Obserwuj nas

Lech Poznań

Poznański plan, czyli być jak…

kibice

Lech Poznań od momentu przejęcia przez Państwa Rutkowskich stawia sobie ambitne cele. Ileż to już było wzorów do naśladowania: Bate Borysów, FC Basel, Viktoria Pilzno… I co nam z tych planów „być jak” przyszło dobrego?

Lech Poznań jest trochę, jak Stefan Hula podczas ostatnich zimowych igrzysk olimpijskich. Niby wszystko gra, prowadzenie po pierwszej serii, idealna wręcz pozycja wyjściowa do ataku na złoto i co? Presja plącze nogi, rywale nie ułatwiają zadania i sukcesu brak. Oto jak Kolejorz podążył śladami Stefana Huli.

Lech jest idealnym odzwierciedleniem, w piłce nożnej, takiej sytuacji. Przegrany Puchar Polski, przegrane mecze z największymi rywalami u siebie na stadionie i w efekcie przegrane mistrzostwo, mimo przewagi punktowej na starcie. Jeśli do całej sytuacji dodamy byłego trenera, który znając cele transferowe byłego już klubu wie, kto się w nim sprawdza i po kolei ich podkrada podkupuje, a na deser serwuje się nam wypowiedź prezesa Klimczaka, który twierdzi: „…nic się nie stało, przecież my tylko mistrzostwa nie zdobyliśmy!” krew w żyłach gotuje się sama!

Przegląd wojsk

Czy po tych wszystkich wydarzeniach kogoś jeszcze dziwi ta ciągle (podkreślam CIĄGLE) narastająca frustracja kibiców na działania zarządu? Mnie, osobiście, kompletnie nie. W całej tej sytuacji pretensje możemy mieć do całego tria: Bjelica, Rutkowski i Klimczak. Nie do całego klubu! Na różnych forach i portalach padają oskarżenia w kierunku tzw. „pierwszej linii”, czyli piłkarzy. Warto podkreślić, że to nie oni są winni, a fanatycy i miłośnicy chyba o tym zapomnieli i w którymś momencie zatarła się dla nich granica między graczami, a zarządzającymi. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki całej sytuacji dowiemy się, kto tak naprawdę jest kibicem Lecha, a kto tylko farbowanym lisem.

I w tym momencie wydarza się coś, co przywraca wiarę w umiejętności strategiczne zarządu. Wydaje się, że nareszcie powierzają pracę odpowiedniemu człowiekowi. Ivan Djurdjević to facet , który ma naprawdę duże „cohones”. Ma świadomość, gdzie trafił i z czym ma do czynienia. Porządek w szatni zrobi bardzo szybko. Tu nie będzie miejsca dla płaczków typu Dilaver, czy Situm. Święte krowy myślące, że za nazwisko będą grać, także niech się powoli pakują. Teraz potrzeba czasu i cierpliwości. W Lechu Poznań, jesteśmy świadkami autorskiego pomysłu Ivana na zespół. Pomysłu dla niektórych szalonego. Postawienia jeszcze mocniej na piłkarzy z akademii i nie jest to wcale wybieranie najlepszych z najgorszych.

Transfery.

Rok temu, przed startem sezonu, w dość krótkim czasie do klubu przyszła masa piłkarzy. Gytkjaer ok. Janicki ok. I na tym koniec. Możemy jeszcze wspomnieć o Vujadinoviczu czy Vernonie de Marco, ale co to za transfery, gdzie pierwszy zamyka oczy przed zbliżającą się piłką, a drugi w pierwszym składzie zagrał RAZ? Porażka! Dlatego wspierajmy trenera w stawianiu na młodych z akademii.

Na chwilę obecną w klubie już nie ma: Situma, Dilavera, Khoblenki, Koljica i Serafina, a to jeszcze nie koniec transferów wychodzących. Dobrą wiadomością dla kibiców może być fakt, że w chwili obecnej Borussia Mönchengladbach nie jest zainteresowana Robertem Gumnym, ponieważ już dokonała transferu na tę pozycję. Podobnie jest z Jevticiem.

W tej chwili, pozostaje nam tylko trzymać kciuki za nowego trenera, życzyć klubowi jak najlepiej i być wdzięcznym za sytuację, która miała miejsce, ponieważ tylko dzięki temu zaszły zmiany podyktowane, nie biznes-planem, nie własnym interesem, a żywym zainteresowaniem klubem.

Sport we krwi

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lech Poznań