PODAJ DALEJ

Za nami już ponad miesiąc pobytu Armando Sadiku w Legii Warszawa. Czytając komentarze w internecie po meczach, częściej natykamy się na wpisy krytykujące Albańczyka, aniżeli chwalące. Ale czy on na to zasłużył? Nie do końca, bowiem były zawodnik m.in FC Zurich tak naprawdę nie dostał jeszcze prawdziwej szansy od trenera Jacka Magiery. Zapraszam do krótkiej lektury!

Zacznijmy może od tego, że cały zespół od samego początku sezonu niestety zawodzi swoją grą wszystkich swoich kibiców. Na początku Legia przegrała Superpuchar Polski z Arką Gdynia (1-1, 3-4 rzuty karne), następnie pogubiła punkty w Lotto Ekstraklasie z takimi zespołami jak Górnik Zabrze, Korona Kielce czy Bruk-Bet Termalica, a teraz legioniści pierwszy raz od pięciu lat nie zagrają jesienią w europejskich pucharach, bowiem Wojskowych wyeliminował FC Sheriff z Mołdawii. Dlaczego to ma znaczenie? Wszyscy, którzy przyglądali się grze Sadiku w poprzednich klubach wiedzą, że to jest zawodnik żyjący ze świetnych podań od kolegów, takich jak przykładowo dostał wczoraj od Michała Kucharczyka. Kiedy cała drużyna gra słabo, Albańczyk może mieć problem z pociągnięciem zespołu za uszy. Oczywiście, 26-latek ma świetne uderzenie z dystansu, ale nie w każdym meczu ma dobrą sytuację do oddania takiego strzału na bramkę rywala.

Kto ma mu dogrywać?

Sam nie lubię wspominania tego zawodnika, ale muszę to teraz zrobić dla łatwego przykładu. Wyobraźcie sobie, co by było gdyby przy Łazienkowskiej dalej był Vadis Odjidja-Ofoe. No właśnie, Sadiku dostawałby co chwilę kapitalne dogrania od Belga. Tymczasem na pozycji aktualnego piłkarza Olympiakosu bardzo często gra czy to Krzysztof Mączyński czy Thibault Moulin. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że ich nominalnym miejscem na boisku jest środek pomocy defensywnej. Dopiero ostatnio szansę zaczął otrzymywać Cristian Pasquato, który jest w coraz lepszej formie. Kto wie, jeżeli Włoch dojdzie do optymalnej formy, to może właśnie on zostanie właściwym kluczem do worka bramek Sadiku – na co wszyscy w Warszawie oczywiście liczymy.

Dajmy czas Sadiku

Druga sprawa jest taka, że reprezentant Albanii nie gra przecież jakoś bardzo dużo. Mimo tego, że w statystykach ma wpisane 11 spotkań – trzeba na to spojrzeć od strony czasu spędzonego na murawie. W tym sezonie na możliwych 990 minut, Sadiku zagrał ich zaledwie 566, co daje nam jedynie sześć całych meczów. Dla porównania, Nemanja Nikolić, jeden z najlepszych napastników w historii naszej ligi w swoich pierwszych jedenastu meczach z elką na piersi dostał od trenera 831 minut na pokazanie swoich umiejętności, czyli 265 minut od Armando. Przez ten czas można zrobić wiele, prawda?

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here