Obserwuj nas

Jagiellonia Białystok

Deszczowi minimaliści z pierwszym krokiem w Europę!

Jagiellonia pokonała u siebie Rio Ave 1:0 i zdecydowanie przyczyniła się do ocieplenia wizerunku klubów z Polski w europejskich pucharach. Na złość wielu niedowiarkom, postawiła pierwszy krok w stronę sensacyjnego awansu do 3 rundy. Czego możemy oczekiwać od drużyny prowadzonej przez Ireneusza Mamrota i czym mogą jeszcze zaskoczyć Żółto-Czerwoni?

Niepewna pogoda już od popołudnia zwiastowała opady. Nikt nie wiedział kiedy, ale każdy był świadomie, że w końcu lunie. Odmiennego zdania był tylko sztab szkoleniowy Portugalczyków, który przed zejściem do szatni poprosił o zroszenie murawy. Zarządcy stadionu, zgodnie z życzeniem, odpalili wielką sztuczną chmurę. Szkopuł w tym, że odrobinę za mocno odkręcili kurek i zaczęło lać tak strasznie, że w trakcie samego spotkania jedna z ławek rezerwowych przestała być zdatna do użytku.

Tutaj pytanie do architektów: Czym sugerowali się, montując ujścia wody bezpośrednio nad siedzeniami?

***

Deszcz w końcu spadł, padając jeszcze na początku spotkania, a po kilku minutach ucichło i w końcu spokojnie dało się obserwować widowisko. Od początku meczu było więc wiadomo, że ewentualne zwycięstwo Jagiellonii, w mediach zostanie zagłuszone narzekaniem na stan murawy i tym będzie też usprawiedliwiane potknięcie Portugalczyków. Tak też się stało. Analizując jednak dokładniej przebieg spotkania wydaje się, że to Jagiellonia miała o wiele ciężej. To ona czekając na swojej połowie i po przechwycie próbując rozpędzić swoich skrzydłowych była skutecznie spowalniania przez kałuże, które głównie znajdowały się na bokach. Nawet jeśli długa piłka lecąc w stronę Sheridana została przez niego zgrana na bok to ostatnie podanie było szalenie utrudnione.

Jonathan Buatu potykając się o własne nogi, równie dobrze mógł potknąć się o nie na murawie delikatnie tylko zroszonej i perfekcyjnie przygotowanej. Piłka nożna, jak już wiele razy podkreślałem jest grą błędów i przebłysków geniuszu. To od nich w większości przypadków zależą końcowe wyniki.

***

Samo spotkanie było dla piłkarzy Jagiellonii niesamowicie ciężkie. Widać było to na boisku i słychać w pomeczowych wypowiedziach. Brak radości na twarzach, o który został zapytany trener Ireneusz Mamrot, wynika zapewne z niepewności o spotkanie rewanżowe w Portugalii. To trochę tak, jak w grze komputerowej utracić większą część „staminy” i podchodzić do drugiego spotkania bez możliwości intensywnej regeneracji.

Bardzo ważne, co udało mi się zauważyć szczególnie w drugiej połowie, to schematy ofensywne rozgrywane na o wiele wyższym tempie niż w Ekstraklasie. Nie może dziwić więc fakt, że Ireneusz Mamrot chce, aby jego drużyna pozostała w rozgrywkach pucharowych jak najdłużej. Doświadczenie na boiskach Europy było czymś, co stanowiło o sile Legii Warszawa w starciach o najwyższą stawkę. Przy rozsądnej polityce transferowej na Podlasiu jest w stanie zaistnieć drużyna, która co roku będzie liczyć się w bojach o najwyższe cele, bo nie uważam, aby Jaga kadrowo w tym momencie zdecydowanie odstawała od czołówki.

***

Najważniejsza na sam koniec wydaje się być jednak pokora i spokój. Doskonale pamiętam planowanie w 2015 roku wyjazdu na Broendby do Kopenhagi, czy zeszłoroczne loty do Aten. Wydaje się, ze trener Mamrot bogatszy o doświadczenia z poprzedniej europejskiej kampanii, nie pozwoli wypuścić jednobramkowej przewagi z rąk i mądrze ustawiając zespół będzie dzielnie bronił wyniku na wyjeździe. Oczywiście są rzeczy, których nie da się przeskoczyć. Wystarczy, że Portugalczycy zagrają troszkę ponad swoje możliwości lub defensywa Jagiellonii popełni niewielki błąd. Wtedy dwumecz zacznie się od nowa i cały raban o pierwsze spotkanie i przesiąkniętą murawę nie będzie miał większego znaczenia.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Jagiellonia Białystok