marketing Śląska

Miał tutaj powstać tekst o ostatnim meczu Piasta ze Śląskiem. Niewiele jednak można napisać po tym meczu poza tym, że ledwo Śląsk skompletował skład, a ten już się sypie. W Gliwicach wrocławianie zagrali bez Picha, Cotry, Dankowskiego, Riery, Kokoszki i od początku drugiej połowy bez Koseckiego. Można śmiało stwierdzić, że Śląskowi wypadła połowa pierwszej jedenastki. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, co w związku z powyższym można uznać za sukces. Koniec i kropka. O czym więc będzie ten tekst? O marketingu, promowaniu marki i reklamie.

Jak wiadomo Śląsk – delikatnie pisząc – do najbogatszych klubów Ekstraklasy nie należy. Brakuje pieniędzy na wszystko, dlatego miasto Wrocław raz po raz musi dosypywać do skarbca skarbonki. Nie miałbym naprawdę nic przeciwko takiej formie finansowania biorąc pod uwagę fakt jakimi kwotami z miejskich kas wspomagane są inne kluby.

Problem w tym, że odnoszę wrażenie, iż z tych pieniędzy nawet złamany grosz nie jest przeznaczony na tak ważne rzeczy jak marketing czy promowanie marki.

Skoro na takie rzeczy nie ma pieniędzy to trzeba sobie radzić bez nich. Czy się da? Myślę, że jest to trudne, ale nie niewykonalne. Wystarczy odrobina kreatywności i przede wszystkim wyobraźni. Jednak kiedy spojrzę na zdjęcie tytułowe tego tekstu, zaczynam szczerze wątpić czy w klubie jest ktokolwiek kto ma jakąś koncepcję marketingową. Odnoszę wrażenie, że w klubie uznano, że skoro nie ma kasy na marketing to nie ma marketingu. Wychodzi więc jednak na to, że w przypadku Śląska bez choćby minimalnych nakładów finansowych na marketing się nie obejdzie.

***

Nie umiem inaczej wyjaśnić tego co widać na zdjęciu tytułowym. Wysepka z gadżetami klubowymi zamiast krzyczeć: “Hej! Tu jest Śląsk!”, krzyczy “Hej, tu jest coś, na co niedbale narzucono jakąś gównianą płachtę!” Rozumiem, że jest to centrum handlowe. Rozumiem, że być może dyrekcja galerii wymaga przykrywania wysepek. No, ale na litość boską! Czy nie można tego przykryć na przykład czymś w barwach klubu? Czy nie da się zrobić tego w taki sposób żeby wysepka promowała markę nawet wtedy kiedy jest nieczynna? Czy nie można zrobić tego schludnie i ładnie? Wystarczy tylko zajrzeć do podstaw marketingu żeby wiedzieć, że takie, teoretycznie pierdoły są szalenie istotne.

***

Przypomina mi się z zajęć na studiach zasada 4P koncepcji marketingowej. Z angielskiego price, product, place, promotion, czyli cena, produkt, strategia dystrybucji, PROMOCJA. Jak jest z tym w Śląsku? Wystarczy wejść na stronę klubu w zakładkę “Sklep”. Co jako pierwsze rzuca się w oczy? Brak możliwości zakupu koszulek meczowych. Najlepszych pod względem wyglądu koszulek od wielu lat. Koszulek, które z dumą informują, że Śląsk ma w tym roku siedemdziesiąte urodziny. Nie ma. Wierzycie? Na oficjalnej stronie internetowej klubu Ekstraklasy nie da się kupić jego koszulek meczowych! Były, ale się skończyły i póki co nie ma widoków na to, że się pojawią. Można za to kupić dmuchany szezlong za 600, słownie: SZEŚĆSET ZŁOTYCH! Tak oto 2 z 4 naszych “P” legły w gruzach, bo price i product to jest jakiś kiepski żart. W zasadzie to nawet 3 z 4 “P”, bo strategia dystrybucji też nie istnieje skoro w najlepszym, najłatwiej dostępnym i nie generującym kosztów kanale tejże dystrybucji nie można kupić tego czego oczekuje każdy kibic, czyli koszulek meczowych.

Czas na ostatnie, czwarte “P”. PROMOCJA.

Promocja, czyli w skrócie to w jaki sposób klient dowie się o produkcie. W tym przypadku produktem niech będzie Śląsk Wrocław jako marka. Najpierw pokażę wam kilka innych klubów Ekstraklasy jako przykłady. Załóżmy, że do Polski przylatuje turysta z innego kraju. Fan piłki nożnej. Będzie zwiedzał największe polskie miasta. Zacznie od Warszawy. Wysiada na Lotnisku im. Chopina i jedna z pierwszych rzeczy jakie zauważa to:

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Co myśli? Myśli, że przyleciał do miasta, gdzie swoje mecze rozgrywa jakiś niezły klub piłkarski. Co przychodzi mu do głowy? Pewnie to, że skoro już przyjechał zobaczyć Warszawę to chętnie zobaczy też mecz tutejszej drużyny. Wchodzi i kupuje bilet.

Następnie leci do Poznania. Idzie ze znajomymi do galerii handlowej. Co widzi? Widzi to:

fot. Adam Ciereszko / Lech Poznań

Co pierwsze rzuca się w oczy? Ogromny asortyment koszulek meczowych. Do wyboru, do koloru. Herb i nazwa klubu aż wali po oczach i o to chodzi! Nasz turysta – fan futbolu na 100% tam zaglądnie i zapewne kupi bilet na mecz. Następnie postanowi zajrzeć do Zabrza, a tam takie coś:

fot. Górnik Zabrze

Wchodzi, a w środku zapewne dowiaduje się o pięknej historii Górnika. O finale Pucharu Zdobywców Pucharów z 1970 roku. Dowiaduje się też, że teraz Górnik jako beniaminek sprał m.in. Legię i Wisłę Kraków, a po boisku biega hiszpański wariat zwany Angulo, który w czterech meczach Ekstraklasy zdobył sześć goli i zaliczył asystę. Co robi nasz sympatyczny turysta? Kupuje bilet na mecz Górnika i koszulkę Angulo.

***

Jeszcze podczas opracowywania swojego planu wycieczki, nasz zwiedzający na koniec zostawił sobie piękne miasto Wrocław. Uznał, że skoro był na meczu w Warszawie, Poznaniu i Zabrzu i kupił tam gadżety klubowe to we Wrocławiu uczyni to samo. Wchodzi na stronę Śląska i widzi to:

ewentualnie to:

Myśli sobie, że to jakiś klub z drugiej ligi. Pyta znajomych o co chodzi i dopiero od nich dowiaduje się, że jedyne co w tej chwili ratuje Śląsk to sklep kibica na Placu Nowy Targ. Sklep, który… uwaga… NIE NALEŻY DO KLUBU i co zabawne – ma jakieś 515343654325 razy większy asortyment. Rozumiecie to? Jakiś prywatny sklep kibica przebija po stokroć oficjalny sklep klubu w kwestii asortymentu.

Nasz sympatyczny turysta po tym co zobaczył w Warszawie czy Poznaniu myśli sobie, że Śląsk to jakiś amatorski klub i zamiast tego wybiera żużel, fontannę multimedialną czy zoo.

***

Warto się teraz zastanowić jak można było tak zaniedbać jeden z najważniejszych działów w klubie. Przecież to jest podstawa komunikacji z kibicami! To jest podstawa zachęcenia kibiców do przychodzenia na mecze! We Wrocławiu stoi stadion na ponad czterdzieści tysięcy ludzi, a jedyny sklep, który jest w stanie zagwarantować kibicowi jakieś porządne rzeczy nie należy do klubu!

***

Tutaj chciałbym też wtrącić wzmiankę na temat geniuszy marketingu ze spółki stadionowej. Mecz Śląsk vs Lechia. 13500 ludzi na stadionie, co jak na Śląsk jest wynikiem znakomitym. Wiadomo, że przy meczu ludzie lubią wypić sobie piwo, nawet jeśli smakuje jak siuśki szczeniaczka. Dla złośliwych, nie wiem jak smakują siuśki szczeniaczka. Mogę się tylko domyślać, że niezbyt dobrze. Koniec pierwszej połowy, ludzie idą kupić sobie piwo i otrzymują informację, że… piwo się skończyło. No przecież to jest kpina. Organizatorzy wiedzieli, że na meczu z Lechią jest zawsze większa frekwencja, bo to mecz “zgodowy”. Jak można było nie zapewnić zapasu, który pozwoli na sprzedaż piwa przez cały mecz? Ktoś powinien za coś takiego wylecieć na zbity pysk. Potem wielki lament, że Ślak chce mniej płacić za dzierżawę stadionu, bo jak stadion się utrzyma? Jak nie potraficie nawet podjąć próby wygenerowania zysku z dnia meczowego, bo nie potraficie ocenić liczby potrzebnych do zapewnienia dostępności produktu przez cały mecz to na pewno się nie utrzyma. Ślak i jego wymagania nie mają tu nic do rzeczy. Jesteście po prostu amatorami.

***

Najgorsze jest to, że odkąd z klubu odszedł Radek Bąk, były dyrektor marketingu, nie wiadomo kto jest odpowiedzialny za ten dział, reklamę i promocję. Panowie z biura prasowego dwoją się i troją żeby to jakoś wyglądało, ale to jest zdecydowanie za mało. Tutaj też mała podpowiedź. Panowie, kibice chcą wiedzieć o klubie wszystko. Kibiców interesuje kontuzja Jakuba Koseckiego. Kibiców interesuje jak przebiega rehabilitacja Dankowskiego. Takie rzeczy są ważne, a wy panowie jesteście od tego żeby na bieżąco nas o tym informować. Niestety docierają do nas tylko strzępki informacji i to tylko wtedy kiedy o nie poprosimy. Wykorzystajcie do tego proszę media społecznościowe tak jak  świetnie wykorzystaliście “spór” Koseckiego z Tarasovsem. Kibice naprawdę chcą wiedzieć co jest z Kosą i kiedy on wróci do gry.

Bez choćby podstawowego marketingu i promocji nie zbuduje się marki. Niestety, ale jeśli ktoś w klubie myśli w ogóle o frekwencji wyższej niż 10 tysięcy co mecz, to trzeba zainwestować w reklamę. Jeśli brakuje na to pieniędzy, to trzeba wykorzystać własną wyobraźnię i kreatywność i budować coś razem z kibicami albo znaleźć pieniądze choćby trzeba było je wyrwać samemu diabłu z gardła.

Mieszkańcy mają wiedzieć, że zbliża się mecz. Z każdego kluczowego punktu miasta powinna do nas krzyczeć informacja, że dziś, jutro, pojutrze Śląsk gra mecz, a bilet na ten mecz można nabyć w wielu punktach stacjonarnych i w internecie. Sklepy i ich szyldy powinny walić po oczach każdego kto przechodzi w promieniu kilometra. Produkty powinny być zgodne z oczekiwaniami klientów, czyli kibiców. Powinny również zachęcać nowych do przyjścia na stadion. Teraz jak ktoś sobie pomyśli, że może warto w końcu wybrać się na mecz i wejdzie to sklepu internetowego, żeby kupić sobie np. koszulkę meczową to jego przygoda z tym sklepem będzie wyglądać tak:

***

Piłkarze mogą wygrywać mecz za meczem w pięknym stylu, ale to i tak nie przyciągnie na stadion takiej liczby widzów, żeby klub zaczął porządnie zarabiać na frekwencji. Panowie zarządzający klubem. Wy najlepiej wiecie jak bardzo Śląsk potrzebuje pieniędzy. Nie umiecie się dogadać z panem Ślakiem i w ogóle z kimkolwiek w kwestii sprzedaży klubu. Dalej będziecie finansować klub z miejskiej kasy. Dlaczego więc nie otworzycie oczu szerzej i nie dofinansujecie porządnie działu marketingu tylko pozwalacie na taką popelinę? Takie wieczne dorzucanie kasy tylko po to żeby przetrwać prowadzi tylko i wyłącznie do wyrżnięcia twarzą o dno. Tu nie chodzi o to żeby finansować klub tylko po to żeby przetrwał. W niego trzeba zainwestować. Inwestować trzeba nie tylko w piłkarzy, ale w marketing, w reklamę, we wszystko co może przynieść jakikolwiek zysk. Panowie urzędnicy, jeśli więc nie chcecie w klub inwestować, to weźcie go w końcu sprzedajcie. Nie róbcie z niego pośmiewiska, bo takim zarządzaniem to wy robicie totalny antymarketing, czarny PR i wszystko co się da żeby ludzie się ze Śląskiem nie identyfikowali.

Piotr Potępa

8 KOMENTARZE

  1. Bardzo fajny tekst Gratulacje dla autora.

    I nasuwa się myśl dlaczego sami prezesi nie mogą podpatrzeć i skopiować liderów jeżeli chodzi o działalność marketingową czyli Lecha Legię Lechię i może teraz Górnika?
    Dlaczego kluby o to nie dbają skoro to sprawa dość łatwa do załatwienia (zamówienie koszulek raz w roku ich ładne opakowanie i sprzedaż) zgarnięcie kasy która może dziury w budżecie Śląska nie zasypie ale która ją może znacząco zmniejszyć
    Dlaczego klub z takim stadionem z miast liczącego 700tyś ludzie nie jest w stanie uzyskać frekwencji na poziomie 20tyś kibiców. Podpowiem że tylko wzrost średniej frekwencji o 1000 osób na mecz w skali sezonu wygeneruje wpływy 360 tyś zł (przy założeniu średniej ceny biletu 20zł i 18 meczach u siebie w sezonie)

    Panowie ze Śląska ale i innych klubów ekstraklasy do roboty!

  2. Dodam do tego, żę klub pilkarski jest jedyną firmą, w której jak brakuje rąk do pracy, to ma setki kibiców, którzy jak tylko zostaną zmobilizowani, kreatywnie nakręceni, to ZA DARMO, będą dla tego klubu pracować, tyrać, poświęcać czas jak żaden inny korpopracownik. To da się wykorzystać.

  3. Ja to bym chętnie doczekał komentarza kogoś z ramienia klubu. No bo ile można walić w ten biedny bęben bez reakcji? To już trochę wygląda jak sabotaż. I w którą stronę dalej?

  4. Muszę przyznać, że niezwykle zaciekawił mnie ten artykuł. Jestem Łodzianinem i jednocześnie sympatykiem Śląska Wrocław, (a także obu Łódzkich Klubów, z lekkim wskazaniem na jeden z nich) któremu zdarza się pojawić na Waszym pięknym stadionie dwa-trzy razy w sezonie. Na więcej nie mam czasu, ale zdaje mi się, że to i tak dużo, jak na osobę, która na mecz musi jechać te cztery godziny ;). A teraz chciałbym napisać o czymś, czego kompletnie nie rozumiem, a w pewnym sensie jest to powiązane z artykułem – Wrocławska arena może pomieścić około 30 000 osób, a na meczach widzę zazwyczaj jedną dziesiątą tej liczby (jak nie mniej). Dla porównania na ostatnim meczu Widzewa w sezonie (podkreślam, że jest to III LIGA!!!) zanotowano NAJNIŻSZĄ frekwencję – 10 000 osób. Na stadionie przez cały czas panowała niesamowita atmosfera, wszyscy stali i śpiewali. Na Śląsku nic nie słychać, niestety. Nie mogę dostać dobrego piwa, piłkarskiego spektaklu, a od niedawna nawet szalika. I tym zarząd klubu chce mnie zachęcić, żebym kupił bilety na autobus lub pociąg i dotarł na mecz? A tego co jest w artykule nie będę powielał. Niech Śląsk wreszcie znajdzie do działu promocji ludzi z pasją!…

  5. W końcu ktoś o tym napisał, gratulacje!!!!!! Ja też chciałem kupić koszulkę z własnym napisem i jeszcze kilka rzeczy prawie 400 zł i był problem z przelewem. Strona przez którą dokonuje się wpłat wysłała informację,że należy się skontaktować ze sprzedawcą. Wysłałem maila ( bo nie ma nr telefonu) i czekam do dziś już 2 tygodnie lub dłużej. Próbowałem zrobić jeszcze raz to zamówienie drugi raz bo na stronie nie można anulować starego przy którym widnieje status czekam na przelew lub coś w tym stylu i okazuje się że nie ma już koszulek, normalnie parodia i zero odzewu z ich strony a pomyśleć ile takich osób jak ja chciało zrobić zakupy i klub zrobiłby na tym kasę. Tam trzeba kogoś konkretnego posadzić a tego co jest wyp….. na zbity ryj. Normalnie parodia

  6. Co gówniany tekst. Już pomijam fakt, że interpunkcja i zasady składniowe są dla tego “autora” jakąś czarną magią, ale trudno przejść obojętnie obok tego, że zdaniem pana Potępy słowo place, oznacza “strategię marketingową”.

    Mimo to nic nie przebije turysty, który jeżdżąc po Polsce natyka się na super hiper sklepy klubowe i tak mu się to podoba, że od razu kupuje bilet na mecz! Już sam pomysł, że w ogóle to zrobi, jest co najmniej głupi.

    Problem jak najbardziej istnieje, ale punkt widzenia pana Potępy wskazuje na jego silne upośledzenie. Człowieku, albo raczej chłopie, bo chyba prosty z Ciebie człowiek – turysta to nie jest grupa docelowa! Fajnie, jak wpadnie na mecz, ale to nie do niego są skierowane “opisywane” przez Ciebie akcje. Pracuj facet nad językiem i szeroko rozumianą kulturą języka, bo na razie to jest grafomania.

    Nie ma w opinii publicznej gorszego połączenia, niż mitoman, będący przy okazji grafomanem. Pozdrawiam i rozsądku życzę.

    • Wystarczyło przeczytać drugie zdanie Pana komentarza, żeby wiedzieć, że nie przeczytał Pan tekstu ze zrozumieniem. Śmiem twierdzić, że nie przeczytał go Pan w ogóle. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ szukam miejsca w tekście w którym napisałem, że place oznacza “strategię marketingową” i wie Pan co? Nigdzie tak nie napisałem. Twierdzi Pan, że prosty ze mnie człowiek, a to Pan nie potrafi zrozumieć najprostszej rzeczy. Turysta to TYLKO przykład. Nigdzie w tekście nie pojawia się informacja o tym, że turysta to grupa docelowa. Jak się Panu turysta nie podoba to niech Pan sobie w to miejsce wstawi Mietka z Warszawy/Poznania/Zabrza. Po drugie gdybym pojechał do Warszawy to jako turysta chętnie obejrzałbym mecz Legii, więc… kupiłbym bilet. Dziękuję za ocenę mojego tekstu i przy okazji mnie jako człowieka. Myślę, że ostatecznie określenia typu “silne upośledzenie”, “prosty z Ciebie człowiek”, “mitoman”, “grafoman” świadczą o Panu i Pana kulturze osobistej. Wynikają też prawdopodobnie z braku konkretnych argumentów co pozwala sądzić, że w zasadzie nie ma Pan nic konkretnego do przekazania Panie doktorze Wrocław. Również pozdrawiam i umiejętności czytania ze zrozumieniem życzę.

      PS. Panie Doktorze na koniec podsyłam materiały naukowe bo z tymi ewidentnie jest Pan na bakier. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kompozycja_marketingowa proszę sprawdzić co znaczy słowo place i następnym razem jak Pan będzie chciał robić idiotę ze mnie niech Pan uważa, żeby przypadkiem nie zrobić idioty z siebie.

  7. Ja się z Pana oceną marketingu Śląska Wrocław niestety zgadzam. Od lat zajmują się tym przypadkowe osoby lub nie zajmuje się tym nikt. Serce boli, kiedy to piszę, ale nawet kiedy przekonywałem firmy, w jakich pracowałem, do nawiązania współpracy, to z reguły było to przez “odpowiedzialne” za to osoby w klubie zlewane po całości.

    W Pana tekście rażą mnie jednak pewne błędy logiczne tudzież brak znajomości realiów. Nie chcę bronić marketingu Śląska, bo ten kuleje od lat, ale pewne rzeczy trudno puścić bez komentarza. Tak więc:
    – sam trafnie Pan wskazuje, że można założyć sklep z pamiątkami WKS-u, nie będąc w żaden sposób związanym z klubem (czyt.: nie posiadając żadnej licencji na wykorzystanie herbu klubowego i nazwy, które są zastrzeżonymi wzorami towarowymi). To oznacza, że paradoksalnie klub ma najtrudniej, by sprzedawać swoje gadżety. Ja podpytam u chłopaków na osiedlu, pokażę wzór, zamówimy sobie 30 szalików czy koszulek, wszyscy zapłacimy grosze, nawet jeśli doliczę sobie do tego marżę za fatygę i przygotowanie projektu. Klub, który do prowadzenia takiej działalności musi zamówić kilkaset sztuk, trzymać je na magazynie, opłacać kilka osób do obsługi sprzedaży, płacić czynsze, pensje, podatki, itd. nie jest w stanie ze mną konkurować. Taki stan utrzymuje się w całej Polsce: na pamiątkach się nieźle zarabia, ale nie zarabia tych pieniędzy klub. Konsument-kibic z różnych względów woli kupić, nie bójmy się tego słowa, “pirata”. Jak spojrzy Pan na zdjęcia z meczów dowolnej drużyny, to zobaczy Pan że 90% gadżetów pochodzi spoza oferty oficjalnych sklepików klubowych. Być może klub nie powinien projektować pamiątek, może powinien odsprzedać licencję na to – ale po co ją kupować, skoro “nie trzeba” i skoro na dzień dobry rywalizuje się w tym zakresie z różnymi fan-clubami, różnymi grupami ultras, hools, etc.?

    – Powołuje się Pan na 4P, koncepcję Kotlera z lat 70. Obecnie ostatnia wersja to bodaj 7P, ew. 4C. 4P powstało jeszcze w erze przedinternetowej, więc nie uwzględnia np. roli mediów społecznościowych i innego modelu dokonywania decyzji zakupowych. To model przestarzały, po prostu. Dzisiaj sytuacja powinna wyglądać tak, że jeżeli koszulki meczowe “wyszły”, to marka powinna poinformować kiedy pojawi się nowa partia, ew. zbierać zapisy, jeśli uruchomienie produckji wymaga przekroczenia pewnej magicznej liczby zamówień. W kontekście klubu piłkarskiego dodatkowo byłoby nieźle, gdyby wykorzystać siłę social media do głosowania na określone wzory gadżetów, zbierania opisów, recenzji, informowania o promocjach, itd.

    – W kontekście koszulek meczowych, warto zauważyć, że to trochę trefny towar. Mam na myśli, że jeśli ich producentem jest Adidas, Puma czy Nike, to oni oddają klubowi jakąś niewielką ilość i produkcja dalszych partii wymaga potężnego zamówienia i sporej ilości czasu (pół roku minimum). Sami tego nie sprzedają, bo nie wcisną koszulek WKS-u do galerii handlowej w np. Poznaniu. Produkują tyle, za ile ktoś (klub) może zapłacić. Ze względu na cenę, ten towar nie rozchodzi się masowo, więc większość klubów woli zamówić za mało, niż za dużo. Kibic z reguły woli za 200 zł mieć 3-5 koszulek bawełnianych, niż jedną śliską “meczówkę”.

    – Uwaga o płachcie na wyspie handlowej jest moim zdaniem czepialstwem. Galerie nie pozwalają zakrywać stoisk w godzinach otwarcia. Czyli: kiedy w galerii są klienci, stoisko jest odkryte. Kiedy jest zakryte, galeria jest zamknięta i nikt nie widzi, czym stoisko jest zakryte.

    – Związek między reklamą a frekwencją jest wg mnie niewielki. Ludzie nie chodzą na np. mistrzostwa Polski w zapasach, bo ich to nie interesuje, czy dlatego że zawody mają słabą reklamę? Analogicznie z piłką. Choćby postawić 1000 billboardów z reklamą meczu PP z Arką, to o ile WZROSŁABY frekwencja i czy zysk ze sprzedaży tych kilkuset biletów więcej pokryłby koszt tej reklamy?

    – W mieście, gdzie mieszkam, samo miasto wydaje i za darmo dystrybuuje kilkunastostronicowy magazyn z wiadomościami o wydarzeniach kulturalnych, inwestycjach miejskich, itd. Jest tam także kącik dla informacji o lokalnym klubie piłkarskim (obecnie 1 liga). Zastanawia mnie, czemu tego nie ma we Wrocławiu. Wielu drobnych reklamodawców chętnie by umieściło reklamę swoich biznesów, gdyby taki darmowy magazyn miał dobrą treść. Klub piłkarski to kopalnia informacji i taka forma regularnej komunikacji o wszystkim, co się w klubie dzieje, wydaje mi się bardziej skutecznym narzędziem zwiększania frekwencji na stadionie niż wylepianie miasta plakatami. Dlaczego te ostatnie są nieskuteczne? Bo nic nie komunikują. Jest jakiś mecz i tyle. Hasełka w rodzaju “wszyscy na mecz” nie mają żadnej wartości. Przeciętny Kowalski chce sukcesów i spektakularnych widowisk, jak widzi na plakacie herb, powiedzmy, Korony Kielce, to nie ma wrażenia, że szykuje się wielkie sportowe święto i futbolowa uczta. Te dodatkowe konteksty, które dodają smaczku rywalizacji można przemycić jedynie w komunikacji stałej i regularnej (program TV, gazetka, newsletter), a nie spontanicznej (ulotki, billboardy, bannery).

    – Zaprzecza Pan sobie, pisząc, że należy zwiększyć nakłady na reklamę, aby osiągać zyski. Zwrot z inwestycji w reklamę jest bardzo trudny do wyliczenia i wiele przykładów pokazuje, że nie ma tu jakiejś stałej proporcji typu: wydam złotówkę na reklamę, dostanę z powrotem 1,30. Klub, który ma problemy z wypłacaniem pensji czy kompletowaniem składu, nie wyda ostatnich kilkudziesięciu tysięcy złotych na reklamę w radiu czy kupno przestrzeni reklamowych, byłoby to obarczone ogromnym ryzykiem. Najlepszą (bo w pewnym sensie bezpłatną) formą promocji dla klubu jest po prostu dobra gra i dobra organizacja. Koszykarski Śląsk za swoich dobrych czasów nie miał problemu z frekwencją, były sukcesy, byli gracze ze światowego topu, było mocne wsparcie mediów i ogromne emocje, za które warto było zapłacić.

    – Pisze Pan o budowaniu marki…Marka to zbiór skojarzeń. Śląsk zdążył je sobie zbudować, nie jest klubem anonimowym, w klubowej gablocie może nie ma tłoku, ale jednak stoi tam kilka prestiżowych “naczyń”. Inną sprawą jest wizualna reprezentacja tej marki – tu kuleje wszystko. Barwy są zielono-biało-czerwone (wg niektórych biało-zielono-biało-czerwone), kolorem głównym jest zielony…ale kompletnie nie wiadomo jaki. Większość sezonów Śląsk gra w strojach o jakichś morsko-szpitalno-mdłych odcieniach. Na każdym gadżecie ten kolor wygląda inaczej. To samo z typografią – potrafię zrozumieć kibiców, że bawią się fontami i fascynuje ich szwabacha, ale sam klub mógłby się już zdecydować na jakieś jedno rozwiązanie. Jeżeli to będzie określone i pilnowane również przez kibiców w ich komunikacji (na ich gadżetach, flagach, itd.), to marka będzie uderzała mocniej, silniej zagnieżdżała się w pamięci widzów. Reklama, wbrew temu co Pan sugeruje, nie buduje marki. Może w jakiś sposób zmieniać jej postrzeganie, ale jej nie zbuduje.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here