Obserwuj nas

Rozgrywki

Po 26. kolejce Lotto Ekstraklasy: niesamowity ścisk w czołówce!

W mediach od dłuższego czasu krąży opinia, że to najlepszy sezon Ekstraklasy od lat. Wreszcie by zdobyć tytuł – parafrazując jeden z tweetów Leszka Milewskiego – trzeba być najlepszym, a nie najmniej słabym. Trudno się z tym nie zgodzić.

2017 rok wykreował czwartego kandydata w walce o tytuł – rozpędzonego poznańskiego Lecha, który szybko dogonił czołówkę. Pościg poznaniaków już teraz pokazał, że mistrzostwo zdobędzie najlepszy. Przestój złapie Legia, Lechia czy Jaga? No to nadrobi to świetny ostatnio Lech. Kolejorz złapie zadyszkę? Pewnie odrodzi się jeden z wcześniej wspomnianych zespołów. Sezon 2016/17 na pewno nie będzie wyścigiem szczurów. Tak znanym nam z większości ostatnich sezonów.

*

Tabela wygląda na najbardziej spłaszczoną od lat, a na pewno od czasu powołania do życia reformy “ESA37”. Pierwszą w stawce Jagiellonię od czwartej Lechii dzielą zaledwie trzy oczka. Pomiędzy nimi plasują się Lech i Legia. Ścisk jest ogromny, a walka w czterech ostatnich kolejkach rundy zasadniczej nie toczy się o byle co. Lider po podziale punktów będzie miał spore przywileje. Najtrudniejsze mecze rozegra bowiem na własnym stadionie (chodzi o spotkania z drugą i trzecią drużyną). Nietrudno sobie wyobrazić, jak spory to kapitał. Patrząc na obecną sytuację w tabeli: Jagiellonia większe szanse na tytuł zachowa, gdy z Lechem i Legią zagra w Białymstoku, a nie w Poznaniu i w Warszawie. Oczywiście niezależnie od okoliczności presję ze swoich zawodników będzie zdejmował Michał Probierz, lecz nie to jest tutaj najważniejsze. Ostatnie cztery kolejki zadecydują o tym, kto wystartuje do walki o tytuł z pole position.

To tak à propos wczorajszej rozmówki reporterki Canal+ ze Sławomirem Peszko. Skrzydłowy Lechii przytakiwał na słowa o tym, że ten mecz nie będzie miał aż tak wielkiego znaczenia dla ostatecznego rozstrzygnięcia w kwestii mistrzostwa. Z jednej strony racja – jeszcze dużo kolejek, za chwilę podział punktów. Z drugiej jednak, o czym wspominałem, Lechia być może właśnie tym spotkaniem zaprzepaściła sobie szanse, by kluczowe mecze w kontekście walki o tytuł rozegrać na własnym obiekcie. Nie byłby to spory kapitał?

*

Przejdźmy teraz do faktów. Tabela po 26. kolejce faktycznie jest najbardziej spłaszczona, odkąd powołana została reforma “ESA37”. Tak to prezentowało się na przestrzeni czterech sezonów:

2013/14:

1. Legia (51 punktów)
2. Wisła (6 punktów straty)
3. Lech (7 punktów straty)
4. Ruch (7 punktów straty)

2014/15:

1. Legia (49 punktów)
2. Lech (3 punkty straty)
3. Jagiellonia (7 punktów straty)
4. Śląsk (9 punktów straty)

2015/16:

1. Legia (52 punkty)
2. Piast (1 punkt straty)
3. Cracovia (9 punktów straty)
4. Pogoń (10 punktów straty)

2016/17 (po 26. kolejce):
1. Jagiellonia (49 punktów)
2. Legia (1 punkt straty)
3. Lech (1 punkt straty)
4. Lechia (3 punkty straty)

Wicelider często siedział na ogonie liderowi, jednak ani razu nie było aż tak ciasno. Cofając się parę lat wstecz – konkretnie do rozgrywek 2008/09 – znajdziemy również bardzo ciekawy sezon, gdzie pierwsza Legia miała tylko cztery “oczka” przewagi nad czwartym GKS-em Bełchatów. Wtedy było pewnie nawet bardziej emocjonująco, bo liga kończyła się po 30. serii gier. Teraz jednak mamy podział punktów i walkę o nieco inne cele.

Podsumowując – każdy, kto sądzi, że najbliższe cztery kolejki będą tylko wyczekiwaniem na podział punktów, jest w błędzie. Czekają nas teraz, przede wszystkim w czołówce, bardzo ważne mecze o jak najmniej dziurawą drogę do mistrzostwa kraju. Łatać ją mogą tylko kolejne wygrywane mecze i pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej. Wtedy będzie po prostu łatwiej.

Norbert Skórzewski

Obserwuj: Follow @NSkorzewski

Pismak na footroll.pl. Głównie Ekstraklasa.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Rozgrywki