Obserwuj nas

Transfery

Kostewycz i Cincadze, czyli trudna sztuka transkrypcji nazwisk

sztuka transkrypcji

Przejście Wołodymyra Kostewycza do Lecha Poznań wzbudziło burzliwą dyskusję z dwóch powodów. Po pierwsze, z powodu całej otoczki wokół transferu Ukraińca, którego nazwisko do końca trzymane było w tajemnicy, także przez poznańskich dziennikarzy. Po drugie, z powodu przedstawionego przez klub angielskiego zapisu nazwiska zawodnika. Sztuka transkrypcji nie jest zbyt skomplikowana, a ujednolicenie jej na pewno ułatwi sprawę.

Kostevych i inne potworki.

Kostewycz, czy też Kostevych – jak został przedstawiony nowy lewy obrońca Kolejorza, to nie pierwszy w tym sezonie przypadek stosowania przez kluby Ekstraklasy angielskiej transkrypcji. Niedawno Pogoń Szczecin powitała w swoich szeregach młodego gruzińskiego pomocnika, którego przedstawiła jako Mate Tsintsadze. Z kolei bułgarski skrzydłowy Portowców w Szczecinie funkcjonuje jako Spas Delev. Jesienią w barwach Wisły Płock występowali Merebashvili i Krivets, a na obóz przygotowawczy z Arką Gdynia pojechał Ukrainiec Vatseba.

Nie, bo nie.

Korzystanie z takiego zapisu jest różnie tłumaczone. W przypadku Kostewycza, Lech zdecydował się na angielską wersję rzekomo na prośbę zawodnika. Ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że w niektórych przypadkach wybór ten wynika po prostu z braku wiedzy czy kopiowania zagranicznych źródeł. O tym jak mało wiemy o zasadach zapisu nazwisk z alfabetów niełacińskich świadczą choćby komentarze pod tweetem Pawła Mogielnickiego z 90minut.pl, który zwrócił uwagę na angielski zapis nazwiska Kostewycza. Wśród nich nie brakowało absolutnie absurdalnych, na przykład oskarżeń o zmienianie piłkarzowi nazwiska poprzez użycie polskiej formy, czy żądanie transkrypcji nazwisk innych obcokrajowców występujących w Ekstraklasie, w których przypadku takiej potrzeby nie ma (np. Miroslav Radović czy Vadis Odjidja-Ofoe).

Do źródła.

Kwestia transkrypcji budzi kontrowersje, mimo, że zasady jej stosowania można łatwo znaleźć zaglądając choćby na stronę PWN. Niechęć do jej użycia, wyrażana często poprzez tłumaczenie „po co wszystko komplikować” czy „wygląda to dziwnie”, nie powinna być żadnym argumentem. Będąc w Polsce i używając języka polskiego jednak powinniśmy się stosować do jego zasad. Powszechne stosowanie polskiej transkrypcji spowodowałoby też mniejszą liczbę wersji nazwisk zawodników, które funkcjonują w mediach. Nie ma więc co się jej bać.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Transfery