Obserwuj nas

Felietony

Zerwane kariery | Marek Citko

Marek Citko
Kariera stała przed nimi otworem, a przynajmniej tak by się wydawało. Kontuzje, kontuzje kontuzje… koszmar wszystkich sportowców. Jednym udaje się omijać je szerokim łukiem, inni toczą z nimi bój miesiącami, a nawet latami, a dla niektórych na zawsze przekreśla szansę na wielki sukces.

Postanowiłam przedstawić obraz kilku (z wielu) piłkarzy, którym los pokrzyżował plany i zamiast spędzić większość czasu na murawie „reperowali” się w klinikach. Niestety po kontuzjach nie byli w stanie wrócić do dawnej dyspozycji, a szkoda, bo mieli spore szanse na zrobienie kariery. Zapraszam na cykl „Zerwane kariery”, dziś bohaterem felietonu jest Marek Citko.

Marek Citko

Bohater bez peleryny lat 90. Swoją przygodę z piłką nożną rozpoczął w rodzinnym mieście, w szeregach Włókniarza Białystok. Już jako młody chłopak przeniósł się do Jagiellonii Białystok pod skrzydła Ryszarda Karalusa. Zawodnik bardzo dobrze zaadaptował się w nowej drużynie i od początku w jego pracy z piłka można było zauważyć wiele pozytywów. Nawet koledzy z innych, rywalizujących z nim zespołów dostrzegali u niego wielki talent. Jak to z młodymi „talentami” bywa, rozchodzą się jak świeże bułeczki. Citko wraz z kilkoma kolegami przechodził testy medyczne w Stomilu, ale niestety finalizacja kontraktu nie nastąpiła, ponieważ najzwyczajniej w świecie zabrakło pieniędzy. Zamiast do Olsztyna, piłkarz wyjechał na wycieczkę do Łodzi. Szkoleniowiec Franciszek Smuda obserwował przez pewien czas młodego zawodnika i zapragnął go w swoim zespole. Obydwaj Panowie szybko znaleźli wspólny język, a piłkarz z Podlasia stał się jednym z potężnych fundamentów Widzewa.

***

W sezonie 1995/1996 wraz ze swoją drużyną cieszył się z pierwszego tytułu mistrza Polski, a w sezonie 1996/1997 przyczynił się do wywalczenia awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów. W ostatniej rundzie eliminacji łódzki klub zmierzył się z Broendby Kopenhaga. Przed własnymi kibicami, drużyna Smudy wygrała 2:1. Niestety w Kopenhadze marzenia o awansie zaczęły pękać jak mydlane bańki, ponieważ gospodarze wygrywali już 2:0. O tym co się stało w drugiej połowie raczej nie trzeba się bardzo rozpisywać. Część osób widziała, część osób słyszała, a kolejni na pewno czytali. Pomimo tego, że piłkarze przegrywali już 3:0, to nie poddawali się do końca i pokazali swój silny charakter. Można by rzec, że Citko był prekursorem tego co się wydarzyło. W 56 minucie umieścił piłkę w siatce i dał nadzieję całemu zespołowi. W końcówce meczu gola zdobył Paweł Wojtala i pomimo przegranego meczu, Widzew okazał się wygrany.

***

Debiut w Lidze Mistrzów dla piłkarza był bardzo dobry, zaliczył swoje pierwsze trafienie w Dortmundzie z Borussią. Niestety dla ówczesnych mistrzów Polski mecz zakończył się porażką. Kolejnym występem popisał się we wrześniu 1996r, gdzie z drużyną podejmował Atletico Madryt. Pomimo tego, że mecz zakończył się wynikiem 1:4, to trafienie Citko było najbardziej rozpamiętywane. Albowiem zobaczył on wysuniętego bramkarza i niemal z połowy boiska przelobował go z powodzeniem. Koniec, końców Widzew zajął 3 miejsce i nie udało się wywalczyć awansu, co nie zmienia faktu, że zagrali oni świetną piłkę.

Kolejnym, wielkim krokiem był dla piłkarza występ w Reprezentacji Polski. Początki bywały ciężkie, bo już w pierwszym meczu Polacy w składzie z Markiem Citko przegrali z Japonią aż 5:0. Jednak z meczu na mecz zdobywał on coraz większe uznanie w oczach Piechniczka, a sam selekcjoner twierdził, że jeżeli już zgra się z drużyną to na pewno wniesie w nią wiele dobrego. I wcale się nie mylił, nie trzeba było długo czekać aby mógł przeżyć swoje najpiękniejsze chwile w kadrze.

***

9 października 1996r- Wembley, Nasze Orły mierzyły się wtedy z Anglią w ramach eliminacji Mistrzostw Świata. 23 lata- właśnie tyle Polacy nie strzelili tam gola. Można uznać, że było to dla Citko pewne wyzwanie, tym bardziej, że angielscy dziennikarze nie szczędzili sobie względem Biało-Czerwonych prześmiewczych komentarzy. W 7 minucie Citko trafia do bramki i właśnie w tym momencie twierdza zostaje zdobyta. Szydercze uśmieszki w jednym momencie poznikały z twarzy anglików. 26 minuta spotkania i gospodarze budzą się z letargu, a piłkę po raz pierwszy z siatki wyciąga Andrzej Woźniak. Niewiele trzeba było czekać, bo przez końcem pierwszej połowy sytuacja się powtarza. Tym samym wynik spotkania zostaje ustalony.

 

Kolejny przegrany mecz, a mimo wszystko Citko pozostaje niezwyciężony i odbiera nagrodę Sportowca Roku 1996, „pokonując” w pojedynku nawet złotych medalistów olimpijskich z Atlanty. Ta jedna bramka przyniosła mu chyba największą sławę. No i się zaczęło… wywiady, gazety, autografy. Tysiące listów, ofert matrymonialnych i propozycji współpracy od zagranicznych klubów min. Interu Mediolan, Milanu, Arsenalu Londyn i Bayeru Leverkusen. Najlepszą ofertę przedstawił włodarz Blackburn Rovers. Niesamowite pieniądze- 4 miliony dla Widzewa i milion dla piłkarza za rok gry. Propozycja zaakceptowana przez klub, ale odrzucona przez samego zainteresowanego. Dla Citko nie była to poważna piłka, a kopanina i wolał czekać na lepszą koncepcję. No i udało się, telefon z Liverpoolu, końcówka maja i wylot do Anglii, żeby spełnić swoje marzenia!

***

Na marzeniach niestety się skończyło- uraz ścięgna Achillesa przekreślił dalszą karierę wspaniale rokującego piłkarza. Już na początku 1997r problem z nogą zaczął doskwierać, ale niestety zostały niesłusznie zbagatelizowany. Zawodnik co mecz wychodził na boisko i co mecz ból się nasilał. Pomimo intensywnej rehabilitacji poprawy jednak nie było.

Aż w końcu przyszedł przeklęty dzień – 17 maja 1997r. Górnik Zabrze podejmował u siebie Widzew Łódź. Marek Citko skoczył do piłki i pomimo braku kontaktu z rywalem bardzo mocno upadł na płytę boiska. Informacje na temat zdrowia piłkarza- fatalne. ZERWANE ŚCIĘGNO ACHILLESA. Citko został przewieziony do wojskowego szpitala w Łodzi, operacje wykonano, ale można mieć wiele do życzenia co do jej skuteczności. W kolejnych tygodniach został przewieziony do szwedzkiej kliniki, gdzie czekały go jeszcze dwie operacje. Poprawka uszkodzonej nogi i podreperowanie drugiej. Kontuzja wykluczyła go z gry na szesnaście miesięcy, na murawę powrócił, ale niestety jego forma niewątpliwie spadła. Swoich sił próbował jeszcze w Legii warszawa, Groclinie, Hapoelu Beer-Sheva,FC Aarau i Yyerdon Sport, Cracovii oraz Polonii Warszawa gdzie w wieku 33 lat zakończył karierę.

Źródła:

https://sport.onet.pl/pilka-nozna/kadra/byc-jak-hiob-marek-citko-i-jego-historia/hp3f06

https://rfbl.pl/marek-citko/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Citko

@Alkowski1991LEGIA WARSZAWA⚽️ Studentka wychowania fizycznego‍♀️Gracz

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony