PODAJ DALEJ

Nie pamiętam sukcesów Górnika Zabrze, byłem za mały… Największym sukcesem, jaki pamiętam, jest przegrany tytuł w Warszawie i boje w pucharach z Austrią Wiedeń. Nie, nie będę pisał, że przegraliśmy z Legią bo było “12 na 8”, bo przecież dziś nie ma to już żadnego sensu. Zawsze jednak marzyłem, że będę świadkiem czegoś wielkiego w wykonaniu mojego klubu. Ten sezon może być w tym temacie przełomowy.

W zeszłym tygodniu zakończyła się pierwsza runda Ekstraklasy. Nieoczekiwanym liderem na półmetku sezonu zasadniczego został beniaminek – mój Górnik Zabrze. Na otwarcie sezonu  podopieczni Marcina Brosza pokonali mistrza, Legię Warszawa 3:1, nawet przez moment nie dając jej złudzeń, która drużyna tego wieczoru była lepsza. W piętnastej kolejce Górnik również nie pozostawił żadnych złudzeń jednemu z faworytów rozgrywek – Lechowi Poznań, wygrywając w dobrym stylu również 3:1.

Kurzawa

Górnik mistrzem jesieni?

Większość tytułów prasowych automatycznie nazwała Górnika mistrzem jesieni. Również prezes PZPN, Zbigniew Boniek w podobnym tonie wypowiadał się na Twitterze oraz składał gratulacje klubowi z Zabrza. Oczywiście sprawą drugorzędną jest to, że w myśl obecnych zasad rozgrywkowych, mistrza jesieni poznamy po 21. kolejce, natomiast sama dyspozycja Górnika zaczęła być tematem nr 1 w polskich mediach piłkarskich. Środowisko podzieliło się na dwa obozy. Kibice Górnika i media, nazwijmy je, przychylne piłkarzom z Roosevelta, na każdym kroku podkreślają sukces beniaminka, który pod wodzą Marcina Brosza prezentuje bardzo widowiskowy i skuteczny futbol. Błyszczy Igor Angulo, nazwiska Loska, Żurkowski, Kurzawa czy Kądzior znalazły się w niejednym notesie scoutów, nie tylko tych krajowych. Natomiast drugi obóz, bardziej lub mniej skupiony wokół warszawskiej Legii, sygnalizuje, że za wcześnie na zachwyty, a Górnik prędzej czy później podzieli los Piasta Gliwice czy Ruchu Chorzów, klubów które przecież również w ostatnich latach walczyły o tytuł mistrzowski prawie do ostatniej kolejki, a dziś jeden broni się przed spadkiem, a drugi wylądował w 1. lidze.

***

Górnik z futbolowej mapy Polski zniknął po 1989 roku. Jeszcze początkiem lat 90-tych próbowaliśmy nawiązać walkę z odwiecznym rywalem, Legią Warszawa, ale transformacja polityczna i ekonomiczna w Polsce zepchnęła górnicze kluby na margines wielkiej piłki. Bardzo długo dochodziliśmy do siebie. Kiedy do Zabrza z kapitałem wszedł gigant ubezpieczeniowy Allianz, wydawało się wręcz, że złapaliśmy Pana Boga za nogi. Dziś wiemy, że epizod ten tylko pogłębił nasze problemy, klub spadł nawet w sezonie 2008/09 do 1. ligi, a problemy finansowe które wtedy narosły w klubie odbijają się czkawką do dziś. Jeszcze przez chwilę nad Zabrzem zaświeciło słońce, kiedy trenerem był Adam Nawałka.

Może i było biednie, ale piłkarze potrafili stworzyć ciekawe widowisko i walczyć jak równy z równym z najlepszymi. Niestety trener Nawałka opuścił Górnika na rzecz reprezentacji Polski, co zapoczątkowało kolejny kryzys sportowy. Punktem kulminacyjnym był spadek. Zbiegło się to w czasie z oddaniem do użytku 3 trybun nowego stadionu. Kibice nie opuścili piłkarzy w trudnym momencie i mimo iż długo się na to nie zanosiło, Górnik w następnym sezonie rzutem na taśmę wrócił do Ekstraklasy.

trybuna górnikaDziś gospodarze Areny Zabrze są liderem ESA, piłkarze regularnie wybierani są do “jedenastki kolejki”, najlepsi trafili nawet do kadry trenera Nawałki.

Górnośląska kopalnia… talentów

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co łączy dzisiejszego Górnika z tym Adama Nawałki, Henryka Apostela, Huberta Kostki, Lesława Ćmikiewicza czy Marcina Bochynka? Odpowiedź jest prosta. Wszystkie te drużyny oparte były na piłkarzach z lokalnych klubów. Górnośląski Okręg Przemysłowy to potężny piłkarski teren. Są tu setki klubów, a mapa piłkarska podzielona jest głównie na dwa kluby – Górnika właśnie oraz chorzowski Ruch. Dalej mamy GKS Katowice, jeszcze dalej Polonię Bytom czy Piasta Gliwice. Ale to właśnie Górnik i Ruch odnosiły największe sukcesy na arenie krajowej, a zabrzanie również w Europie.

Jestem kibicem Górnika od kiedy pamiętam, zresztą nie miałem za dużego wyboru. Urodziłem się w Knurowie, w którym swoje mecze rozgrywała Concordia (wcześniej Górnik) Knurów, klub przez długi czas dostarczający piłkarzy do Zabrza, bo byliśmy niejako klubem satelickim. Dziś w Knurowie nie ma (chwilowo) drużyny seniorów, ale duch dawnych czasów i sukcesów piłkarzy z Zabrza nadal daje się tam odczuć. Dziś młodzi adepci futbolu, tak jak ja 30 czy bracia Wolsztyńscy 10 lat temu, marzą w pierwszej kolejności o grze w Górniku, a dopiero potem w Barcelonie czy Realu.

Górnik Zabrze blisko regionu

Górnik z małymi przerwami zawsze opierał się na piłkarzach z małych lokalnych klubów. Knurów, Rybnik, Sośnica, Łabędy, Ruda Śląska (nie cała), Jastrzębie Zdrój, Żory, Wodzisław Śląski, Tarnowskie Góry, Pyskowice. Musiałbym tu wymienić dziesiątki miast, miasteczek oraz wsi od Cieszyna przez Częstochowę aż po Opole, które regularnie były odwiedzane przez przedstawicieli Górnika w poszukiwaniu Lubańskich, Szemońskich czy Milików. Wszędzie tam są kluby w których trenują tysiące trampkarzy czy juniorów, a ich największym marzeniem jest zagrać w Górniku Zabrze. Dlatego Górnik nie musi obowiązkowo rozwijać własnej szkółki, tak jak robi to Lech Poznań. Ważne, żeby umacniał relacje z tymi lokalnymi klubami, aby nadal podsycał nadzieję, że nagrodą za ciężką pracę na treningach będzie gra w wymarzonych biało niebiesko-czerwonych barwach.

Z trybun na boisko

Stąd bierze się drugi fenomen Górnika. Pełny stadion. Ci przyszli piłkarze najpierw odwiedzają Górnika, jako kibice na trybunach. W tym sezonie frekwencja na 7 z 8 spotkań była 100-procentowa, na meczu z Wisłą Płock było ponad 20 tys. kibiców. Kibiców, którzy mocno dopingują swój zespół. Stadion w Zabrzu żyje przez cały mecz nie tylko na sławnej Torcidzie, ale też na pozostałych trybunach, na których siedzą pikniki – tacy jak ja. Wystarczy rzucić okiem na tablice rejestracyjne samochodów, żeby zobaczyć z jak odległych rejonów zjeżdżają się kibice na piłkarskie święto w Zabrzu. To jest siła Górnika Zabrze, jeden z jego filarów.

***

Nie jestem Nostradamusem czy wróżem Maciejem. Nie wiem czy w tym sezonie Górnik sięgnie po mistrzowski tytuł. Ale wiem, że jeśli osoby zarządzające klubem nie zejdą z obranej drogi. Górnik może wrócić na swoje miejsce w hierarchii polskiej piłki. Czwarta trybuna, wykorzystanie silnej marki jaką jest Górnik Zabrze, pobudzenie lokalnego biznesu do działania na rzecz klubu, ambasadorzy klubu w postaci Lukasa Podolskiego czy Włodzimierza Lubańskiego.

To wszystko może być fundamentem pod budowę nowej potęgi polskiej piłki nożnej. Immunitetu na wygrywanie nie ma nikt. Górnik może stać się (zachowując odpowiednie proporcje) polską Borussią Dortmund czy Atletico Madryt, może nawet Barceloną. To co nas łączy, to miłość do futbolu oraz chęć utarcia nosa największemu rywalowi. Legia jest naszym Realem czy Bayernem. Póki co, finansowo nie jesteśmy w stanie z nią rywalizować, ale mamy inne, równie ważne atuty sportowe oraz pozaboiskowe i stać nas by być ich największym koszmarem i rywalem w drodze po mistrzowski tytuł.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here