Obserwuj nas

Wisła Kraków

Wiślackie Leczo

zastanowienie

Druga porażka z rzędu, sześć goli straconych, gra jakby bez przekonania. To wszystko stwarza idealne warunki pod to, by odpalić grilla. A jest za co. Brak skuteczności, gra bez pomysłu i wszystko jakby na zaciągniętym ręcznym. W normalnych warunkach nawet bym się nie zastanawiał, tylko punktował ich za ostatnie dwa mecze. Niestety sytuacja jest ekstremalna, więc i ja się do niej dostosuję. Jeśli ktoś liczył na mnie i mój bezpośredni przekaz, to jest mi bardzo przykro, ale nie dzisiaj. Bigos był ostatnio, więc dzisiaj będzie kolejna jednogarnkowa potrawa zrobiona z tego, co jest w lodówce. Zapraszam na Wiślackie Leczo, dobre, bo takie nie za ostre…

Nawijka spod śmietnika

– Witam sąsiada, jak tam życie płynie? Żonka wysłała ze śmieciami? Patrz Pan, dopiero był styczeń, a już grudzień.

– Tak, w sumie to sam poszedłem, żeby nie słuchać jej ględzenia. Ano, zapieprza czas, Panie. Jeszcze nie schowałem dmuchanego krokodyla z wakacji, a tu już trzeba wyciągać choinkę. Bo my zawsze mamy sztuczną. Wie sąsiad, mniej roboty, już ubrana stoi w schowku, tylko wyjmę z worka, cyk i już stoi.

– E, to my zawsze żywą. Żona moja, Grażynka, zawsze mówi, że jak choinka sztuczna to i całe Święta sztuczne. Choinka z plastiku, barszcz czerwony z torebki, kupne uszka i pierogi.

– Może i racja, muszę swojej przewinąć ten temat, może da się przekonać. Jakieś postanowienia na Nowy Rok?

– Tak sąsiedzie, od Nowego Roku zaczynam chodzić na Wisłę. Miałem zacząć w zeszłym roku, ale było zimo. Potem miałem zacząć od lutego, od poniedziałku. Później były wakacje, imieniny i tak mi zleciało aż do teraz. Poprawię się, mam przecież czas…

– No to Pan nie słyszał najnowszych wieści? Jak nie zdarzy się cud, to Wisła ogłosi upadłość i skończy w czwartej lidze!

– Co Pan powie? Jak to się stało?

– Złe zarządzanie, Panie. Wydawanie więcej niż się miało w kasie, jedna zmiana trenera za drugą, frekwencja, która choć jedna z lepszych w lidze nie była w stanie pokryć dużych opłat za stadion, w dodatku domniemania o powiązaniach zarządu z kibolami. Jak się wali to wszystko naraz.

– A prawda, teraz sobie przypominam. Coś tam słyszałem w tym „Tefałen”. Reportaż jakiegoś tego Jęczaka, czy jak mu tam, że niebezpiecznie, że w ryło można dostać. Cholera! Co ja teraz powiem smarkowi? Tyle razy mnie prosił, żebyśmy poszli, ale zawsze się migałem, że w domu lepiej obejrzeć, bo ciepło, a i chlapnąć coś można pod meczyk. Piwo na stadionie pewnie drogie.

– Sąsiedzie, niech pan nie wierzy telewizji, zwłaszcza tej. Ja chodzę tyle lat i jak widać nogi i ręce mam całe. Radzę się więc spieszyć i ruszyć po bilet. Nie wiadomo czy nie będą to ostatnie spotkania w ekstraklasie.

Fatalny dwumecz

Mógłbym w sumie zostawić nagłówek i przejść dalej do następnej myśli, ale poświęcę zdanie lub sześć temu dwumeczowi.

Gratuluję trenerowi Arki. Pamiętam, jak na początku sezonu nas chwalił za szybkość gry i styl, w którym kreujemy akcje. Odniosłem wtedy wrażenie, że Pan Smółka bardzo by chciał, żeby Gdynianie grali w podobnym do nas stylu. Udało mu się. Wisła grała dobre spotkanie, miała swoje sytuacje, ale przy Żółto-Niebieskich wyglądała jak zagubione na bazarze dziecko. Gdyby Arka prezentowała się tak w każdym meczu, mistrza zdobyłaby już po rundzie zasadniczej. Przyjemnie się na nich patrzyło, jeśli jesteś kibicem z Gdyni, mnie było przykro.

Miedź mieliśmy połknąć w całości. Niestety po raz kolejny potwierdziła się moja teza, że jeśli ktoś ma złą passę do przełamania, to najpewniej zrobi to w meczu z nami. Zespół z Legnicy nie pokazał nic odkrywczego, a gole strzelaliśmy sobie sami i przegraliśmy na własne życzenie.

Rozprawka o Maćku

Nie mam pretensji do piłkarzy, robili co mogli. Ci, którzy czytali mój poprzedni tekst, w którym przybliżam sposób myślenia osoby naznaczonej imieniem Maciej, wiedzą, że jesteśmy jakby pod kontrolą klątwy zapisanej w tych sześciu literach i nie każde działanie jest zależne w stu procentach od nas.

Maciek Sadlok nie potrafi grać na środku obrony. Może mówić, że się tam widzi i że da radę, ale jest to jedynie zaklinanie rzeczywistości. To jest świetny lewy obrońca, skazany przez trenera na grę w miejscu, gdzie wszystkie automatyzmy, które wypracował przez lata gry przy linii, powodują, że zamieszany jest w stratę gola niemal w każdym meczu.

Weźmy pod lupę spotkanie z miedzią i jego gol samobójczy. Gdyby interweniował w podobny sposób, grając na lewej stronie, najprawdopodobniej wszyscy chwalilibyśmy go za udane wybicie piłki na rzut rożny. I tak jest od pamiętnego 2-5 z Lechem, a być może i jeszcze dalej, nie pamiętam. Tylko to nie jest wina Maćka Sadloka. Winić trzeba Maćka Stolarczyka.

Uparty Maciek, krzywdzący Maciek

Tak, to trener jest odpowiedzialny za ten bałagan. Wiecie dobrze, że naszą główną cechą jest upartość. Pan Maciek uparł się na kilka pomysłów, okopał się, zastawił zasieki i wdraża je, krzywdząc piłkarzy.

Uparł się, że będzie holował Pietrzaka i wystawia go w każdym spotkaniu. Niby jest reprezentantem kraju, ale wszyscy wiemy, że tylko z nazwy. Gołym okiem widać, że od pierwszego powołania gra coraz gorzej. Robi więc krzywdę Rafałowi, który wychodzi w pierwszym składzie, pomimo tego, że jest bez formy i krzywdzi Sadloka, każąc mu grać na pozycji, do której się nie nadaje i na której popełnia błąd za błędem.

Idąc dalej, krzywdzi też Wasilewskiego, który mając koło siebie niepewnego Maćka, sam popełnia błędy, próbując pomagać koledze. Na końcu łańcucha pokarmowego jest Mateusz Lis, który widząc ten bałagan, sam dorzuca swoje trzy grosze poprzez swoje, nie zawsze pewne z racji braku doświadczenia, interwencje. Efekt, jaki jest, widzi każdy.

Pokrzywdzonych piłkarzy w naszej drużynie jest więcej. Pokrzywdzony jest Kort, bo Halilovic nie potrafi przejąć piłki. Cierpi Kostal, ponieważ nie ma wsparcia od Pietrzaka, który jest pod formą. Cierpi Boguski, który nie nadaje się na skrzydło, a na końcu katusze przeżywa Ondrasek, bo koledzy z drużyny nie wypracowują mu pół sytuacji strzeleckiej. Koniec końców przegraliśmy, ale nie mam pretensji do piłkarzy. Wiem, że to wszystko powoduje…

…sytuacja w klubie

Odpowiedzcie sobie na głos, jak byście się zachowali w takiej sytuacji, w jakiej znaleźli się nasi piłkarze? Pomyślcie:

Pracujecie w dużej firmie, która, chociaż znana i przyciąga nazwą, jest w strasznym dołku. Kolegów macie super, atmosfera jest przednia, ale prezes nie płaci Wam od plus minus pięciu miesięcy. Macie dzieci na utrzymaniu, kredyt na samochód i dom. Jak byście się zachowali?

Przykładałbyś się do obowiązków na 100%? Zjawiałbyś się codziennie rano uśmiechnięty na swoim stanowisku czy raczej robiłbyś tyle, ile trzeba, albo zasłaniałbyś się L4? Byłbyś uczciwy do końca, czy starałbyś się zarobić parę groszy na lewo? Jeśli byłbyś świadom swojej wartości, to siedziałbyś w tym miejscu pracy, czy skorzystałbyś z oferty firmy, która chce cię zatrudnić i gwarantuje regularne przelewy na konto?

Tomek bardzo celnie zobrazował sytuację. Nawet jeśli nasi piłkarze faktycznie nie potrafią znaleźć w sobie motywacji, żeby dać z siebie maxa, to czy możemy mieć do nich pretensje? Powinniśmy się nad nimi pastwić, czy raczej współczuć, że ktoś im coś obiecał, a potem z rozbrajającą szczerością powiedział „Mam hore konto, ni mom piniendzy”? Będę z wami szczery i wygłoszę swoją opinię, chociaż wiem, że możecie mnie za nią zlinczować i zwyzywać od idiotów.

Nawet gdyby się okazało za parę lat, że któryś z meczów został w tym okresie odpuszczony, to nie mógłbym mieć do nich pretensji. Twierdziłbym, że nie zrobili tego z pazerności, ale zostali do tego zmuszeni przez ludzi zarządzających. Jeśli chcemy kogoś oceniać, to zanim wygłosimy opinię, postawmy się w sytuacji tej osoby. Może się okazać, że ocena nie jest jednokolorowa.

Legendarna drużyna

Jestem kibicem Wisły rozpieszczonym przez tłuste lata ery Cupiała. Sezony poprzedzające złoty okres pamiętam jak przez mgłę. Pamiętam Kosowskiego, Żurawskiego, Franka, Kubę i innych, którzy w tamtych latach prowadzili nas do tytułów mistrzowskich, do pięknych chwil w europejskich pucharach. Tamte drużyny były legendarne pod względem zdobytych pucharów i wygranych spotkań.

Obecna drużyna będzie dla mnie legendarna pod innym względem. Jestem realistą, wolę zakładać gorszy wariant i być miło zaskoczonym, niż po wielkich planach obudzić się z ręką w nocniku. Gdyby okazało się, że nie damy rady wygrzebać się z bagna i piłkarze odejdą do różnorakich klubów, chciałem im powiedzieć, że dla mnie są bohaterami. Nie poddawali się pomimo problemów, robili swoje, pokazywali charakter. Walczyli na tyle, na ile pozwalała mieszanka umiejętności, siły mentalnej i motywacji.

Wiele razy po nich cisnąłem, że grali słabo, że mogli podawać dokładniej. Pisałem, że zmarnowali szansę na sukces, ale pomimo tego szanuję ich za postawę. Wiem, że gdyby to na mnie padło, to najprawdopodobniej jebnąłbym tym wszystkim, bo skoro na górze się nie przejmują, to ja tym bardziej. Panowie, dziękuję, tak po prostu. Jesteście najlepsi, bo łatwo się robi swoje, kiedy w dupkę jest ciepło, a portfel nie domyka się od hajsów. Wy co mecz walczycie o dobre imię białej gwiazdy.

Komentarz do wypowiedzi Pana Wołosika

Dziennikarstwo upadło. Mówię wam, nie ma się nad czym zastanawiać. Oczywiście nie całkiem. Są jeszcze konkretni dziennikarze, którzy robią super robotę, ale większość uwierzyła, że może powiedzieć wszystko i obśmiać każdego bez konsekwencji. Niestety, a może na szczęście świat wirtualny nie różni się od rzeczywistego zbyt mocno. W jednym, jak i w drugim akcja wywołuję reakcję. Każde wypowiedziane słowo generuje w ludziach uczucia. Słowa wypowiedziane zbyt pochopnie lub w nieodpowiednim kontekście mogą wywołać reakcję gwałtowną, a przed konsekwencjami nie ochroni nawet legitymacja dziennikarska czy inny paszport Polsatu. Trzeba umiejętnie dobierać słowa i liczyć się z tym, że mówiąc zdanie lub dwa za dużo, narażamy się na przykrości.

Raczej mało rzeczy jest mnie w stanie zdziwić i zaskoczyć. Jestem w stanie sobie na przykład wyobrazić, że z okazji mistrzowskiej fety, na boisko wybiegnie prezes Miodek, żonglując wibratorami. Mój nie do końca poukładany mózg jest nawet w stanie uznać za prawdopodobną zgodę z Pasami. Nie jestem jednak w stanie ogarnąć, jak można obśmiać kibiców, którzy sami się zorganizowali i przyjechali pod stadion tylko po to, by podziękować wracającym piłkarzom za ich postawę pomimo problemów. O czwartej nad ranem!

Z przykrością stwierdzam, że Piotr Wołosik z Przeglądu Sportowego poprzez swoją wypowiedź sprawił, iż przestałem go traktować jako rzetelnego dziennikarza.

***

Nie wiem, czy Pan Piotr w dalszym ciągu był — jak to określa Pan Szamotulski — ugotowany. Wiem, że bezpodstawnie doczepił się spontanicznej akcji kibiców, która zasługiwała na brawa i rozgłos, nie na próbę wyśmiania. Nawet jego przełożony z WeszłoFM zauważył, że powiało normalnością i że jest to niespotykane w naszych realiach. Tym bardziej dziwię się, co kierowało Panem Wołosikiem. Po raz kolejny zacytuję wpis Tomka, który bardzo celnie podsumował całe zamieszanie:

https://twitter.com/bouli76/status/1068957532809510913

Kibice Wisły nie przyszli wpier..lić piłkarzom, jak choćby kibice Legii, ale przyszli im podziękować za zaangażowanie pomimo problemów, okazać wsparcie. Piłkarze po meczu z Miedzią oddali koszulki kibicom również w podziękowaniu za wsparcie w tych trudnych chwilach. W innych klubach raczej działa to z reguły zupełnie na odwrót. Zdaję sobie sprawę, że to rzeczy niepojęte i zbyt trudne do ogarnięcia dla Pana Piotra. Być może kiedyś otrzeźwieje — dosłownie lub w przenośni — i zrozumie jaką gafę popełnił…

1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: PoKrakosku #28 | Nie dać się użądlić | WATCH EKSTRAKLASA

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wisła Kraków