Honey, gdzie jest Twój plan?

fot. Rafał Samsel

Im więcej oglądam meczów Ekstraklasy, tym dłużej się zastanawiam kto tę ligę wymyślił i dlaczego to poszło w aż tak złym kierunku? Zaprawionych w bojach kibiców nie mógł zdziwić wynik trzech pierwszych zespołów, które po koleżeńsku przegrały swoje mecze. Jednak decyzji o zwolnieniu trenera Jozaka podjętej przez Dariusza Mioduskiego, a w zasadzie jego planu na klub, nie byłaby chyba w stanie przewidzieć nawet wyrocznia z Matrixa. Prezes Legii miał wprowadzić długofalowy plan, a przeprowadza ciągłe rewolucje. Przecież to się nadaje do „Studia Yayo” …

Alex Ferguson 2.0 i 2.1

Na początku prezesury Mioduskiego ówczesny szkoleniowiec Jacek Magiera był kreowany na drugiego Alexa Fergusona. Wtedy pomyślałem, że nowy właściciel Legii może być jednym z tych, którzy mają pomysł na działanie klubu, a nie tylko o tym mówią. Stabilizacja na stołku trenera to – jak na polskie warunki – wiele, w dodatku miała ją zapewnić postać silnie związana z klubem. Coś, co za zachodnią granicą wśród najlepszych jest standardem, na naszym podwórku nadal nosiło znamiona utopi. Ostatecznie wszystko zrujnowało odpadnięcie z eliminacji LE, co w przypadku tak dużego klubu jest czymś więcej niż blamażem. Dlatego postanowienie o zwolnieniu trenera – mimo wywalczenia tytułu sezon wcześniej – dało się obronić.

Za to Chorwat miał być twarzą nowego, długofalowego projektu. Wzbogacić swoją wiedzą polski futbol oraz wynieść szkolenie w Legii na poziom akademii Dinama. Bez względu na to o jego losie i tak ostatecznie zadecydował niecelny strzał Hamalainena, który mógł wyrównać stan meczu z Zagłębiem na 1:1. Jak tu w ogóle można mówić o harmonijnym rozwoju, skoro najbogatszy klub w Polsce zwalnia swojego trenera sześć kolejek przed zakończeniem ligowego sezonu? W poważnej lidze, na taki krok, decydują się zespoły walczące – jak mawiał trener Smuda – o spadek, a nie aktualny mistrz. Zespół, którego strata do lidera wynosi zaledwie jedno „oczko” i w dodatku ma realną szansę na udział w finale krajowego pucharu.

Jozak na pożarcie             

Mam wrażenie, że działania Dariusza Mioduskiego w Legii dałoby się porównać do wprowadzania demokracji w afrykańskich krajach. Postępowe plany włodarza Legii może i miałyby rację bytu, gdyby nie padło na archaiczne polskie środowisko. Dlatego żeby dało się je zrealizować, przede wszystkim potrzebna jest konsekwencja. O tej prezesa, można było się przekonać, gdy tłum zażądał głów… i następnego dnia, trenera już nie było. Kogoś trzeba było przecież poświęcić! Zmiana, to zmiana. Bez względu na to, że zastępca był asystentem Jozaka, czyli – jak sama nazwa wskazuje – asystował przy porażce swojego poprzednika. O jego pozycji na stanowisku i w szatni może świadczyć fakt, że nikt nie wiąże z nim większych nadziei.

Tak na zdrowy rozum: co ten biedny Klafurić zrobi do następnego meczu mając tylko kilka dni, żeby jego piłkarze przypomnieli sobie jak się gra w piłkę? Jeśli rzeczywiście zespół odpali pod jego wodzą, to będzie to zasługa Jozaka, a byłemu asystentowi pozostanie spijanie śmietanki. Szkoda tylko, że prezes nie miał na tyle odwagi, żeby przeciwstawić się opinii publicznej. Być może zyskałby coś więcej niż ewentualne trofea…

Patryk Kapa :Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.

Ta strona używa ciasteczek