Connect with us

Felietony

Swojska Banda Warciarzy. Jak ich nie pokocha

To nic dziwnego, że gdy oglądamy mecz, to kibicujemy zazwyczaj temu słabszemu i biedniejszemu. To naturalne. W roli underdoga zazwyczaj w tym sezonie jest Warta Poznań. Biedni, bez stadionu, z Trałką latającym w środku pola, latem też nie wzmocnili się za bardzo. Jakieś tam grajki z 1. Ligi przyszły. Wszyscy skazywali ich na pożarcie, ale umówmy się mieli ku temu podstawy, bo po prostu „Zieloni” nie dali argumentów, aby myśleć, że wytrzymają więcej niż jeden sezon w elicie.

Niespodzianka

Konia z rzędem temu, który obstawiał, że po 19. kolejkach Warta będzie tańczyła w środku stawki. Ba, Piotr Tworek może być zły, że jest to tylko 12. miejsce. Tylko przez własne błędy, spowodowane mniejszym doświadczeniem Warta nie jest nad Lechem. Przed sezonem można było uznać to za totalną abstrakcję, ale faktycznie przez kilka kolejek Warciarze byli przed Kolejorzem.

 Mała statystyka, Warta od 75. minuty straciła 7 bramek. Uciekło kilka punktów w Derbach Poznania, mecz z Rakowem, gdzie sabotażysta Spychała spowodował karnego czy szalone spotkanie z Jagiellonią, gdzie uciekł punkcik. To tylko kilka przykładów. Jak tu, więc im nie kibicować, jak biedny beniaminek stara się bić bogatszych i czasami mu się udaje?

„Swojska banda”

Zwykło się mówić o obecnej drużynie Warty „Swojska banda”. Swojska, bo każdy tam się czuję jak w rodzinie. Nie ma lepszych i gorszych. Wiele razem przeżyli, czasem nawet od III Ligi. Są ze sobą na dobre i na złe. Łukasz Trałka ostatnio mówił w FootTrucku, że takich szatni jak w Warcie już nie ma. Wyginęły kilka lat temu. Zresztą w każdym wywiadzie zawodnika „Dumy Wildy” słychać, że ich największą siłą jest jedność i dobra atmosfera w szatni.

Bartosz Kieliba i Adrian Lis, grając w III Lidze pewnie nigdy się nie spodziewali, że za kilka lat z tą samą Wartą awansują do PKO Ekstraklasy. Łukasz Trałka był wywożony na taczkach z Bułgarskiej, a „Zieloni” go przyjęli, Jan Grzesik pracował na zmywaku, żeby nie pożyczać pieniędzy od rodzinny, a Mateusz Kuzimski pracował przed kilkoma laty w fabryce samochodów na Wyspach Brytyjskich. Piękne ludzkie historie. Ich przeżycia na pewno cementują i powodują, że jeszcze bardziej się integrują. Razem tworzą „Swojską Bandę”, której nie da się nie kibicować.

Każdy ma swoje Mistrzostwo Świata

Z każdego wywiadu czy to konferencji trenera Piotra Tworka słychać jeden frazes: Każdy ma swoje Mistrzostwo Świata, naszym będzie utrzymanie. Czasami beniaminki rzucają się z motyką na słońce. Nie myślą racjonalnie.  W Warcie od pierwszego dnia po awansie słychać tylko jedno, utrzymanie najważniejsze. Nic więcej nas nie interesuje. Nie jest to brak ambicji, tylko realne patrzenie na świat.

W tym przypadku utrzymanie faktycznie będzie jak Mistrzostwo Świata. Z tą kadrą, pieniędzmi i problemami z kontuzjami. Piotr Tworek zdaje sobie sprawę, że walka o utrzymanie jeszcze nie jest zakończona, pomimo ośmiu punktów przewagi nad strefą spadkową. Wciąż przyświeca mu tylko jednak myśl. Przekornie – gdy Warta prowadziła w Derbach z Lechem, to byłaby o jeden punkt od 4. miejsca. Nawet po zwycięstwie pewnie Piotr Tworek wyszedłby na konferencję i powiedział: Naszym Mistrzostwem Świata jest utrzymanie i tego się trzymamy.

Stawianie na Polaków

Nie jestem jakiś nacjonalistą. Nie dyskryminuje obcokrajowców, ale krew mnie zalewa, gdy widzę Cracovię z 10 najemnikami w wyjściowej jedenastce. Warta do Ekstraklasy wprowadziła zaciąg Polaków. Jako nieliczna stawia na graczy z naszego kraju. Stawiała w 1. Lidze i jej filozofia nie zmieniła się także po awansie, ani w niedawnym okienku. Najlepiej oddaje to statystyka, w której Warta przewodzi z wielką przewagą, gdyż rodzimi gracze rozegrali 93% możliwych minut. Żaden klub z ekstraklasy nawet nie może się porównywać z Warciarzami.

Oczywiście, że łatwiej się utożsamiać z piłkarzami pochodzącymi z Polski, którzy chcą coś osiągnąć z tym klubem, a nie przyjechali jedynie odcinać kupony. To z pewnością wielka zaleta Warty Poznań. Po boisku biega Łukasz Trałka i Mateusz Kupczak, którzy na Ekstraklasie zjedli zęby, a nie z całym szacunkiem Ivan Fiolić i Florian Loshaj. To nie jest wcale tak, że „Zieloni” nie mają wartościowych obcokrajowców. Adam Zrelak ściągnięty niedawno otrzymał właśnie powołanie do reprezentacji Słowacji. Myślę, że połowa ligi powinna się szarpać o niego, a jednak wylądował w Warcie. Kibice bardzo doceniają, że „Duma Wildy” to nie jest skup piłkarzy z całej Europy.

Bo to wspaniała historia

Cała ta otoczka wokół Warty jest niesamowita. Sam w sobie awans był czymś niespodziewanym, niewiarygodnym i nadzwyczajnym. Nikt się przecież nie spodziewał tego, że „Zieloni” awansują, nawet gdy przez większość czasu prowadzili w 1. Lidze. Mało kto w nich wierzył, zresztą sam byłem w tym gronie, a oni napisali wspaniałą historię i utarli nosa wszystkim. Dla takich ludzi jak wcześniej wspomniany Adrian Lis awans był nagrodą za wszystkie udręki, spóźnione pensje i przedzieranie się przez niższe ligi. Nie dziwi, więc fakt, że po bramce na 2:0 w meczu z Radomiakiem cieszył się z kibicami jak dziecko.

Futbol kocha piękne historie, my kibice uwielbiamy takie historie jak ta Warty. Nikt się nie spodziewał, że mają jakość, żeby się utrzymać, a tu proszę – wszyscy się pomylili, bo przy odpowiednim pomyśle taktycznym nawet Łukasz Trałka może stać się jednym z lepszych piłkarzy w Ekstraklasie. Jeszcze kilka lat temu walczyli o awans do drugiej ligi z rezerwami Lecha, a ostatnio prawie udało się pokonać pierwszy zespół. Ta przygoda Warty jest tak romantyczna i pełna niespodzianek, że trudno tej drużyny nie pokochać.

Fot. Adam Ciereszko

Fan piłki nożnej i żużla. #LechPoznań #WartaPoznań #LeicesterCity #ManchesterUnited. O najlepszej lidze świata na https://t.co/xC7R4yz7N0

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony