Obserwuj nas

Rozgrywki

Płakał Niko, płakała Legia. Dziękujemy Nemanja!

Słodko-gorzki był ten niedzielny wieczór przy Łazienkowskiej dla kibiców Legii. Dobry wynik z Górnikiem Łęczna pozwolił mistrzom Polski zbliżyć się do liderów Ekstraklasy na cztery oczka, co z pewnością wszystkich w Warszawie cieszy. Smuci – odejście gwiazdy zespołu, bowiem tym występem z Warszawą pożegnał się Nemanja Nikolic.

Serb z węgierskim paszportem pożegnał się z trybunami w najlepszy z możliwych sposobów. Hat-trick strzelony Górnikowi wywindował napastnika na szczyt klasyfikacji ligowych strzelców. Licznik trafień Nikolicia zatrzymał się niniejszym na liczbie 55 w 86 występach z eLką na piersi.

NiGOLić

Czy pozytywna ocena tego zawodnika mogłaby zawierać tylko tę statystykę? Pewnie tak, w końcu napastnicy są od strzelania bramek. Jednak Niko w Legii to ktoś więcej niż capocannoniere.

Już od samego początku pobytu w Polsce jego osoba wzbudzała więcej emocji niż niejeden transfer do Ekstraklasy. Bo przecież Nikolić w Legii w ogóle nie miał grać. Bramkostrzelnego gracza Videotonu, od sezonu 2012/2013 na oku miał Lech Poznań. Poznaniacy na zatrudnienie króla strzelców ligi węgierskiej jednak się nie zdecydowali. Pamiętacie powód? Pal licho skuteczność! Przy Bułgarskiej uznano, że Nikolić do Lecha nie pasuje pod względem charakterologicznym. W Warszawie takich rozterek nie mieli i szybko ściągnęli go do siebie. O tym, który klub na tym lepiej wyszedł wspominać nie wypada.

Łatka niedoszłego lechity ciągnęła się za wiecznie uśmiechniętym Serbem przez dłuższy czas. Każdy kolejny gol był okazją dla kibiców Legii do szyderki i uszczypliwości w kierunku sympatyków Lecha. Słowne utarczki udzieliły się nawet samym zainteresowanym. A to Nikolić podziękował Lechowi, że go nie zatrudnił i może grać w stolicy, a to ówczesny trener Kolejorza, Jan Urban, wypominał mu nieskuteczność w starciach z mocnymi ekipami. Do czasu, gdy i Lecha Niko ukłuł.

@legiawarszawa #myclub #Niko11 #letsgo

A post shared by Nikolic Nemanja (@niko_nemanja) on

Ze wzrostem liczby bramek strzelonych przez reprezentanta Węgier, rosła też świadomość władz Legii, że takiego zawodnika trudno będzie zatrzymać. Do zderzenia się z tym tematem doszło już zimą zeszłego roku. Na biurko prezesa Leśnodorskiego spływały coraz tłustsze oferty z Chin, opiewające ponoć na 5-6 milionów dolarów. W teorii mogłoby się wydawać, że to wymarzona opcja. Klub zarobi małą fortunę na piłkarzu, którego ściągnęli bez kwoty odstępnego, i to już w kilka miesięcy. Samemu Nikoliciowi zapewne też na wyobraźnię zadziałała perspektywa zwielokrotnienia swojej pensji.

Do rozstania jednak nie doszło. Legia wchodziła w swój jubileuszowy rok 2016, w którym to sukces sportowy a nie finansowy miał być wartością najważniejszą. W gabinetach słusznie uznano, że Nikolić to gwarancja bramek, której w Legii nie było od dawna. Serb również nie palił się do wyjazdu i zadeklarował chęć walki o trofea z ,,elką” na koszulce.

Rozstanie planowane

Co legioniści sobie założyli, to uczynili. Duet napastników Nikolić-Prijović rozbijał wiosną kolejnych przeciwników, dzięki czemu Legia mogła hucznie świętować swoje stulecie. Mistrzostwo, puchar oraz późniejsza już kwalifikacja do upragnionej Ligi Mistrzów, w której na warszawian czekały topowe europejskie firmy – trudno wyobrazić sobie lepszy scenariusz.

To samo pomyślał i Nikolić, który uznał że przy Łazienkowskiej 3 zdobył wszystko, co było można. We wtorek, Niko zrealizował swoje plany po raz kolejny. Transfer 29-latka do Chicago Fire to może nie jest szczyt sportowych ambicji, ale z pewnością rozsądna decyzja pod wiadomym względem. Zresztą podejrzewam, że sam zawodnik, choćby podczas gier w Europie, zdał sobie sprawę, że pewnego poziomu nigdy nie osiągnie. Dlatego wciąż dość egzotyczna amerykańska MLS, wydaje się był dobrym kierunkiem.

Czy Legia nie strzela sobie w kolano, pozbywając się swojego najlepszego strzelca? No, trochę strzela, ale na szczęście jest to strzał planowany od dawna, uzgodniony i wykonany w najlepszej z możliwych atmosferze. To najpewniej ostatni dzwonek na kontrakt życia dla Serba, a także na jego sprzedaż dla Legii. W kuluarach mówiło się o 3 milionach – euro czy dolary – patrząc na dzisiejsze kursy, to nieważne.

https://www.instagram.com/p/BORoAm3hszw/

Warszawa żegna dziś swojego króla, który dał jej tyle radości. I choć w Legii już rodzi się kolejny idol trybun, to niewiele imion wykrzyczanych przez spikera Jurasa będzie tak przeszywać karki kibiców na stadionie, jak Nemanja.

Adam Kosieradzki

SPORTS & MEDIA ID UW

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki