Connect with us

Wisła Kraków

Marcin Wasilewski w Wiśle Kraków! Ostatni przystanek na drodze legendy

Marcin Wasilewski

37 lat na karku, nieśmiałe oznaki szronu na włosach oraz gablota wypełniona po brzegi trofeami. Walczak, dowcipniś, bożyszcze kibiców Leicester, ikona Anderlechtu Bruksela. Mistrz Anglii, czterokrotny zdobywca mistrzowskiego tytułu ligi belgijskiej, uczestnik Ligi Mistrzów oraz wybitny reprezentant Polski. Wielokrotnie boleśnie doświadczany przez życie, chociaż jak sam mówi – te „kopniaki” były mu potrzebne. Jego dokonaniami można by obdzielić całą Ekstraklasę. Marcin Wasilewski, czyli nowy zawodnik Wisły Kraków.

W piątkowe popołudnie jak grom z jasnego nieba gruchnęła do nas nowina, że Marcin Wasilewski zostanie zawodnikiem Wisły Kraków. Niejeden stukał się w czoło, bo niby po jakiego czorta ta targana od wielu lat problemami finansowymi „Biała Gwiazda” kontraktuje emeryta? Ktoś przy Reymonta ma nierówno pod sufitem? I co w tej sytuacji chcę ugrać Wasielewski, który mógł spokojnie w glorii, zakończyć sportową karierę.

Krakus od urodzenia

„Wasyl” jakoś nigdy nie miał w zwyczaju iść na łatwiznę. To nie w jego stylu. Chłopak wychowany na Nowej Hucie od zawsze charakteryzował się zadziornością, profesjonalnym podejściem do piłki i wolą walki. Dzięki wspomnianej postawie 37-latek rozkochał w sobie niejedną publikę. W Anderlechcie jest traktowany jak legenda; 4 tytuły mistrza Belgii, puchar kraju oraz trzy superpuchary zrobiły swoje.

Jednak jego pobyt w Brukseli to nie tylko seryjnie zdobywane trofea, fanfary czy medale na szyi. Warto przywołać pewną datę. 30 sierpnia, szlagier Jupiler Pro League: mistrz kraju podejmował na własnym stadionie wicemistrza. Do 26. minuty na tablicy wyników widniał wynik 0:0, ale najgorsze dla „Fiołków” miało dopiero nadejść. Gracz Standardu Liege, Axel Witsel zaatakował wyprostowaną nogą kość piszczelową Polaka, za co został ukarany czerwoną kartką. Późniejsze skutki tego faulu były zatrważające. Wasilewski doznał złamania dolnej części trzonów kości piszczelowej i strzałkowej z przemieszczeniem. Diagnoza była dla reprezentanta Polski jak wyrok. Blisko rok bez gry w piłkę. Głosy wsparcia płynęły z całego świata, jednak wiele osób wieszczyło mu zakończenie kariery. Sam zawodnik na przekór wszystkim wierzył, że jest w stanie wrócić do wielkiej. Miał nadzieję, że bolesne doświadczenia zaprocentują w przyszłości:
„Wierzę, że wszystko, co najgorsze mam już za sobą, że powrót do zdrowia to już tylko kwestia czasu. To dla mnie szkoła cierpliwości.” – powiedział w wywiadzie dla PS 26 października 2009 roku.

Wasilewski przyzwyczaił nas, że nie rzuca słów na wiatr, dlatego też w maju 2010 roku ponownie zameldował się na murawie Constant Vanden Stock. Los chciał, że było to ostatnie spotkanie sezonu, w którym to po kolejny tytuł mistrzowski sięgnął Anderlecht.

Zwieńczeniem gorzkiej dla popularnego „Bizona” (jak był nazywany przez kibiców „Fiołków”) batalii okazała się słodka jak miód feta mistrzowska na rynku w Brukseli. Warto dodać, że kilka miesięcy wcześniej, klub w ramach wsparcia, przedłużył umowę z Polakiem do 2013 roku.

Reprezentacja Polski

Wychowanek Hutnika Kraków zadebiutował w reprezentacji Polski 20 listopada 2002 roku przeciwko Danii. Spotkanie zakończyło się porażką „Biało-czerwonych”, a ówczesny piłkarz Śląska Wrocław pojawił się na boisku przy stanie 2:0.

Z biegiem czasu pozycja Wasilewskiego w reprezentacji rosła, by za rządów Leo Beenhakkera osiągnąć swoje apogeum. Holender był zachwycony postawą stopera Anderlechtu, czemu dawał upust w mediach:
„Wasilewski? To mój kluczowy zawodnik. On, Lewandowski i Żewłakow są liderami zespołu. Jego kontuzja bardzo komplikuje nam sprawę. Wierzę jednak, że wróci do pełni sprawności. On jest jak silny Arnold Schwarzenegger, a jak wiadomo, Schwarzenegger zawsze wraca.” – fragment wywiadu z 2009 roku dla goal.com.

Po odejściu Benhakkera kadrę objął Franciszek Smuda. Nowy selekcjoner z początku pomijał kandydaturę Wasilewskiego, ale równocześnie powtarzał, że jeśli ten zacznie grać regularnie to na pewno otrzyma szansę:
„Powołam go, ale wcześniej ktoś z mojego sztabu powinien go zobaczyć w ligowym czy pucharowym meczu. Chcę wiedzieć, jak się zachowuje na boisku, czy faktycznie w żaden sposób nie oszczędza tej wyleczonej nogi. Wasilewski musi pokazać, że jest w stanie naciskać na pozycję Łukasza Piszczka” – fragment wywiadu dla PS z czerwca 2011.

„Wasyl” z dnia na dzień wyglądał coraz bardziej okazale, dlatego też Franciszek Smuda zdecydował się dać mu szansę w meczach towarzyskich przeciwko reprezentacjom Niemiec i Meksyku. Gracz Anderlechtu zagrał na tyle dobrze, że miejsca w podstawowej „11” nie oddał do Mistrzostw Europy.

Turniej organizowany na spółkę przez Polaków i Ukraińców zakończył się kompletną klapą, a winą za niepowodzenie został obarczony Smuda. Jego miejsce na ławce trenerskiej zajął Waldemar Fornalik. Nowy selekcjoner z marszu zaufał stoperowi „Fiołków”, czemu dał manifest w październiku 2012 roku, kiedy to pod nieobecność Kuby Błaszczykowskiego mianował Marcina Wasilewskiego kapitanem. Tak skomentował całą sytuację w mediach:
„Kapitanem został mianowany Marcin Wasilewski. Nie ma w tym wypadku znaczenia, czy to był wybór mój, czy drużyny. Mamy ustalone pewne schematy, kto przejmuje opaskę i tego się trzymamy. Oby w następnych meczach wrócił do nas Kuba i wtedy nie będzie więcej takiego kłopotu.”

Kadra Fornalika z meczu na mecz wyglądała coraz gorzej, a jednym z kozłów ofiarnych stał się Wasilewski, którego pozycja w reprezentacji była coraz bardziej chwiejna. Swoje ostatnie – 60. spotkanie z „orzełkiem na piersi”, „Bizon” rozegrał 26 marca 2013 roku przeciwko reprezentacji San Marino.

Transfer do Anglii okraszony mistrzostwem

Wasilewski długo pozostawał bez klubu. Gros osób po cichu liczyło na jego powrót do Ekstraklasy, ale sam zainteresowany chciał spełnić jeszcze jedno zawodowe marzenie: grę w Anglii. Wasilewski przyzwyczaił nas do tego, że jak się zaweźmie, to nie odpuszcza i we wrześniu 2013 podpisał roczny kontrakt z aspirującym do gry w Premier League Leicester City. Batalia o najwyższą klasę rozgrywkową zakończyła się sukcesem, a Polak miał w tym swój spory udział.

Kolejny sezon „Lisów” w Premier League przeminął pod znakiem walki morderczej walki o utrzymanie zakończonej sukcesem. Natomiast złotymi zgłoskami w historii występów Polaków na wyspach zapisał się Wasilewski, który przełamał 22-letni impas bez bramki Polaka w lidze angielskiej i trafił do siatki w spotkaniu przeciwko Manchesterowi United.

Przed następną batalią na ławce trenerskiej Leicester doszło do zmiany trenera. Odpowiedzialnego za awans „Lisów” do najwyższej klasy rozgrywkowej Nigela Pearsona zastąpił Claudio Ranieri.

W drużynie prowadzonej przez Włocha Wasilewski pełnił raczej rolę mentora, a na murawie pojawiał się od święta. Mimo sporadycznej gry, Ranieri bardzo cenił sobie umiejętności Polaka i na każdym kroku podkreślał jego przydatność do zespołu. Doszło nawet do tego, że po mistrzowskim sezonie sam wybrał się do włodarzy klubu, by poprosić ich o nową umowę dla „Wasyla”:
„On jest sercem tego zespołu, musiałem go mieć w składzie na kolejny sezon! Kocham „Wasa”. Po sezonie poszedłem do działaczy i poprosiłem, aby zaproponowali mu nową umowę. Powiedziałem, że muszę go mieć w drużynie, bo on jest sercem i duszą Leicester. Kiedy powiedziałem mu, że głównie będzie siedział na ławce, przyjął to ze zrozumieniem, po czym na kolejnych treningach pokazywał niesamowitą determinację i zaangażowanie. Pomyślałem sobie – coż za charakter. To jest mój człowiek!” – skwitował Ranieri (tłumaczenie z se.pl).

Ostatni przystanek

Po zwolnieniu Włocha z posady trenera „Lisów”, pozycja Wasilewskiego mocno osłabła, a i dziadek czas nie był jego sprzymierzeńcem, dlatego władze Leicester nie zdecydowały się na przedłużenie umowy z Polakiem. Bogatszy o doświadczenie i worek medali, 37-latek osiedlił się na stałe w Krakowie czekając na potencjalne oferty. Jeszcze w sierpniu wydawało się, że „Wasyl” ponownie trafi do Anderlechtu, ale ostatecznie do parafowania umowy nie doszło i zawodnik do dziś pozostawał bez klubu. Rękę do swojego krajana wyciągnęła Wisła, która w obliczu kontuzji Frana Veleza i Ivana Gonzaleza pozostała bez alternatywy na środku obrony.

Transfer Wasilewskiego do Wisły to gra jak all in w partii pokera. Wasilewski w wieku 37 lat rzuca na szalę cały swój dorobek na rzecz walki o ostatni brakujący diament w majętnie przyozdobionej koronie, jakim jest tytuł mistrza Polski. Władze klubu z ulicy Reymonta dają mu na to dwa lata (kontrakt skonstruowany 1+1). Wasilewski przyzwyczaił nas do ryzyka, czy i tym razem okaże się ono opłacalne? Czy nie lepiej byłoby udać się na emeryturę? Ten kto tak twierdzi, nie zna Marcina Wasilewskiego!

1 Comment

1 Comment

  1. Avatar

    Konrad

    18 listopada at 21:14

    Sam tekst dobry, ale jest parę błędów, jak np. „nie jeden”, czy „Rannieri”.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Wisła Kraków