Dwie przegrane Zagłębia Lubin na przestrzeni czterech dni. Zauważalny spadek formy, przywiązanie do jednego ustawienia i… kolejny skrzydłowy przymierzany do klubu. Skrzydłowy, który z racji wyżej wspominanego ustawienia, nie ma szans na regularną grę. Czas na zmiany w Zagłębiu…

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chciałbym za bardzo wchodzić w buty trenera i całego sztabu – nie o to tutaj chodzi. Staram się raczej zwrócić uwagę na pojawiający się trend. Po świetnym początku załamanie formy przychodzi właśnie w okolicach listopada.

Cofnijmy się w czasie. Mamy 2 listopada 2016 roku. Zagłębie po remisie z krakowską Wisłą szykuje się do derbowego pojedynku ze Śląskiem. Podopieczni Stokowca w ostatnich pięciu kolejkach odnieśli jedynie dwa zwycięstwa. Jednak dobry początek sezonu pozwala im w dalszym ciągu utrzymywać kontakt z czołówką.

Ciężko o entuzjazm

Jak zagraliśmy ze Śląskiem? – wszyscy pamiętamy. Prowadzenie po bramce Kubickiego i natychmiastowe przejście do obrony. Minimalizm, który zauważył już chyba każdy, kto regularnie odwiedza stadion przy Marii Skłodowskiej-Curie. Zagłębie po strzeleniu gola, nagle cofa się do obrony, pozwalając rywalom stanowczo na zbyt wiele. Po co o tym wspominam? A po to, że od meczu we Wrocławiu zaczął się kolejny ciężki okres dla każdego kibica Miedziowych. Wyżej wspominana porażka ze Śląskiem, Koroną, Lechem oraz skromna wygrana z Niecieczą i remis w Szczecinie. Przyznajcie, to nie są rezultaty, które wywołują u nas uśmiech na twarzy.

Przejdźmy jeszcze dalej. 2 listopada 2015. Tutaj fakt, początek sezonu nie był najlepszy w naszym wykonaniu. Po 14 kolejkach zajmowaliśmy dopiero dziesiątą lokatę z 4 zwycięstwami, 6 remisami i 4 porażkami. Ok, inaczej, byliśmy beniaminkiem – nikt nie oczekiwał cudów, określiłbym że było chujowo, ale stabilnie. I właśnie wtedy rozpoczyna się listopadowe granie. Porażki z Piastem, Wisłą i Jagiellonią i dwa zwycięstwa z Koroną i Podbeskidziem, które jednak nie powinny przykrywać całego obrazu. Później oddaliśmy punkty jeszcze Lechowi i Górnikowi Zabrze.

Półmetkowy marazm

Widzicie zależność? W obu sezonach od 15. kolejki zaczynamy dołować. W obecnym sezonie nie jest inaczej. Przyznajcie sami, że ostatnio nie chodzimy z uniesionymi głowami, a naszą wysoką pozycję w tabeli zawdzięczamy tylko i wyłącznie poziomowi ligi. Nie jestem ekspertem, jeżeli chodzi o taktykę, tutaj na pewno lepiej sprawdziłby się Jacek Gmoch i jego wykreślanki. Chcę wam tylko przedstawić moje spostrzeżenia.

Co może mieć wpływ na taki stan rzeczy? Moim zdaniem przestaliśmy zaskakiwać. Rywale zaczynają się uczyć naszej gry. W dwóch ostatnich sezonach graliśmy praktycznie tym samym ustawieniem! Rzadko zmieniały się nam nawet nazwiska zawodników. Taktyka opierała się na graniu skrzydłowymi. Kilka podań w środku, piłka do boku i wrzutka. Do bólu przewidywalny schemat. O ile zaraz po awansie mogliśmy mówić o „szczęściu beniaminka”, tak w następnym sezonie rywalom łatwo było nas rozszyfrować. Zmiana ustawienia nastąpiła od tego sezonu. Konkretniej od meczu ze Śląskiem. I to nie tyle, że mieliśmy to opracowane – wynikało to raczej z konieczności (czerwona kartka).

Taktyka na trzech obrońców

Oczywiście nie ujmuję nic trenerowi Stokowcowi. Wypaliło. Przejście na trzech obrońców i wahadłowych dało efekt zaskoczenia. Mało zespołów w naszej paździerzowej lidze potrafi się w tym odnaleźć, albo inaczej – mało zespołów posiada odpowiednich wykonawców. U nas wyglądało to całkiem nieźle. Do czasu. Ostrzeżenie dał już Górnik. Pierwszy cios wyprowadziła Korona, a Jagiellonia to już w ogóle posłała nas na deski. Trzy nasze ostatnie pojedynki pokazały, że całego sezonu nie pociągniemy na jednym schemacie.

Mecz z Jagiellonią odkrył wszystkie nasze wady. Już w tamtym sezonie sugerowałem, że czas niektórych zawodników minął bezpowrotnie. No bo spójrzmy na przykład na Todorovskiego. Czy facet, który ostatni dobry mecz rozegrał z Partizanem, ma szansę jeszcze coś dać naszej drużynie? Czy Guldan, który posiada zwrotność tira, jest w stanie zatrzymać szybkiego rywala? No właśnie…

Co z Alanem Czerwińskim?

Z radarów zniknął nam Czerwiński. Z Jagiellonią pierwszy raz w tym sezonie pojawił się Mazek. Janus i Janoszka także przykleili się do ławki. Wszyscy prócz Czerwińskiego to typowi skrzydłowi. Przy obecnym ustawieniu, bezużyteczni. A być może dojdzie to tego jeszcze Jóźwiak z Lecha. Kolejny do kolekcji.

Tekst zatytułowałem „Czas na zmiany”. Ale nie chodzi mi żeby teraz podjudzać konieczność zmiany trenera. Bardziej zmianę trendu. Może czas pokombinować? Dać szansę innym. Zaryzykować i postawić np. na Jończego, który jest regularnie powoływany do reprezentacji młodzieżowych? Może. Na całe szczęście decyzja nie należy do mnie. Przede wszystkim wygrajmy z Cracovią, zapunktujmy na Koronie i wygrajmy krakowskie derby!

AL

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here