PODAJ DALEJ
Nagy Jozak CWKS

Szanowny Czytelniku, jeśli podobnie jak ja tracisz oddech próbując chłonąć wszelkie nowe wiadomości z legijnego świata, postanowiłem Ci to nieco ułatwić i krótko podsumować ubiegły tydzień. Pozwoliłem sobie też na kilka słów komentarza, na przedstawienie swojego zdania w tej materii, jako punktu wyjścia do dyskusji o Legii i jej sytuacji.

***

Do Legii Dominik Nagy przychodził z łatką wielkiego talentu węgierskiej piłki, wielkiej nadziei Madziarów, ale też z mianem chłopaka, który zbyt szybko i zbyt łatwo zachłysnął się sukcesem. W Legii, Nagy na początku czarował, miał być drugim Ondrejem Dudą, jednak szybko okazało się, że za nogami nie nadąża głowa i Nagy po prostu rozczarowywał, zwłaszcza że wymagania, wobec kwoty odstępnego w granicach miliona euro, nie były małe.

Tu i ówdzie daje się nieustannie usłyszeć, że młody Węgier nie prowadzi się sportowo, że porwało go nocne życie stolicy, że wspominana w kontekście ostatniego roku pobytu w Ferencvarosie „sodówka” nie była czczym gadaniem. Czarę goryczy przelał wywiad dla telewizji węgierskiej, w którym to pomocnik otwarcie wypowiedział się na temat zajść po powrocie z meczu z Lechem oraz potrzebie poszukiwania wyzwań. Wypowiadając się na pierwszy z tematów Węgier naruszył klubowe embargo informacyjne w tej materii.

Wypowiedź o szukaniu nowych wyzwań z kolei powinna być lampką ostrzegawczą dla samego piłkarze, bo oto utracił kompletnie kontakt z rzeczywistością. Nowych wyzwań mógł poszukiwać Nemanja Nikolic, który nastrzelał worek bramek, zdobył na polskim podwórku wszystko co się dało, wprowadził Legię do Ligi Mistrzów.

Zastanawiające jest to, że ku nowym piłkarskim światom z Warszawy chce odpływać zawodnik, który w bieżącym sezonie zanotował jednego(!) gola i jedną(!) asystę. Rozumiem, że Warszawa robi się zbyt ciasna dla ego młodego Węgra, bo przecież nie dla jego talentu. Ambicje Dominika może i sięgają szczytów, ale umiejętności piłkarskie sytuują go bliżej trzeciej ligi niż ekstraklasy. Trener Jozak postanowił zastosować wobec Nagya terapię szokową i najpierw posadził go na trybunach w meczu z Lechią, a następnie przesunął do drugiej drużyny. Jak Węgier zareaguje na ten bodziec – zobaczymy. Pewne jest natomiast to, że nie będzie przyzwolenia na lekceważenie swoich obowiązków, przez nikogo. Czas świętych krów za nami.

***

Legia w ostatnich dwóch tygodniach testowała Sulleya Muniru, zawodnika środka pola z Ghany, ostatni zawodnika rumuńskiej FCS Bucuresti (d. Steaua) i ku rozpaczy legijnego internetu został przez sztab odpalony. Czemu piszę, ku rozpaczy? W dniu, kiedy Muniru przybył do stolicy komentarze płonęły od słów uważanych przez co wrażliwszych za obelżywe. Po kilku ciepłych wpisach osób widzących go na treningach, nagle w Warszawie objawił się nowy Casemiro lub jakiś inny Sergio Busquets.

My kibice tak mamy, że lubimy latać sobie od ściany do ściany, a wyważenie i rozsądek są akurat rzeczą najmniej poważaną w wypowiedziach na forum. Decyzja sztabu jest taka, a nie inna. Po prawdzie klub w wystosowanym komunikacie jasno przedstawił powody decyzji – zbyt duże zaległości treningowe – niemniej nie przeszkodziło to wysypowi spiskowych teorii dziejów i stwierdzeniu, jakie to braki budżetowe ma Legia.

***

Skoro już doszliśmy do tematu pieniędzy – w zeszłym tygodniu ujawniono, jakie wpływy z europejskich pucharów zasiliły konto klubu. Zgadnijcie jaki był efekt – oczywiście teorie spiskowe i układanie na nowo budżetu. Jasne, pieniądze te można było wydać lepiej, mądrzej i efektywniej, jednak pozostaje zawsze jedno ale… Nikt z nas nie siedzi w fotelu prezesa i nie zna całokształtu realiów, w jakich przyszło się poruszać klubowi w tamtym okresie.

Jedno co musi niepokoić – po najlepszym finansowo i sportowo okresie w historii klubu – pozycja wyjściowa do nowego rozdania nie jest najlepsza, by nie powiedzieć słaba. Drużyna jest w sile wieku, z oczywistymi zaburzeniami we właściwym jej zbalansowaniu. Zimowe okienko dla przyszłości Legii będzie kluczowe, sztab w ramach mocno okrojonych środków musi drużynę odmłodzić, wzmocnić i zapewnić konkurencję na części pozycji, przy jednoczesnym zredukowaniu przeludnienia na innych. Konia z rzędem temu, kto się z tym upora.

***

Wracając do tematów teorii z d… i Dominika Nagya. Po ostatnim meczu rezerw wokół występu w nim Węgra pojawiła się teoria, że Nagy miał mecz generalnie gdzieś, a po meczu oddalił się ze stadionu na tle zachodzącego słońca nie czekając na klubowy autokar – było to tzw. dziwne zachowania młodziana. Pytając jednak tu i ówdzie, można się dowiedzieć, że zawodnicy dostali od sztabu pozwolenia na dowolność powrotu po meczu. Ot, internetowa historyjka żyjąca własnym życiem…

***

Sól tego wszystkiego – mecz. Zacznijmy od otoczki meczu. Pełen stadion, nakręcane emocje, zwłaszcza w Krakowie miały przywrócić blask dawnemu przebrzmiałemu hitowi. Z podkręcaniem emocji, zwłaszcza tych negatywnych, wymierzonych w Krzysztofa Mączyńskiego przesadziła niestety troszkę sama Wisła. Rozumiem, kibice mają prawo do ocen skrajnych, słów o wielkim ciężarze gatunkowym. Nie rozumiem jednak samego klubu, wszak nikt Wisły nie zmuszał do akceptowania oferty Legii i sprzedaży Mąki.

Pecunia non olet, jak mawiali starożytni Rzymianie, choć myślę, że jeden Rzymianin powiedziałby to i dzisiaj – prawda panie Zbyszku? To nie Mączyński podał włodarzom Legii numer konta Wisły, na który przelać pieniądze i nie Mączyński wydatkował pieniądze z transferu, gdy były one niezbędne jak powietrze. Rozumiem kibiców, że czują się zawiedzeni. Nie rozumiem jednak, jak pisałem, klubu.

***

Sam mecz, jaki był, każdy widział. Legia zdaniem wielu zagrała najlepszy mecz pod wodzą Jozaka. Wiele ich nie było, więc materiał porównawczy mocno ograniczony, niemniej można pokusić się o pierwsze wnioski. Legia może nie zachwyca, ale jest do bólu skuteczna, w zespole na nowo przywrócono etos ciężkiej pracy. Mecze wygrywa się po ciężkiej walce, po solidarnej odpowiedzialności jeden za drugiego.

Może porównanie dziś na wyrost – Jozak to taki Czerczesow na miarę naszych możliwości i mam nadzieję, dalej parafrazując mistrza Bareję, że my tym Jozakiem otwieramy oczy niedowiarkom, patrzcie to jest nasze i to nie jest nasze ostatnie słowo. Kończąc żarty – podobnie jak za czasów Czerczesowa, gra opiera się na podobnych wartościach, Chorwat do bólu wykorzystuje nieliczne atuty, maskując jakże liczne wady. Podobnie do Rosjanina postawił na żelazną dyscyplinę, zarówno na boisku, jak i poza nim, o czym przekonał się Dominik Nagy. Można zarzucać Legii, że gra bez polotu, bez finezji z jaką rozjeżdżała przeciwników zeszłej jesieni, ale trzeba pamiętać, że dziś Legia ma inny potencjał, zarówno kadrowy, jak i motoryczny. Czekam cierpliwie na efekty pracy trenera – światełko w tunelu już widać.

***

Na sam koniec zostawiłem sobie posypanie głowy popiołem. Jak większość tu przekreśliłem dalszą karierę w Legii Tomasza Jodłowca. Jodła wbrew nam wszystkim wraca do dobrej dyspozycji i w pomocy przy słabej formie Moulina i zakończeniu okresu ochronnego dla Michała Kopczyńskiego zaczął odgrywać coraz ważniejszą rolę. Pozostaje pytanie, czy po prostu wyczyścił głowę ze wszystkich problemów, czy po prostu potrzebował trenera, który na niego postawi i obdarzy zaufaniem.

Nawiązując do wcześniejszego porównania Jozaka do Czerczesowa, życzyłbym sobie, aby Jodłowiec pełnił u Chorwata tak samo poczesną rolę jak u Rosjanina. Pierwsze oznaki tego widać, ma on dawać Legii w środku pola potrzebną przewagę fizyczną i agresję, której nie dawał Michał Kopczyński, a ponad to ma dołożyć dużo lepsze wyprowadzenie piłki i rozegranie.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here