Obserwuj nas

Korona Kielce

Zamrożone (stracone) punkty

krajowy hegemon wisła kraków stadion murawa

Zastanawiałem się czy warto wybrać się w ten mroźny wieczór na R22? Zadecydowało wiślackie serce i przede wszystkim charakter, który lubi wyzwania.

My się zimy nie boimy…

Wbrew pozorom nie było tak zimno jak można było się spodziewać, ale pewno wpływ na to miały emocje. Jadąc razem ze znajomymi byliśmy pewni, że nie będzie to łatwy i przyjemny mecz, ponieważ Korona Kielce ostatnio jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem dla naszej Wisełki. Jesteśmy na R22. Drobne zakupy, darmowa herbata od Wisły i wchodzimy na zmrożone trybuny z wiarą w zwycięstwo.

Niewykorzystane okazje

W 7. minucie idealną okazję żeby wyprowadzić Wisłę na prowadzenie miał Imaz, ale okrutnie przestrzelił nad poprzeczką. Gdyby w 13. minucie po akcji Bogusia i Cywki Carlitos zdobył bramkę, byłaby to akcja całej kolejki. Wtedy nadeszła 19. minuta i 6. sekunda. Wszystkie barwy poszły w górę, stadion śpiewa, ale to żółto-czerwoni strzelają bramkę. Złość ogromna i podwójna. Trudno. Stało się, ale trzeba walczyć dalej. Zabrakło szczęścia też w 24. minucie, gdy „scyzoryki” mogły zdobyć samobójczego gola. Kiedy Dejmek sfaulował w polu karnym Boguskiego i sędzia wskazał na wapno, pomyślałem, że teraz ich mamy. Do karnego podszedł Carlitos, a to musi być pewna bramka. Niestety dla ponad 4 tysięcy kibiców na stadionie, bramkarz wyczuł intencje naszego najlepszego strzelca i obronił jego strzał.

Nadzieja umiera ostatnia

Mimo wielkiego zawodu, Wisła napierała dalej i po akcji dwóch naszych Hiszpanów (moim zdaniem obecnie w najlepszej formie) Pola Lloncha i Jesusa Imaza ten drugi posłał piłkę między nogami obrońcy i bramkarza Korony do bramki. Cały stadion się cieszy, a spiker krzyczy „co się odwlecze to nie…” Znów pojawiła się myśl „teraz to już ich mamy”, a jednak niedużo brakło, a mogliśmy schodzić na przerwę przegrywając. Tym razem Cuesta spisał się lepiej niż przy straconym golu. Na przerwie idziemy na herbatę. Kolejka ogromna. Nawet większa niż po browarka, ale cóż… przy R22 w taką pogodę każdy woli jednak coś gorącego.

Zamrożony mózg Diawa

Wisła zaczęła druga polowe od ataków. W 51. minucie Bartkowski, a w 65. minucie Boguski mogli dać Wiśle prowadzenie, ale znów zabrakło skuteczności i szczęścia. W 70. minucie ciemnoskóry obrońca Korony powinien brać już prysznic, ale sędzia Lasyk znów się nie popisał. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz w tym meczu. W 75. minucie znów sprawdziło się powiedzenie, co się odwlecze to… gdy obrońcy „Koroniarzy” zamarzły styki w mózgu i stwierdził, że skoro jest śnieg to też i przejedzie się na sankach, które zawiozły go już z czerwoną kartką do szatni.

Stracone punkty

Znów nie popisali się sędziowie, którzy odgwizdali spalonego Palcica, którego zwyczajnie nie było. Potem dwóch sytuacji nie wykorzystał Carlitos. Pierwszą obronił bramkarz, a w kolejnej piłka trafiła w poprzeczkę. W samej końcówce mieliśmy jeszcze szansę z rzutu wolnego, ale Carlitos trafił w głowę zawodnika w murze i stało się faktem, że niestety straciliśmy 2 punkty.

Trochę późno, moim zdaniem, trener zdecydował się na zmiany. Trzeba było wcześniej i bardziej ofensywnie, ale teraz już nie ma co gdybać. Cieszy powrót Veleza, ale najbardziej brakuje mi Ivana Gonzaleza, który potrafił rozegrać piłkę od tyłu. Zobaczymy jak będzie z Jagą, gdy wróci Zoran i Kamil, a gotowy ma być też Petar Brlek. Pozostaje wiara, że będzie z meczu na mecz coraz lepiej, a do formy wrócą ci, którzy ostatnio gdzieś ją zgubili.

Tego życzę sobie i wam, drodzy kibice. #CAŁAWISŁAZAWSZERAZEM

Moja Miłość do Wisły Nie Zna Granic.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Korona Kielce