Obserwuj nas

Rozgrywki

Kolejna reforma Ekstraklasy? Więcej ekscytacji czy niepokoju?

Ekstraklasa reforma ekstraklasy ESA37

Bez dzielenia punktów i z większą liczbą drużyn – tak wygląda w zarysie plan reformy Ekstraklasy przedstawiony przez prezesa Bońka. Reforma ta miałaby wejść w życie od sezonu 2018/2019. Co to oznacza dla kibiców, piłkarzy i działaczy?

Liga potrzebuje zmian.

Kontrowersje i głosy niechęci co do projektu ESA37 zmuszają do zmian i korekt w formule ligi. Większość środowiska, na czele z działaczami, jest niemalże zgodne – ten pomysł nie wypalił. Chóralne głosy przechodzą jednak w rzewną dyskusję w momencie, gdy ktoś zapyta: co dalej?

Pomysłów jest co najmniej kilka i żaden nie wydaje się idealny. Powrót do starej formuły z trzydziestoma kolejkami byłby krokiem wstecz i nadstawieniem policzka przez pomysłodawców reformy. W takim wypadku nasuwa się pomysł usprawnień i drobnych korekt, które wyjdą naprzeciw głosom niechęci. Podział ligi bez dzielenia punktów? Wydaje się sztuką dla sztuki, zwiększeniem liczby meczów bez większej stawki, sztucznym podtrzymywaniem idei. W tym miejscu do akcji wkracza Zbigniew Boniek.

Nowa, stara idea.

18 zespołów, grających w 34 ligowych kolejkach. 3 degradowane i 3 otrzymujące promocję z I ligi, w tym jeden zespół wybierany w barażach na wzór angielskiej Championship. Jest to pomysł, który chodził po głowie dużej liczbie kibiców i ekspertów, jednak dopiero teraz ten pomysł został tak szeroko przedstawiony przez osobę wpływową. Nie ma co się oszukiwać – byłaby to rewolucja, zdecydowanie większa niż poprzednia reforma ligi.

Przypomnijmy – przed laty najwyższy szczebel rozgrywkowy w Polsce składał się z osiemnastu zespołów. Od tych chwil piłka diametralnie się zmieniła, nie mówiąc już o samej Ekstraklasie, która się sprofesjonalizowała i wyzbyła wszędobylskiej korupcji, a jako spółka zarządzająca ligą święci swoje sukcesy. Gdyby komuś przyszło porównywanie tego okresu z nadchodzącymi zmianami, to jest na straconej pozycji. Jest to pozbawione sensu. Nie znaczy to jednak, że sam pomysł jest idealny, a środowisko nie będzie musiało się zmierzyć ze starymi problemami.

Wszystko ma swoje wady i zalety.

Pierwsze myśli po usłyszeniu o zbliżającej się reformie? Super, że rezygnujemy z bezsensownego podziału punktów, bo z perspektywy kilku sezonów bliżej prawdy byli sceptycy tego pomysłu. Co do zwiększenia ilości zespołów w lidze? Głównie obawy. Obawa o większą ilość nieprzygotowanych do rozgrywek klubów, o zmniejszenie wpływów do klubowej kasy ze względu na mniejsze „działki” z praw transmisyjnych oraz z puli nagród dla klubów za zajęcie odpowiedniego miejsca na koniec sezonu. Większa ilość małych klubów, niebędących atrakcyjnymi przeciwnikami dla zasiadających na trybunach kibiców. Zmniejszenie elitarności rozgrywek.

Oczywiście, taka sytuacja ma również wiele plusów. Więcej miejsc w elicie, to szansa dla upadłych legend. W nowej lidze za kilka lat powinno się znaleźć miejsce dla Widzewa i ŁKSu, dla Polonii i GKSu Katowice. Wielkie marki powinny do Ekstraklasy wrócić, a w takiej sytuacji furtka dla nich otworzy się szeroko jak nigdy.

Czekamy na głos kibiców.

Nie da się ukryć obaw, bo są one obecne przy każdej zmianie w ligowych strukturach. Jakie Wy macie wrażenia3 co do zbliżającej się reformy? Budzi się w was radość czy zaniepokojenie? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach i w mediach społecznościowych pod #ESA37.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki