Obserwuj nas

Jagiellonia Białystok

Nowa kura na białostockiej grzędzie?

Rewolucja w Krakowie

Tegoroczna przerwa między sezonowa trwała jakieś półtora miesiąca i doskonale się pokrywała z piękną pogodą i mundialem. Idealny czas by usiąść sobie w cieniu, rozleniwić się, kontemplować życie i popijać chłodne napoje. Nieco inaczej sprawy miały się w przypadku kibiców i działaczy Jagiellonii. Nowa murawa, powrót siedziby klubu na historyczną Jurowiecką 21, postępująca budowa ośrodków treningowych. Wszystko to pozwala kibicom białostockiej drużyny jednoznacznie pozytywnie spojrzeć w przyszłość. Wobec tak rozwojowego lata największą zagwozdką dla wszystkich jest forma piłkarzy i ciekawość co się wydarzy w najbliższym sezonie…

Niewielki dotychczas ruch transferowy w Jadze jest czymś względnie nowym na przestrzeni ostatnich lat. Przybyli wyróżniający się w I lidze Machaj i Klemenz, a także wrócił Sandomierski. Do strony „odejść” zaliczyć można wypożyczenia zawodników, którzy potrzebowali minut. Pomimo pogłosek o bliskim transferze Przemysława Frankowskiego, można stwierdzić, że Jaga złapała dawno niewidzianą równowagę i głębię składu. Nawet przy odejściu „Franka” można patrzeć z optymizmem na najbliższy sezon. Wszak na papierze to właśnie Jagiellonia wydaje się najbardziej deptać po piętach wiodącej prym w lidze Legii.

Nie Lech z niedoświadczonym trenerem i nowym sposobem na grę. Nie pełen młodych i przez to zagadkowych zawodników Górnik. Nie Wisła Płock, która oddała swojego architekta sukcesu do reprezentacji. Właśnie zbilansowana i bardziej doświadczona Jaga ma największy potencjał by zagrozić „Wojskowym” w trzeciej z rzędu obronie tytułu mistrzowskiego. Straszny Jagiellonii nie wydaje się być nawet największy postrach ligi – Carlitos. Największe wzmocnienie i największą broń Legii w ofensywie, jednak w ubiegłym sezonie do siatki obecnego wicemistrza nie trafił ani razu.

By wszystko potoczyło się na miarę oczekiwań kibiców należy jednak wyeliminować kilka mankamentów. Oznaką poprzedniego sezonu był brak stabilizacji formy – po przeciętnej jesieni zespół szedł w pierwszym pięciu ligowych kolejkach jak torpeda, by znów zacząć tracić punkty. Dużym problemem, widocznym od początku kadencji Ireneusza Mamrota, jest również brak skutecznego strzelca. Sheridan, Bezjak, Świderski nie byli w stanie zagwarantować regularnej skuteczności, mimo iż dobrze prezentowali się z ławki, świetnie grali bez piłki. By zrobić krok naprzód z tej grupy musi się wyłonić jeden, który nieustannie będzie nękał obrony rywali.

Inną bolączką kibiców jest kwestia drugiego bramkarza. Rok temu obawiano się o Mariusza Pawełka, który ostatecznie nie zawiódł. W tym sezonie zaniepokojenie budzi sparingowa dyspozycja Grzegorza Sandomierskiego, który bronić na pewno umie, lecz dosyć sprytnie maskował to w grach kontrolnych. Jeżeli miałby przenieść tę formę na mecze ligowe to… lepiej chuchać i dmuchać na Kelemena. Zastanawiające jest też, jak w drugim sezonie na najwyższym poziomie poradzi sobie wciąż mało doświadczony Ireneusz Mamrot. Nie wątpię jednak, że jest to człowiek inteligentny, który potrafi znaleźć nowy wariant taktyczny – rzecz bardzo potrzebną Jagiellonii z ubiegłego sezonu.

W nadchodzącym sezonie nikt nie zawiesza wysoko poprzeczki, powtórzenie wyników z ubiegłych lat będzie odbierane jak najbardziej pozytywnie. Pamiętajmy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. O ile drugie miejsce w ostatnich latach było wielkim sukcesem, tak trzeci raz z rzędu może zostać przyjęte z chłodnym optymizmem. Możliwości Jagiellonii w porównaniu do rywali wskazują, że nie tylko można bić się o europejskie puchary, a liczyć na coś więcej, wszak potencjał ku temu drzemie w nogach i głowach piłkarzy „Dumy Podlasia”. Najwyższy czas by na grzędzie zasiadła nowa kura.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Jagiellonia Białystok