Obserwuj nas

Retro

#RetroEsa 2 – ŁKS i niezapomniane lata 90.

Lata 90. to chyba najlepiej wspominany okres przez sympatyków ŁKS. Ich drużyna po wielu sezonach, które kończyła na miejscach w środku tabeli, wreszcie zaczęła się piąć w górę. Podczas ostatniej dekady XX w. drużyna z Łodzi zajęła trzecie miejsce w lidze (wicemistrzostwo zostało jej wtedy odebrane decyzją PZPN), brała udział w finale Pucharu Polski, zdobyła drugi tytuł mistrza Polski, a na koniec grała w Europie z zespołami pokroju FC Porto, Manchesteru United czy AS Monaco. Swoimi wspomnieniami z tamtych czasów podzielił się kibic ŁKS – Pan Paweł Lewandowski.

*O historii powstania ŁKS pisaliśmy TUTAJ. Na temat drużyny złożonej m.in. z Tomaszewskiego i Terleckiego może przeczytać TUTAJ.

Derby o szczególnym charakterze i najwyższy transfer

Pod koniec sezonu 1989/90 Widzew bił się o utrzymanie w ówczesnej I lidze, przez co każde zwycięstwo było dla niego na wagę złota. Nie dziwi więc, że wiosenne derby na stadionie ŁKS były szczególne. Gospodarze wygrali wtedy 1:0, przez co sytuacja rywala zza miedzy jeszcze bardziej się pogorszyła. Zwycięskiego gola zdobył Jacek Ziober, który wkrótce potem przeniósł się do Montpellier za rekordową kwotę 1.810.000 dolarów. Poprzedni rekord należał do… byłego zawodnika Widzewa – Zbigniewa Bońka, za którego Juventus zapłacił dziesięć tysięcy mniej.

„Ciężary” Tomasza Wieszczyckiego

Wielu sportowców po zakończeniu kariery ma poczucie niespełnienia. Podobne odczucia mogły towarzyszyć byłemu napastnikowi m.in. ŁKS – Tomasz Wieszczyckiemu. Popularny „Wieszczu” był o krok od dołączenia do „Klubu 100”. Warunkiem koniecznym dla piłkarza, który chce dołączyć do tego grona jest strzelenie na boiskach pierwszej ligi (dzisiejszej Ekstraklasy) przynajmniej stu goli. Wieszczycki oficjalnie zdobył ich 99…

Kiedy Tomasz Wieszczycki grał w ŁKS, klub był w finansowym dołku i spóźniał się z wypłacaniem wynagrodzenia. Nic dziwnego, że piłkarze nie mogli sobie pozwalać na nie wiadomo jakie luksusy. Dlatego napastnik łodzian na spotkanie z szefostwem klubu wybrał się… rowerem. Oczywiście w celu minimalizacji kosztów przejazdu.

Sam zainteresowany całą sprawę komentuje tak:

https://twitter.com/Twieszczu/status/973504190055178241

Zremisowane (?) derby Łodzi

Pod koniec sierpnia 1992r. ŁKS podejmował na swoim stadionie rywala zza miedzy. Mecz zakończył się wysokim remisem 3:3. Rezultat mógł być jeszcze bardziej okazały, ponieważ w ostatnich minutach spotkania Dariusz Podolski był bliski uszczęśliwienia swoich kibiców, lecz piłka po jego strzale trafiła tylko w poprzeczkę. Zawodnicy ŁKS mogli mówić o sporym pechu, ponieważ poprzeczka bramki na którą strzelali w drugiej połowie była umieszczona na niższej wysokości niż powinna. Podczas prac nad murawą pożałowano ziemi i podsypano jej za mało pod bramkę.

Pyrrusowe zwycięstwo

W sezonie 1992/93 łodzianie zajęli ostatecznie trzecie miejsce w tabeli, które uprawniało ich do walki w europejskich pucharach. ŁKS jednak w nich nie wystąpił z powodu wykluczenia przez UEFA. Było to pokłosie kary nałożonej przez PZPN na łódzki klub i Legię, które w ostatniej kolejce walcząc między sobą o tytuł zdemolowały swoich przeciwników. ŁKS wygrał z Olimpią Poznań aż 7:1 (wtedy w Olimpii wystawiono juniorów), a Legia na krakowskim boisku w dość „osobliwym” meczu pokonała Wisłę Kraków 6:0. Wtedy puchar jechał do Warszawy, a w Łodzi świętowano wicemistrzostwo. Wyniki obu spotkań wkrótce anulowano, przez co Legia spadła na drugie, a ŁKS na trzecie miejsce w tabeli. Na mistrza koronowano zaś Lecha Poznań.

Całą sprawę komentuje Pan Paweł: – PZPN – tam wszystko można. Każdy wiedział, że będzie cyrk i bitwa kto strzeli więcej. Ale dlaczego w europejskich pucharach zagrał Lech Poznań? To majstersztyk 😊 Powracając do Olimpii Poznań: kto im bronił wystawić juniorów?!

Przegrany Puchar Polski i walka w Europie

Zakończenia sezonu 1993/94 ŁKS także nie może zaliczyć do w pełni udanych. W ligowej tabeli uplasował się tuż poza podium, a w finale Pucharu Polski przegrał z ówczesnym mistrzem – Legią Warszawa 0:2.

Na pytanie o wspomnienia z tego meczu Pan Paweł krótko odpowiada: – Fajny wyjazd, wszyscy mieli chorągiewki, czapeczki, dobry doping. Legia była lepsza, trudno.

Nagrodą pocieszenia – i wcale nie taką małą – było miejsce w następnej edycji Pucharu Zdobywców Pucharów. W 1/16 łódzki klub trafił na silne FC Porto, z którym przegrał oba mecze: 0:2 i 0:1. Pierwszy z nich był rozgrywany w na stadionie Portugalczyków. Do 72. minuty na tablicy wyników wciąż widniało 0:0. Worek z bramkami otworzył Domingos, który z kilku metrów wpakował piłkę do bramki. Pięć minut później piłkarzy ŁKS dobił Rui Barros. „Smoki” jechały do Łodzi jak po swoje.

W rewanżu, mimo że czasami piłkarzom ŁKS udawało podjąć rękawice, skuteczni do bólu Portugalczycy odbierali im jakąkolwiek nadzieję na awans. Jedyny gol w tym spotkaniu padł po dosyć niefortunnym zachowaniu obrońców gospodarzy.

Czy dało się wtedy wygrać z Porto? Jak sądzi Pan Paweł: – Wyniki sugerują, że tak, ale to była różnica klas. Oba mecze toczyły się pod dyktando drużyny portugalskiej. Przy dobrych wiatrach mecz rewanżowy w Łodzi był do zremisowania.

Nowe porządki w ŁKS

Na czas rozgrywania dwumeczu z Porto przypadło rozpoczęcie rządów w klubie przez właściciela Centrum Handlowego w Rzgowie – Antoniego Ptaka. Objęcie sterów przez biznesmena było jak podanie gotówkowej kroplówki zasłużonemu klubowi. Nowy właściciel posiadał jednak pewną wadę. Było nią uwielbienie do brazylijskich piłkarzy. Wychodził on chyba z założenia, że każdy Brazylijczyk umie grać w piłkę, przez co sprowadzał ich do Łodzi. Kiedy rządził w ŁKS stworzył nawet w Piotrkowie ośrodek szkoleniowy dla reprezentantów ojczyzny Pele. Nazwanie większości z nich piłkarzami byłoby obraźliwie dla pozostałych zawodników. Choć były też wyjątki, np. obrońca Batata zagrał w ówczesnej I lidze w ponad stu meczach.

W tamtych latach ŁKS nie mógł jednak liczyć na wsparcie miasta: – ŁKS to w ówczesnym czasie piąte koło u wozu magistratu. Klub utrzymywał się z giełdy sobotnio-niedzielnej i to wszystkie sekcje. Gwoździem do trumny była budowa Atlas areny. Zaorano boiska, pozostawiono klub bez dochodów… – opowiada Pan Paweł.

Wypadek Sagana

Wiosną roku 1998r. ŁKS był jednym z kandydatów do tytułu mistrza Polski. Na kibiców drużyny padł blady strach, gdy jeden z podstawowych zawodników – Marek Saganowski mocno ucierpiał w wypadku motocyklowym. Zawodnik wracał z meczu grającej w III lidze Piotrcovii, w której grał jego brat – Bogusław, późniejszy kapitan polskiej kadry w beach soccerze. Młody Sagan „zaparkował” swoją Hondę w Mercedesie. We wspominanym zdarzeniu piłkarz odniósł tak groźne obrażenia m.in. złamania kości łokciowej i strzałkowej i zerwanie więzadeł w kolanie, że wróżono mu zakończenie kariery, a nie miał jeszcze 20 lat. W jednej chwili marzenia o mistrzostwie mogły prysnąć…

Mistrz zostaje w Łodzi

Niegdyś Leszek Jezierski prowadzący Widzew po przegranych derbach dla ŁKS pocieszał jego kibiców słowami: „Nie martwcie się, punkty zostały w Łodzi”. Nikt chyba nie podejrzewał, że po nieco ponad 20 latach kibice ŁKS będą mogli w stronę rywali zza miedzy powiedzieć: „Nie martwcie się, tytuł mistrza Polski został w Łodzi”. W 1998 r. ŁKS po raz drugi w historii mógł świętować mistrzostwo rok po tym, jak zdobył je największy rywal – Widzew.

Źródło: 90minut.pl

– Antoni Ptak sam był zaskoczony mistrzostwem. Wtedy wystarczyło regularnie i sumiennie płacić zawodnikom. Z sezonu zapamiętałem ostatni zwycięski mistrzowski mecz w Ostrowcu Świętokrzyskim. Spotkałem tam kolegów, których nie widziałem z 15 lat. Feta po trasie z piłkarzami i hali sportowej po przyjeździe do Łodzi…- wspomina Pan Paweł.

ŁKS gra w Europie 

Pierwsze miejsce w tabeli na koniec sezonu umożliwiało piłkarzom ŁKS udział w eliminacjach Ligi Mistrzów. Pierwszym przeciwnikiem okazał się mistrz Azerbejdżanu – Kapaz Gandża. ŁKS wygrał w dwumeczu z Azerami aż 7:2, mimo że w rewanżu nie mógł liczyć na odpowiednie przyjęcie, także poza boiskiem. W hotelu, w którym przebywali mistrzowie Polski panowały iście spartańskie warunki. Toaletom pożałowano sedesów, a pościel kleiła się od brudu. ŁKS od wstąpienia do raju dzielił jeszcze tylko i aż jeden dwumecz. Padło na Manchester United – jednego z najbardziej utytułowanych angielskich zespołów, który w składzie posiadał wiele młodych gwiazd takich jak Beckham czy Scholes, a na ławce trenerskiej siedział – wówczas jeszcze na dorobku – Alex Ferguson.

Pierwszy mecz rozgrywano na Old Trafford. – W życiu nigdy nie żałowałem niczego. Ale tego, że nie byłem na Old Trafford nie mogę odżałować i to mnie będzie męczyć do końca życia. Rewanż oczywiście obejrzałem live, ale ten pierwszy pojedynek… – opowiada Pan Paweł.

Łodzianie od początku nie mieli łatwego zadania, odpierając co rusz ataki gospodarzy. W 16 minucie Gary Neville popisał się celnym dośrodkowaniem na kilkadziesiąt metrów skierowanym do Scholesa. Ten zagrał do Giggsa, ograł Bendowskiego i strzelił nie do obrony. Bogusław Wyparło po kilku udanych interwencjach tym razem musiał wyciągać piłkę z siatki. Do przerwy wynik się nie zmienił. Była to również zasługa świetniej gry piłkarza ŁKS – Grzegorza Krysiaka. Wynik uległ zmianie dopiero w 80. minucie, gdy po wielu zmarnowanych okazjach w końcu udało się trafić Cole’owi.

Rewanż zakończył się – niedającym łodzianom awansu – bezbramkowym remisem. – Mecz mógł być zwycięski. Cóż powiedzieć… Beckhama, Giggsa, Schmeichela oglądało się tylko w tv. Wspaniałe wydarzenie, niezapomniane – dodaje kibic „Rycerzy Wiosny”.

Po przegranej z późniejszym triumfatorem Ligi Mistrzów, ŁKS musiał zadowolić się Pucharem UEFA, w którym trafił na AS Monaco. Jego barwy reprezentował wtedy m.in. David Trezeguet. W pierwszym meczu na stadionie ŁKS padł wynik 1:3.

Miejscowi kibice nie mogli przyjść na mecz z powodu niedogodnej pory jego rozgrywania. – Mecz przy pustych trybunach bodajże o 13.15. Obowiązki pracownicze miałem wtedy luzackie, więc nie było wtedy kłopotu z obejrzeniem meczu 😊 Niezapomniana bramka Piotra Matysa (piętą – przyp. red.), a bramki Monaco wtedy bronił jeden z najlepszych bramkarzy świata – Barthez – wspomina Pan Paweł. W rewanżu nie udało się odrobić strat. W drugim spotkaniu obyło się bez bramek.

Po zdobytym mistrzostwie ŁKS z roku na rok osuwał się w ligowej tabeli, aż w sezonie 1999/200 spadł do II ligi. Ostatnim razem „Rycerze Wiosny” grali na zapleczu I ligi 30 lat wcześniej. Z tonącego okrętu odeszli zawodnicy, którzy stanowili wcześniej o jego sile m.in. Marek Saganowski czy Łukasz Madej. Nie tego spodziewano się po drużynie, którą jeszcze przez lata będą dręczyć problemy.

Opracował: Patryk Kapa

Źródła:

Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Retro