Obserwuj nas

Rozgrywki

Podsumowanie 24. kolejki Lotto Ekstraklasy

24. kolejka Lotto Ekstraklasy zapewniła Jagiellonii Białystok pozycję lidera. Mogliśmy podziwiać 12 goli – co po ostatnich gradobiciach bramkowych nie jest satysfakcjonującym rezultatem. Zimowa aura nie sprzyjała rozgrywką i nie zachęciła kibiców do tłumnego zjawienia się na trybunach.

Zagłębie Lubin 0 – 0 Arka Gdynia

Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, ale Można odnieść wrażenie, że niestety żadna z drużyn nie dążyła do zdobycia kompletu punktów. Już na początku spotkania najlepszej okazji meczu nie wykorzystał Filip Starzyński. W 12 minucie gra mogła potoczyć się zupełnie inaczej po golu Lubomira Guldana. Na nieszczęście gospodarzy po weryfikacji VAR sędzia uznał, że dogrywający piłkę Saša Balić znalazł się na pozycji spalonej. Można śmiało stwierdzić, że była to jedyna, chyba najbardziej emocjonująca i VARta uwagi sytuacja. Ewidentnie w tym meczu nietrafne okazało się stwierdzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

Jagiellonia Białystok 4 – 1 Lechia Gdańsk

Po bardzo dobrym występie „pszczółkom” udało usiąść na fotelu lidera, a tym samym zapewnić Lechii coraz to gorsze położenie. Już od pierwszych minut spotkania obydwa zespoły narzuciły szybkie tempo gry. Początkowo lepiej prezentowała się Jagiellonia, ale ku zdziwieniu wszystkich z pierwszej bramki cieszyli się lechiści po fenomenalnej główce Marco Paixão. Uśmiech na twarzach gości nie trwał zbyt długo, bo już po chwili dzięki trafieniu Piotra Wlazło mecz zaczął się od nowa. Ta sytuacja była zwiastunem klęski gdańszczan. Po stracie kolejnych goli z podopiecznych trenera Adama Owena zupełnie zeszło powietrze. Patrząc na ostatnie dwa spotkania Lechii- horyzont grupy mistrzowskiej coraz bardziej się oddala.

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1 – 0 Sandecja Nowy Sącz

Na to spotkanie oczekiwała cała Polska, lecz mecz o 6 punktów okazał się smutnym rozczarowaniem. Przez całe rozgrywkę z dwojga złego lepiej prezentowały się „Słonie”, chociaż pierwszy celny i dobry strzał wykonał Aleksandyr Kolew. Momentami gra przypominała podwórkową kopaninę i gołym okiem było widać, że obydwie drużyny walczą „tylko” o utrzymanie. Jednak dzięki samobójczemu trafieniu Adriana Basty zawodnicy Niecieczy cieszyli się z kompletu punktów. Dodatkowo warto nadmienić, że było to pięćsetne trafienie w sezonie 2017/2018 w Lotto Ekstraklasie.

Pogoń Szczecin 2 – 1 Wisła Płock

Pogoń przerwała serię sześciu meczów bez porażki Wisły Płock. Zwycięstwo jest zasłużone, bo to szczecinianie przeważali przez większość spotkania stwarzając sobie wiele sytuacji podbramkowych. Sama rywalizacja nie była dosyć widowiskowa, bo w pewnych momentach w grę wkradało się dużo chaosu i przypadkowości. Mimo wszystko oglądać mogliśmy trzy trafienia do siatki, a o jedną bramkę skuteczniejsza okazali się Portowcy. Decydującego gola strzelił w 69-ej minucie Morten Rasmussen dla którego było to pierwsze trafienie w Lotto Ekstraklasie.

Cracovia 0 – 0 Legia Warszawa

Pasom udało się zastopować Legię i na obecną chwilę pozbawić ją tytułu lidera. Mimo, że mecz zakończył się bezbramkowym remisem to w trakcie pojedynku nie brakowało sytuacji dzięki którym mogły paść gole. Na samym początku spotkania znakomitą okazję zmarnował Kasper Hämäläinen, po którego strzale piłka przeleciała kilka centymetrów od słupka. Po raz kolejny bardzo dobrze spisał się Arkadiusz Malarz, który swoją postawą sprawił, że Cracovia nie powiększyła swojego dorobku bramkowego podczas dotychczasowych rozgrywek. W meczu działo się sporo, co jakiś czas gospodarze przyprawiali o palpitacje serca warszawskich kibiców. Michał Probierz z pewnością jest zadowolony z tego rezultatu, oraz z postawy swoich podopiecznych, ponieważ Cracovii nie brakowało determinacji w walce o trzy punkty. Chociaż obiektywnie trzeba stwierdzić, że obydwu zespołom bramki należały się jak psu buda.

Piast Gliwice 0 – 0 Wisła Kraków

Ten mecz to był kolejny bezbramkowy remis w tej kolejce, lecz podobnie jak w spotkaniu Cracovia – Legia było kilka ciekawych sytuacji podbramkowych. Z pewnością na wyróżnienie zasługuje akcja z 56-tej minuty, kiedy Jesús Imaz po bardzo ładnym podaniu Rafała Boguskiego ominął bramkarza gliwiczan i skierował piłkę w stronę pustej bramki, ale na nieszczęście krakowian po rewelacyjnym wślizgu piłkę wybił obrońca Piasta- Jakub Czerwiński. Kilka minut później stuprocentową okazję zmarnował Mateusz Szczepaniak, który mając kilka metrów do bramki skierował futbolówkę wysoko nad poprzeczką. Do kontrowersyjnej sytuacji doszło pod koniec meczu, kiedy Michal Papadopulos znalazł się sam na sam z goalkeeperem gliwickiego klubu po znakomitym podaniu kolegi z zespołu. W oddaniu strzału przeszkodził Zoran Arsenić, który faulował rywala przed polem karnym za co został ukarany czerwoną kartką. Z pewnością ta akcja będzie nie raz pokazywana podczas podsumowań kolejki, bo po obejrzeniu powtórki można odnieść wrażenie, że czeski napastnik zaliczył klasyczne „padolino” licząc na łaskę sędziego. Przed ostatnim gwizdkiem arbitra piłkarze Piasta nie wykorzystali dodatkowo rzutu wolnego po czym już nic więcej ciekawego się nie wydarzyło, zaś kibice mogli udać się do domu na zasłużoną gorącą herbatę.

Śląsk Wrocław 1 – 1 Górnik Zabrze

Mecz we Wrocławiu był pierwszym po objęciu stanowiska trenera przez nowego – starego szkoleniowca Tadeusza Pawłowskiego. Kibice WKS-u liczyli, że ich pupile zdobędą wreszcie komplet punktów, lecz po raz kolejny musieli obejść się smakiem, bo to zabrzanie dominowali przez większość spotkania stwarzając sobie więcej dogodnych sytuacji. Już w siódmej minucie Michał Koj wykorzystał znakomite dogranie Igora Angulo kierując piłkę do bramki. Początkowo sędzia gola nie uznał, lecz po weryfikacji przez system VAR ostatecznie trafienie zostało zaliczone, a goście mogli się cieszyć z objęcia prowadzenia. Przed przerwą doszło jeszcze do kilku korzystnych sytuacji, które stworzyli sobie piłkarze z Zabrza, ale Damian Kądzior, Igor Angulo czy Mateusz Wieteska nie potrafili ich wykorzystać, więc ostatecznie po czterdziestu pięciu minutach goście schodzili z jednobramkową przewagą. W 65-tej minucie znakomite dośrodkowanie Sito Riery wykorzystał snajper wrocławian Arkadiusz Piech, który główkując pokonał bramkarza rywali. Do końca meczu emocji nie brakowało, bo zabrzanie za wszelką cenę chcieli ze stolicy dolnego śląska wywieźć trzy oczka i zdeterminowani atakowali bramkę Jakuba Słowika. Bramkarz Śląska ostatecznie stał się bohaterem meczu, gdyż w 86-tej minucie obronił rzut karny, wykonany przez Igora Angulo. Tym samym Hiszpan zmarnował rewelacyjną okazję, żeby strzelić swoją dwudziestą bramkę w Lotto Ekstraklasie. Kibice Górnika mogą czuć się zawiedzeni, bo trzy punkty były naprawdę blisko.

Korona Kielce 1 – 0 Lech Poznań

Goście nadal utrzymują swoją czarną serię porażek wyjazdowych, bo już od dziesięciu spotkań nie potrafią wywieźć z terenu rywala kompletu punktów. Od początku spotkania to kielczanie rozdawali karty i zespół z Poznania mógł się tylko bronić co na początku nie wychodziło najgorzej. Jasmin Burić po raz pierwszy interweniował w 3 minucie i uchronił swoją drużynę przed stratą gola po pięknym uderzeniu Jacka Kiełba. W dalszej części mecz się wyrównał, a zawodnikom ciężko było stworzyć dogodne sytuacje. Czym bliżej było do końca pierwszej połowy tym bardziej gospodarze nabierali wiatru w żagle. Niestety w 36 minucie idealnej sytuacji nie wykorzystał Oliver Petrak, a niewiele później bramkarz lechitów z powodzeniem zatrzymał strzał Łukasza Kosakiewicza. Piętnastominutowa chwila oddechu niewiele wniosła dla widowiska. Zrobiło się bardzo przeciętnie, a drużyny zapomniały po co w ogóle wróciły na boisko. Dopiero w 69 minucie kibice doczekali się pierwszego i jedynego gola w tym spotkaniu. Pewnie, zza linii jedenastego metra przyłożył Goran Cvijanović, a piłka rykoszetem odbiła się od Roberta Gumnego i przedostała się do fortecy strzeżonej przez Bośniaka. W doliczonym czasie gry kibice „Kolejorza” ujrzeli jeszcze światełko w tunelu. Sędzia podyktował rzut karny, po faulu na Christianie Gytkjaerze. Sam „zainteresowany” podszedł do jego wykonania i na nieszczęście poznaniaków przygasił ostatnią iskierkę nadziei.

@Alkowski1991LEGIA WARSZAWA⚽️ Studentka wychowania fizycznego‍♀️Gracz

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Rozgrywki