Connect with us

Rozgrywki

“Wycinamy marketing, bo jest niepotrzebny, skoro gramy w II lidze.” – o polskiej piłce i projekcie Sportworking

Organizacje istnieją po to, żeby zaspokoić jakąś potrzebę. Takim projektem jest również Sportworking. Jeśli jesteście zainteresowani sportem z marketingowo-organizacyjnej strony, to jest to coś dla Was. Twarz projektu – Karol Kuśka opowiedział o swojej działalności i ocenił działania klubów Ekstraklasy.

 

Przede wszystkim, jak to się stało, że Pan w pewnym momencie powiedział: „Potrzebuję takiego projektu jak Sportworking”. Co było powodem, że stworzył Pan ten projekt?

Kiedy byłem studentem, najczęściej miałem wśród znajomych osoby, które dopiero wchodziły na rynek pracy. W firmach, w których pracowałem, gdy szukaliśmy osób chcących pracować bezpośrednio lub pośrednio przy sporcie miałem możliwość od razu zaproponować kilka nazwisk. Wtedy możliwość dotarcia do potencjalnych kandydatów była dla mnie bardzo prosta, zważywszy jeszcze na osoby, które poznawałem na stadionach, gdy byłem częścią zespołu iGol.pl.

Jednak po kilku latach okazało się, że jest odczuwalny pewien brak, jeśli chodzi o dostęp do nowych, młodych osób pojawiających się na rynku. Zwłaszcza tych zainteresowanych pracą w sporcie od strony organizacyjnej, promocyjnej.

Sam pracując w aktualnej firmie miałem problem z doborem odpowiednich do współpracy osób. Wtedy postanowiłem zadać sobie pytania: „Gdzie takich ludzi szukać? Gdzie ich poznać? Jak ich znaleźć?”.

Po zrobieniu researchu, okazało się, że poza grupami na portalach społecznościowych, nie ma miejsca alternatywnego – gdzie ludzie mogą się spotkać „face to face” i wymienić się doświadczeniami. Sam również nie mogłem przez to poznać podobnych do mnie osób, zainteresowanych tą pozasportową otoczką. Moi znajomi z branży także stwierdzili, że brakuje takiego miejsca. Stąd pojawiła się idea organizacji spotkania.

Na pierwszym spotkaniu było ponad 80 osób. Zorganizowaliśmy je w Warszawie, w barze „Champions”. Po otrzymaniu feedbacku od środowiska, że taka idea jak Sportworking jest potrzebna, że chcemy się integrować, zdecydowaliśmy się na kontynuację.

I co ważne – takie głosy nie tylko pojawiały się od nowych osób, ale też tych, z którymi można na co dzień pracować. Pracować i tak naprawdę nie znać ich. Chyba, że ze stopek mailowych. Jednak dużo łatwiej jest współpracować z osobą, którą już się zna osobiście. Dlatego dzięki naszym spotkaniom, całe środowisko ma ułatwioną komunikację. Sam odczuwam pewien komfort, gdy mogłem z kimś zamienić kilka zdań „na żywo”, a wcześniej znaliśmy się tylko mailowo.

Jak określiłby Pan Wasze środowisko. To społeczeństwo jest dość hermetyczne, pełne ekspertów? Czy raczej można odnotować dopływ świeżej krwi w postaci absolwentów uczelni?

Organizując spotkania, zakładałem, że Sportworking będzie działalnością non-profit. Chciałem, aby miało otwartą formułę. Dzięki temu każda osoba, która ma ochotę poznać eksperta, którego do tej pory kojarzyła tylko przez telewizję lub internet, mogła to zrobić. Wymienić się kontaktami itd.

Podobnie jest z naszymi webinarami. Są one dostępne na YouTube (TUTAJ) dla każdego. Dlatego póki co, to jest moja misja scalenia tego środowiska, pokazania, że ta branża rozwija się w Polsce.

Dodatkowo przez to, że ten projekt jest darmowy i otwarty, zakłamujemy stereotyp hermetycznego środowiska sportowego. Do tej pory się utarło, że są wielcy działacze, istnieje ekskluzywne środowisko, do którego można się dostać tylko dzięki szczęściu.

My to łamiemy. Tak naprawdę, kolokwialnie mówiąc – może przyjść ktoś z ulicy i poznać osoby zajmujące się marketingiem sportowym. Owszem, to środowisko przez wiele lat było hermetyczne. Ale może najwyższy czas to zmienić i zaprosić do tej branży kolejnych zdolnych ludzi.

Po działalności Sportworkingu widać, że jest Pan twarzą tego projektu. Jednak, ile osób tak naprawdę musi przy tym pracować pro bono, żeby cała organizacja sprawnie działała?

Jestem głównym pomysłodawcą tego przedsięwzięcia. Staram się to spinać całościowo. Jednak faktycznie to wszystko nie powstałoby, gdyby nie pomoc sporej części przyjaciół. To są dobre dusze Sportworkingu, które także rozumieją tę ideę. Na co dzień pomagają mi trzy osoby, odpowiedzialne za stronę internetową oraz komunikację. Poza tym jest też grafik oraz całe zaplecze techniczne jak osoby odpowiadające za wideo, zdjęcia etc.

Jednak zapraszamy do współpracy wszystkich, którzy mają chęć i chcą tworzyć Sportowrking. Na ten moment mogę zdradzić, że będziemy rozszerzać nasz zespół, bo mamy kolejne pomysły.

Nie będę dociekał szczegółów, rozumiem, że to póki co tajemnica. Jednak ciekawi mnie, jaki długofalowy cel postawił Pan przed projektem?

Jest on bardzo prosty do zdefiniowania. Chciałbym w przyszłości, aby Sportworking był pierwszym miejscem wyboru dla osób, które interesują się pracą w branży sportowej lub działają w tym sektorze. Chcemy pozostać inicjatywą opiniotwórczą, gdzie eksperci dzielą się swoją wiedzą.

Wielu z nich już zdążyło to zrobić. Z jakim odzewem Pan się spotykał przy umawianiu się z różnymi ekspertami odnośnie przeprowadzenia webinaru?

Szczerze? Nie miałem od początku działalności żadnego problemu z zaproszeniami ekspertów. I bez różnicy, czy to na spotkania offline, czy już online. Od każdej z osób, którą poprosiłem o przeprowadzenie webinaru lub uczestnictwa w spotkaniu networkingowym, otrzymałem pozytywną odpowiedź. Dlatego należą się im podziękowania. Myślę, że dla nich samych też jest to coś fajnego.

Dzięki webinarom eksperci mają możliwość otrzymania komentarzy odnośnie ich działalności, pytań, którymi mogą się zainspirować. W większości przypadków osoby, które uczestniczą w spotkaniach, już działają w branży. Dlatego ta dyskusja jest bardziej konkretna, pojawiają się pytania specjalistyczne, pojawia się wymiana argumentów wartościowa dla obu stron.

Czy już może Pan zdradzić, jakie osoby wystąpią w przyszłych webinarach?

Na pewno mogę powiedzieć, że kolejny webinar odbędzie się 22 lipca. Zdradzę, że te spotkania będą nawiązywały najczęściej do kalendarza sportowego. Chociaż staram się, aby mimo wszystko były to tematy ponadczasowe, aby można było do nich wrócić i odsłuchać w dowolnym czasie.

Pozostawmy na chwilę Sportworking, a poświęćmy uwagę Ekstraklasie. Jak Pan ocenia działania klubów z tej ligi, jeśli chodzi o PR, marketing itp.?

Nie jestem pracownikiem Klubu, ale dzięki swojej codziennej pracy jestem na bieżąco z tym jak funkcjonuje kilka klubów w Ekstraklasie. Wiem ile osób stoi za tematami marketingowymi czy sponsoringowymi. Uważam, że w Polsce jeszcze mamy bardzo dużo przestrzeni, którą można zagospodarować. Nadal nie do końca mamy świadomość, jak ważne jest opakowanie klubu, drużyny albo stworzenie produktów, umożliwiających wielotorowy rozwój danej organizacji. Nie chodzi o myślenie: trzeba rozwijać tylko pion sportowy pierwszej drużyny czy szkolenia w klubie. Równie ważny jest rozwój struktur. To znaczy zrównoważony rozwój w każdym elemencie.

Dziś klub sportowy to przedsiębiorstwo, a każde z nich potrzebuje produktów, które będzie sprzedawało. Im więcej produktów ma do zaoferowania, tym posiada większą możliwość dywersyfikacji przychodów i szans na zyskanie atencji odbiorców – kibiców.

Myślę, że my w Polsce rozwijamy się cały czas. Choć nadal część działaczy, prezesów klubów nie do końca wierzy, że ta część klubu budująca produkt (ludzie od marketingu, zarządzania, organizacji) jest bardzo potrzebna. W zasadzie niezbędna, aby móc generować przychody komercyjne. Dlatego niestety przy cięciu kosztów te osoby w pierwszej kolejności są do odstrzału.

Nadal zbyt wolno rozwijamy się pod względem digitalizacji produktów klubowych, a w klubach brakuje specjalistów w zakresie technologii. Nie mówię tu o specjalistach ds. IT, a raczej o takich, którzy wykorzystają bazy danych, ruch na stronie. W dodatku wiedzą jak te rzeczy usprawnić, wdrożyć odpowiednie procesy, aby jeszcze lepiej komercjalizować swój produkt.

Jako obserwator Ekstraklasy spotykam się z opiniami, zarzutami w stosunku do telewizji odnośnie opakowania ligi. Na zasadzie: po co dobrze to pokazywać, skoro i tak – sportowo to jest jedna z gorszych lig w Europie? Co Pan może powiedzieć takim kibicom, którzy myślą – jeśli poziom sportowy nie dojeżdża, to niekoniecznie musimy skupić się na marketingu?

Przede wszystkim zapytałbym ich, czy znają pojęcie zrównoważonego rozwoju o którym wspomniałem wcześniej. Dla Ekstraklasy obowiązuje ten sam schemat. Porównajmy to do sytuacji zawodnika. Mamy piłkarza, który chce być zawodnikiem kompletnym. Trenuje technikę, strzały, ale zaniedbuje całkowicie ćwiczenia na siłowni, naukę języka czy dietę. Jeśli więc zawodnik ma najlepszą technikę użytkową, ale ma braki w innych dziedzinach, to nie będzie piłkarzem kompletnym.

Jeśli Lewandowski poświęcałby się tylko trenowaniu rzutów karnych, a nie chodziłby na siłownię, to nie potrafiłby walczyć tak z obrońcami i zdobywać tylu ważnych bramek, które wynikają z przewagi fizycznej. Bramek, których nie mógłby zdobyć, jeśli nie posiada innych atutów niż dobry strzał z jedenastego metra.

Podobnie jest z klubami i ogólnie z podmiotami sportowymi. Powinniśmy rozwijać się na każdym etapie. To, że telewizja dobrze opakowuje Ekstraklasę jest ok. Nie możemy tego zaprzestać tylko dlatego, że jeden filar – ten sportowy jest w tyle.

Osobiście w mniejszych klubach spotkałem się z takim podejściem: wycinamy marketing, bo jest niepotrzebny, skoro gramy w II lidze. Nagle klub zwalnia marketingowców czy ludzi od działalności organizacyjnej, a potem okazuje się, że pojawił się sukces sportowy. Jest awans szczebel wyżej, gdzie są inne oczekiwania od organizatora rozgrywek, zobowiązania sponsorów, ale nie ma rąk do pracy, które mają w tym doświadczenie. Za to te osoby zwolnione znalazły już inne zajęcie. Wychodzi więc, że w klubie brakuje osób kompetentnych. Poziom sportowy jest utrzymany, ale w tyle znajduje się marketing i organizacja. Dlatego powinniśmy te filary budować w sposób zrównoważony.

Ciągle się rozwijamy, stąd pytanie: jak widzi Pan Ekstraklasę za 10 lat? Bo ta sprzed dekady w porównaniu do obecnej znacznie się różni, jeśli chodzi o opakowanie, współpracę z kibicami. Czym zaskoczy nas liga w przyszłości, jeśli chodzi o marketing czy organizację?

Myślę, że będzie postępowała digitalizacja. I to jest proces nieubłagany, który możemy jedynie spowolnić. Dlatego nowe pokolenia całkowicie inaczej będą konsumowały sport i przez to ulegnie zmianie komunikacja z tymi kibicami. To będzie wyzwanie dla klubów sportowych oraz zarządców rozgrywek.

Kluby będą musiały wyjść do kibiców z produktem, który ich zainteresuje. Różnych bodźców, sportów działających na fanów jest coraz więcej. Trzeba więc się czymś wyróżnić i tym wyróżnikiem może być przewaga na tle technologicznym. Chodzi o wykorzystanie wiedzy o naszych kibicach: o tym, co robią w Internecie czy na stadionie, czego potrzebują? Ta wiedza i wprowadzenie alternatywnych produktów będzie najważniejsza. Myślę, że organizacje sportowe prędzej czy później zaczną potrzebować specjalistów od technologii, umiejących stworzyć dany produkt i wdrożyć go. Ludzi, którzy wiedzą: po co to robią i jakie korzyści ich działania mogą przynieść. To jest przyszłość.

Fot. Adam Starszynski / PressFocus

Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki