenomenalne asysty we wiosennym spotkaniu z Piastem. Liczby wyglądają przyzwoicie, choć w ostatnich latach „Kuchy” przyzwyczaił nas do nieco lepszych.

Guilherme – 40 meczów, 9 bramek, 7 asyst, 8,5/10

Liczby bardzo podobne do Kucharczyka, jednak więcej jakości dawał Brazylijczyk. Co ważne, spora część goli strzelanych przez Guilherme to bramki bardzo ważne, często otwierające wynik spotkania, albo decydujące o czymś niezwykle istotnym, jak ostatnio o awansie do wiosennych zmagań w Lidze Europy. Świetna technika i drybling (z dedykacją dla Pana Kazimierza Węgrzyna).

Michaił Aleksandrow – 30 meczów, 1 bramka, 2 asysty, 3/10

Zawodnik bez liczb. Bezpośredni udział przy trzech bramkach w trzydziestu meczach to bardzo słaby wynik jak na skrzydłowego. Szans dostawał sporo. Jedyny jego dobry okres to początek obecnego sezonu, kiedy wydawało się, że może wskoczyć do wyjściowego składu na dłużej. Odnoszę wrażenie, że rola, w najlepszym razie rezerwowego mu nie przeszkadza i zadowala go sama obecność w tak wielkim klubie.

NAPASTNICY

Nemanja Nikolić – 50 meczów, 30 bramek, 6 asyst, 9/10

Jesienią minionego roku był genialny, nic nie można mu było zarzucić. Wiosną jego rola się zmieniła, miał grać na plecami Prijovicia, częściej cofać się po piłkę, czasami schodzić na skrzydło. Strzelał mniej, za to popisał się kilkoma asystami, nadal dawał zespołowi odpowiednią jakość. Latem jego gole dały Legii Ligę Mistrzów. Jesień, podobnie jak poprzedni sezon, zakończył na pierwszym miejscu wśród najlepszych strzelców ligi. Po drodze został królem strzelców Pucharu Polski oraz eliminacji Ligi Mistrzów. Można go krytykować za słabszą postawę już w fazie grupowej Ligi Mistrzów, jednak koniec końców patrzymy na liczby, a tam 30 bramek w rok, a to właśnie jest zadaniem napastnika – finalizować akcje zespołu. Z tego zadania Serb z węgierskim paszportem wywiązywał się znakomicie.

Aleksandar Prijović – 42 mecze, 14 bramek, 9 asyst, 8,5/10

Fenomenalny w Lidze Mistrzów. W innych rozgrywkach również – kiedy grał, nie zawodził. Uznanie przede wszystkim budzi duża liczba asyst, jak na napastnika, który na ogół powinien głównie zdobywać bramki. Szacunek budzi również pokora, z jaką były zawodnik Bolusporu podchodzi do swoich obowiązków – jeśli nie gra, na treningu walczy o każdy centymetr boiska, stara się przekonać do siebie trenera, nie marnuje szans, nie obraża się na pozostałych, nie stroi fochów. Wzór profesjonalisty. Szczególnie zapamiętamy jego bramki z finału Pucharu Polski, z Dundalk oraz bardzo mądrą asystę przy bramce Moulina w spotkaniu z Realem.

DRUŻYNA – 9/10

Jak ocenić zespół całościowo? Z pewnością bardzo wysoko – mistrzostwo Polski, Puchar Polski, awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a w niej wywalczona Liga Europy na wiosnę. Jedyne rysy na tym roku to przegrany Superpuchar oraz szybkie odpadnięcie z Pucharu Polski. Ale może właśnie pomogło to w pracy trenerowi Magierze, który miał więcej czasu na zgrywanie zespołu i dzięki temu wiosną zagramy w europejskich pucharach?

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa