Obserwuj nas

Rozgrywki

Limit obcokrajowców w Ekstraklasie – słów więcej niż kilka…

Krasić Vitoria limit obcokrajowców

Właśnie otwiera się zimowe okienko transferowe, więc wszyscy kibice z zapartym tchem oczekują kto wzmocni ich zespół, kto odejdzie, kto zostanie. Wyobraźnię rozpalać będą medialne spekulacje, tzw. kumate.info czy info z balu. Kształt transferom ostatecznie nadany zostanie nie przez realne potrzeby klubów, a poprzez możliwości finansowe oraz limit obcokrajowców, a ściślej limit zawodników spoza UE. Nie umiem oprzeć się wrażeniu, że limit ten powoduje więcej strat niż korzyści, że tracimy przez niego dystans do najlepszych lig a nie go nadrabiamy.

Pozwól drogi czytelniku, że podam ci kilka argumentów przeciwko tej regulacji. Chętnie wysłucham też twoich, jeśli zechcesz go bronić. Zmierzamy się więc razem z mitami na temat limitu i porozmawiajmy o faktach.

MIT 1 – Limit powoduje, że trenerzy stawiają na utalentowaną polską młodzież.

Rzucamy okiem na składy kolejnych zespołów i, co do zasady, tej utalentowanej młodzieży jak na lekarstwo. Celowo piszę „co do zasady”, bo mamy w naszej lidze chlubne wyjątki, jak choćby Jagiellonia Białystok czy Zagłębie Lubin oraz Ruch Chorzów, gdzie systemowo wręcz wprowadza się do składu młodych zawodników. W przypadku Ruchu należy jednak pamiętać, że model ten jest raczej wynikiem finansowych niedomagań niż przemyślanej i z rozmysłem wdrażanej strategii. Zdziwi was pewnie brak w tym zestawieniu Lecha Poznań, niemniej rola Kamila Jóźwiaka czy Roberta Gumnego została mocno zredukowana od momentu przyjścia trenera Nenada Bjelicy. Ergo – nie ma dowodów na to, że limit skłania do stawiania na polskich juniorów. Zazwyczaj szybciej do składów przebijają się młodzi, utalentowani obcokrajowcy lub skład wypełniają zawodnicy leciwi, ale czyniący zadość postanowieniem regulacji.

MIT 2 – Skończyło się ściąganie szrotu.

Nic bardziej mylnego. Strumień szrotu płynie równie wartko jak przed laty, jedyna różnica jest taka, że szrot ów posiada narodowość jednego z krajów UE. Jak kiedyś naszą ligę zalewała wzbierająca fala wszelkiej maści Latynosów, z darzonymi szczególną estymą Brazylijczykami na czele, przedstawiciele wszystkich nacji dawnej Jugosławii czy zawodnicy z najdalszych zakątków Afryki. Niegdyś Jan Kaczmarek śpiewał: „Pero, pero bilans musi wyjść na zero…”, tak też jest w naszym modelu. Suma szrotu musi się zgadzać, jedyna różnica jest taka, że nowo zatrudniony zawodnik nie ma paszportu Zimbabwe lecz słowacki lub portugalski.

MIT 3 – Gra więcej polskich zawodników, więc rośnie siła polskiej piłki.

Teza o korelacji pomiędzy zmniejszeniem się liczby obcokrajowców a podniesieniem się poziomu krajowej piłki jest równie dyskusyjna, co teoria strun czy wszechświatów równoległych. Niemniej jedna i druga znajduje swoich zwolenników, a niekiedy wręcz fanatycznych wyznawców. Jej zwolennicy są zdania, że kluby zmuszone są stawiać na rodzimych kopaczy w miejsce zabronionych regulaminem internacjonałów.

Owa teoria ma tylko jeden, ale fundamentalny błąd. W rozważaniach nad kształtem kadry pomija się całkowicie fakt istnienia ESA37, systemu który ilością meczów wymusza poszerzanie składu osobowego. Całkowicie ignoruje się fakt, że kluby są zmuszone do rezygnacji z angażowania zawodników dobrych kosztem zawodników posiadających odpowiednią narodowość. Tak oto polska Ekstraklasa wypełnia się Rymaniakami, całym stadem zawodników bez umiejętności, lecz z odpowiednim pochodzeniem. Czy rzeczywiście tak mamy budować siłę zespołów? Bezcelowość takiej drogi co roku pokazują występy naszych drużyn w europejskich pucharach. Okazuje się, że od praworządnie zbudowanej Cracovii lepszy okazuje się mały klub z Macedonii, którego żaden zawodnik nie mógłby zagrać w zespole „Pasów”, ponieważ ten już dawno wykorzystał limit.

FAKT 1 – Kraje chcące się rozwijać piłkarsko pozwalają na „import” dobrych zawodników z zagranicy.

Turcja, Chiny, Grecja – te trzy kraje mają jeden wspólny mianownik: w pewnym okresie bardzo intensywnie zaczęły „importować” zawodników z innych krajów, aby skokowo podnieść jakość krajowego futbolu. Chiny akurat to eksperyment na żywym organizmie, coś co dzieje się tu i teraz, coś co możemy wnikliwie obserwować, choćby pod kątem limitu, który lada moment ma zostać zniesiony.

W przypadku Turków i Greków widzimy, że eksperyment ów doprowadził obie reprezentacje swego czasu do sukcesów, które obecnie są jednak wspomnieniem i futbol reprezentacyjny w obu krajach nie umie wrócić do lat świetności.

Polska Ekstraklasa ma jednak swoje przykłady na to, że dobrzy zawodnicy podnoszą poziom całych zespołów i poszczególnych zawodników. Tak jak Legia zatrudniając Daniela Ljuboję błyskawicznie wykreowała na zawodników z topu Radovica czy Wolskiego, tak samo ten proces przebiega w Lechii Gdańsk, gdzie podobną rolę pełni Milos Krasic.

Finalnie beneficjentem takiego stanu rzeczy byłaby reprezentacja, która dostawałaby z rodzimej ligi zawodników ogranych na znacznie wyższym poziomie.

FAKT 2 – Limit powoduje wzrost wydatków.

Wprowadzenie w angielskiej Premiership regulacji dotyczącej wymogu posiadania w kadrze określonej liczby wychowanków spowodowało błyskawiczne pojawienie się kominów finansowych. Kluby zostały zmuszone do zakupu zawodników w określonym wieku, którzy wypełniliby ten wymóg. Spowodowało to, zgodnie z zasadą popytu i podaży, skokowy wzrost wartości takich piłkarzy. Przykładem może być choćby Raheem Sterling, którego Manchester City kupił za 44 miliony funtów.

W polskiej rzeczywistości powoduje to podobne zjawisko. Polski piłkarz często jest przepłacony i wynagradzany niewspółmiernie do umiejętności. Ograniczona konkurencja na rynku powoduje, że menedżer zawodnika z Polski może windować wynagrodzenie swojego klienta ponad miarę.

FAKT 3 – Kluby Lotto Ekstraklasy nie wykorzystują swojego potencjału.

Kluby z Lotto Ekstraklasy mogłyby być znacznie silniejsze niż są, bez ponoszenia większych wydatków. Przykładem niech będzie choćby Lechia Gdańsk, która nie może korzystać z całego potencjału, gdyż wśród kandydatów do pierwszego składu jest dziś trzech zawodników spoza Unii Europejskiej. Każda decyzja trenera oznacza osłabienie wartości pierwszej jedenastki. Najbardziej „pokrzywdzonym” zawodnikiem jest tu Aleksandar Kovačević, który pomimo prezentowania wysokiego poziomu nie ma szans na grę, gdyż na boisku „muszą” niejako z automatu znaleźć się Milos Krasic czy Vanja Milinkovic–Savic. Czy kluby powinny być skazywane na taką stratę atutów? Legia także już dziś jest pod ścianą, gdyż zarówno Guilherme jak i Kazaiszwili nie posiadają paszportu UE, co blokuje miejsce dla jakiegokolwiek zawodnika spoza regulaminowo dozwolonych. Przed podobnymi problemami stoi wiele polskich klubów, które często muszą rezygnować z zawodników lepszych niż mają w swoich kadrach

FAKT 4 – Nie korzystamy z okazji.

Polskie zespoły poprzez kaganiec, jakim bez wątpienia jest limit cudzoziemców, nie mogą korzystać z problemów innych. Dzisiejsza Ukraina czy Grecja są kopalniami diamentów, przy zachowaniu proporcji oczywiście. Niestabilność finansowa czy polityczna w wielu krajach powoduje, że na rynku pojawia się cała masa skłonnych od ucieczki ze swoich klubów zawodników. Zazwyczaj piłkarsko byliby wzmocnieniem każdego zespołu Ekstraklasy, jednak grzech pierworodny pochodzenia skutecznie blokuje możliwość pozyskiwania takich graczy. Czy naprawdę stać nas na tracenie takich okazji?

***

Nie ma rozwiązania idealnego w powyższej sytuacji. Zupełne zniesienie limitu spowodowałoby nadmierne rozpasanie w wielu klubach, jednak czasy się zmieniają i dziś nie sposób wyobrazić sobie takiego tworu jak słynna brazylijska Pogoń Antoniego Ptaka. Limit jest nadto drakoński aby mógł przynieść jakiekolwiek wymierne korzyści. Mam poczucie, że po raz kolejny wylano dziecko z kąpielą, że szczytny cel nie powinien uświęcać środków i że takie chadzanie na skróty nie może wydać dobrych owoców. Kluby powinny mieć większą dowolność w kreowaniu składu personalnego, narodowość nie powinna być najważniejszym kryterium przy transferze. Sytuacja, w której ustawicznie zaciskamy więzy nie prowadzi do rozwoju piłki, dziś o sile drużyny narodowej stanowią głównie zawodnicy, którzy grają w klubach zagranicznych.

Liga pomimo to zmienia się na lepsze. Często wbrew, a nie dzięki regulacjom. Polskie kluby dziś stać na ściąganie reprezentantów swoich krajów, jak choćby Nemanja Nikolic, Adam Gyurcso czy Kasper Hamalainen. Kluby zaczynają płacić pieniądze na tyle godne, by zwodnicy nie uciekali przy pierwszej ofercie z Zachodu czy Dalekiego Wschodu. Niby idzie ku lepszemu, jednak dziś gdyby wyłączyć z bilansu europejskich pucharów Legię, to bilans ów byłby żenująco słaby. Aby to zmienić kluby powinny mieć możliwość wzmacniania się niezależnie od narodowości zawodników.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

1 komentarz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki