PODAJ DALEJ

Popełniłem wczoraj po raz kolejny ten sam błąd. Błąd niewybaczalny i zawstydzający. Wszedłem na Twittera po pucharowym meczu Legii. Klasyk mawia, że co się zobaczyło, to się nie odwidzi, tak w moim przypadku co się przeczytało… Takiej masie szamba jaka popłynęła ze światłowodów, linii telefonicznych i routerów WiFi nie można nie dać się porwać. Popłynąłem z sączącym się z każdej strony łajnem. Dziś czuję się zbrukany tym wszystkim, więc pora na zdecydowanie więcej niż można zmieścić w krótkim Tweecie.

Sprawa pierwsza – jesteśmy #TeamLegia, a nie jakiś tam #TeamBodek czy #TeamMiodek

Dzielenie kibiców na lepszych i gorszych przywędrowało najpewniej ze świata polityki i w równym stopniu jak ten polityczny czyrak na dupie uwiera. Irytuje mnie i doprowadza do furii dzielenie kibiców na lepszych i gorszych na podstawie miejsca zamieszkania, trybuny na jaką chodzą czy częstotliwości chodzenia na mecze.

Obiecałem sobie, że nie będę używał wulgaryzmów dlatego napiszę raz – wkurza mnie ciągły lament w stylu – „a jak był Leśny to…” Ludzie, lodu na głowę! Bogusława Leśnodorskiego nie ma w klubie, tak samo jak nie ma Vadisa, Leszka Pisza czy Kazimierza Deyny. Żaden lament tego nie zmieni, a kopanie dołków pod obecnym zarządem jest kopaniem dołków pod Legią. Nie mówię tu o krytyce, jeśli jest ona uzasadniona to sam ją podniosę. Oczywista oczywistość – Dariusz Mioduski nie jest, nie był i nie będzie Bogusławem Leśnodorskim. Koniec i kropka. Ostatnio jeden z wielu mądrych ludzi na TT, z którym równie często się zgadzam, co spieram, ale niezmiennie szanuję – pozdrowienia Tomku – napisał, że nie ma bardziej pustego hasła niż „ Cała Legia zawsze razem”. Jakże smutne i jakże prawdziwe.

Sprawa druga – mowa jest srebrem…

Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś, żeby znać umiar, żeby wiedzieć co można powiedzieć, bo w końcu od wielkości do śmieszności jest tylko jeden krok. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że krok ten wykonał właśnie Seweryn Dmowski, który ze wszech sił próbował wykazać winę obecnego zarządu za obecny poziom zespołu. Panie Sewerynie – zadam jedno pytanie – czy do klubu Langila, Masłowskiego, Szwocha, Sanogo, Sulleya, Matica i całe hordy chłopaków z brazylijskich plaż ściągał obecny zarząd?

Jak kiedyś powiedział Jacques Chirac – miał pan okazję milczeć. Wybrał pan jednak postawę dziecka obrażonego na świat, któremu ktoś zabrał zabawkę. Należy brać odpowiedzialność za swoje słowo, choćby z racji zajmowanego uprzednio stanowiska i zainteresowania ze strony kibiców wpisami w social media. Jeśli wchodzi się na pewien poziom trzeba szczególnie ważyć każde słowo. Usiłuje nam pan zohydzić dzisiejszą Legię mniej więcej od marca. W mojej głowie nie jest pan w stanie zrobić bałaganu, bo kibicowałem Legii, kiedy ta była na skraju upadku, kiedy broniła się przed spadkiem i stan kiedy jesteśmy hegemonem uważam za odstępstwo od reguły ze stuletniej historii klubu. Mi nie jest pan w stanie wmówić, że czeka nas teraz apokalipsa, bo oto zabrakło ekipy, której był pan częścią. Spytacie dlaczego więc moje oburzenie? A choćby dlatego, że kibicami są dziś ludzie, którzy nie pamiętają przaśnych lat dziewięćdziesiątych, nie pamiętają jak rozpadała się mistrzowska drużyna Janasa i im łatwo wmówić, że po poprzednim zarządzie nic gorszego klubu nie spotka niż zarząd obecny.

Stawia pan, jako przeciwwagę tezę, że jednak mieliście plan. Przepraszam, ale jaki? Elementem tego planu był zakup Masłowskiego za niewspółmierne do jego umiejętności pieniądze? Rozumiem, że gość zagrał rundę życia i to będzie pańska linia obrony. Może jednak lepiej, że was nie ma, bo dziś pewnie kupowalibyście Rymaniaka.

Postawię panu zarzut – jest pan hipokrytą. Poprzedniego zarządu bronił pan jak lew, zasłaniał własną piersią, a temu wbija szpilki i szpileczki z dziwną lubością. Wcześniej krytyka była przeciw Legii, dziś jest uprawniona? Zadedykuję panu na koniec krótki fragment Bajeczek Babci Pimpusiowej Andrzeja Waligórskiego:

Raz chory niedźwiedź pierdział, budząc miłosierdzie
A suseł mu oklaski bił po każdym pierdzie.
Czy ten suseł zwariował? – spytał dzięcioł śledzia.
Nie – śledź odparł – to rzecznik prasowy niedźwiedzia.

Sprawa trzecia – nie oceniajmy książki po okładce

Na rozliczenia zawsze przychodzi czas, w tym wypadku jest za wcześnie, bo dzisiejsze władze klubu jeszcze nie pracują w pełni według swojego planu i nie mogą skutecznie wdrażać wymyślonej przez siebie strategii. W dodatku wspomniana książka, którą jest dzisiejsza Legia jest oceniana po okładce, którą ktoś jej nałożył, w którą momentami bezczelnie wtłoczył. Dariusz Mioduski nie dość, że musi walczyć o swoją osobowość, to w dodatku musi obalać mity i stereotypy, które narosły wokół jego osoby. Obraz Mioduskiego został wykreowany na potrzeby walki o władzę w klubie przez jego adwersarzy. Po serii oskarżeń pod jego adresem w „Stanie Futbolu” i szeregu artykułów z tezą, spora liczba kibiców uwierzyła w stworzony wizerunek. Ocenianie działań nowego zarządu po zaledwie kilku miesiącach to nic więcej jak wspomniane ocenianie książki po okładce.

Oczywiście – mam pełną świadomość, że szereg spraw dało się zrobić lepiej. Ot choćby pierwsza sprawa z brzegu – sztab trenera Jacka Magiery. Mamy, tak uważam, wszyscy nadzieję, że będzie to trener na lata, ale do cholery dajmy mu ku temu narzędzia. Pomimo zdobytego tytułu, Magiera jest trenerem na starcie swojej drogi zawodowej, jest trenerskim terminatorem, niezależnie u kogo dane mu było praktykować w roli asystenta. Został bez wątpienia rzucony na głęboką wodę i kiedy wszystko układało się po jego myśli niedostatki nie dawały o sobie znać. W obecnej kryzysowej sytuacji trener potrzebuje doświadczonego sztabu, który będzie dla niego wsparciem. Czy takim wsparciem jest trener przygotowania fizycznego, który nie miał okazji dotąd pracować w takim charakterze? Czy wzmocnieniem sztabu będzie grający trener z czwartej ligi? Nie ujmuję nikomu wiedzy i zaangażowania, ale niekiedy trzeba przeżyć swoją własną traumę porażki, by nauczyć się czegoś nowego. Czy miejscem na taką naukę jest Legia?

Sprawa czwarta – exegi monumentum aere perennius

Postawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu, mógłby rzec dziś Bogusław Leśnodorski, bo oto dzisiejsza pozycja Legii jest pomnikiem jego pracy. Nie wolno jednak zapominać, że owocem owego zaangażowania są w równym stopniu piękno i skazy. Wszelkie pęknięcia na monumencie są równie nierozwalanie związane z jego prezesurą, co sukcesy. Po części rozumiem rozgoryczenie kibiców i hasła „Leśny wróć”, ale kształt Legii dzisiaj to także pokłosie jego działań i jego zaniechań. Pora na odbrązowienie postaci „Bodka” i uczciwe spojrzenie na ostatnie lata. Uczciwe to takie, które będzie właściwie doceniało dokonania, ale też stawiało pytania, dlaczego coś nie zostało zrobione lepiej, dlaczego pomimo tego, że mieliśmy wszystko, to dziś, zdaniem wielu, nie mamy nic. Nie będę wdawał się w dyskusje z argumentami i opowieściami rodem z filmów sensacyjnych. Nie wiem jak było naprawdę i pewnie z wielu wrzucających tzw. „kumate infoski” też nie wie. Dziś to tylko spekulacje, a o tych warto porozmawiać co najwyżej przy piwie i to przy założeniu, że rozmówca należy do grona lubianych przez was osób. Faktem jest jednak to, że pomimo wykonanego skoku jakościowego w klubie został do dziś balast chybionych decyzji.

Sprawa piąta – „co nam zostało z tych lat…”

Wczoraj zapytałem sam siebie, co zostało Legii z Ligi Mistrzów. Odpowiedź jest równie smutna, co noc listopadowa – nic. Dosłownie nic – poza dumnym wspomnieniem z 3:3 z Realem. Zaczynamy być jak Lech, dla którego najpiękniejszym wspomnieniem zaczyna być wygrana z Manchesterem City. Z niewątpliwego sukcesu nie mamy ani pieniędzy, ani lepszej bazy, lepszych piłkarzy, nie mamy wreszcie nawet tamtej drużyny. Dziś budujemy wszystko od nowa, przede wszystkim inaczej. Nie wiem czy lepiej, czy gorzej, ale inaczej. Dariusz Mioduski buduje Legię bogatszy o pięć lat doświadczeń, także swoich, choć dziś musi się uczyć bycia na pierwszej linii frontu. Styl pracy, a może przede wszystkim introwertyczna na tle Leśnodorskiego osobowość, utrudnia porywanie tłumów. Naprawdę uważam, że dziś Legia startuje od zera. Drużyna musi być przebudowana i odmłodzona, może właśnie przede wszystkim odmłodzona, a nadto ustabilizowana. Jestem gotów na czyściec sezonu bez sukcesów, bylebym widział, że klub ma wizję, że klub chce coś realnie w swoim funkcjonowaniu zmienić.

Sprawa szósta – skończmy z propagandą, rozmawiajmy o faktach

Wokół funkcjonowania klubu narosły całe masy mitów – mit o kosmicznym budżecie, mit o niepokonanej i rozwijającej się drużynie, mit o akademii…

Prawda jest taka, że duży budżet jest pożerany przez wielkie wydatki, potrafimy wydać więcej niż zarobimy, niezależnie od tego ile wpływa do kasy. Wpływy mogą łatwo zniknąć, czego z kolei nie można powiedzieć o wydatkach – te będą się ciągnęły za nami dużo dłużej. Drużyna dziś nie jest niepokonana, symptomy tego, że coś się rozjeżdża pojawiać się zaczęły już dwa lata temu. Berg i Hasi zostali zwolnieni po słabych początkach sezonów, bo przegrywali. Dziś zespół przegrywa nadal. Nieustannie leczymy zachowawczo, zamiast szukać przyczyn.

W kwestii akademii powiedziano wszystko – choć patrząc na stan posiadania, na obiekty na dzień dzisiejszy przy słowie akademia należałoby używać cudzysłowu. Europa w tej materii odjechała nam dawno, dziś do ściągania mamy już nawet kluby na krajowym podwórku, przy czym wierzę, że obecny zarząd wreszcie zacznie realne działania, a skończy ze słowną szermierką na linii Poznań – Warszawa.

Sprawa siódma – nie jest tak źle jakby mogło się wydawać…

Było pesymistycznie? Na koniec coś optymistycznego zatem – będzie lepiej. Nie jest to z mojej strony myślenie życzeniowe. Po prosty staram się patrzeć na klub w szerszej perspektywie niż mistrzostwo lub jego brak na koniec sezonu. Wierzę, że klub buduje dziś fundamenty, niekiedy nieporadnie, ale jednak buduje. Po wtóre nie wierzę, że Dariusz Mioduski na szali postawił swój biznesowy autorytet i własne pieniądze, by teraz z rozmysłem wracać do metod rodem z epoki ITI, które to widział i o których wie, że się nie sprawdzają. Klub jest po prostu prowadzony dziś inaczej i może wreszcie pora każda wydawaną złotówkę oglądać uważniej z każdej strony, chyba że wolisz kibicu, żebyśmy znowu zawierali z zawodnikami dżentelmeńskie umowy, że mogą sobie odejść gdzie chcą i kiedy chcą, albo też kupowali kolejnych niepotrzebnych nam zawodników za grube euro?

Łukasz Kawiak

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here