Connect with us

Rozgrywki

Przepiękne bramki #MinąłWeekend – 5. kolejka

#MinąłWeekend

Kamil Grosicki wrócił do pogoni Szczecin, Lech znów pokazał oraz padło kilka pięknych goli – to wszystko wydarzyło się w 5. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Grosik ponownie w Szczecinie

Pogoń Szczecin 4:1 Stal Mielec

Mecz jeszcze się nie rozpoczął, a kibice Pogoni już mieli się z czego cieszyć. Przed spotkaniem zaprezentowano nowego zawodnika Portowców. I to jakiego! Kamil Grosicki powraca do klubu w którym się wychował. To kolejny w tym okienku wielki powrót do Ekstraklasy. Choć nie oszukujmy się, gdyby Kamil nie miał takiego słabego ostatniego sezonu, to na pewno zgłosiłby się po niego klub z lepszej ligi niż polska Ekstraklasa. Lecz nie ma co narzekać. Grosicki, jeżeli tylko będzie w formie, to jeden z najlepszych zawodników w tej lidze. Właśnie z dojściem do formy może być trochę problem. Grosicki w poprzednim sezonie nie grał za wiele, a podczas okresu przygotowawczego przed tym sezonem. trenował indywidualnie. Trochę potrwa, aż dojdzie do optymalnej formy.

Niespodzianka do przerwy

Kibice Pogoni byli wniebowzięci. Gdy sędzia zagwizdał po raz pierwszy, przypomnieli sobie, że przyszli na mecz. Od początku spotkania optyczną przewagę miała Pogoń. Przez całą pierwszą połowę gospodarze walili głową w mur i nie potrafili pokonać Rafała Strączka. Stal przed przerwą zdołała przeprowadzić tylko jedną akcję. Za to nie byle jaką akcję, bo akcję bramkową. Maciej Urbańczyk dośrodkował piłkę w pole karne. Żaden z obrońców Pogoni nie zdecydował się wybić piłki, a więc Grzegorz Tomasiewicz miał ułatwione zadanie. Pomocnik gości musiał tylko skierować piłkę do bramki i to właśnie uczynił. Stal na przerwę schodziła niespodziewanie prowadząc.

Po przerwie Pogoń wreszcie znalazła sposób na Rafała Strączka. Dość mocno Portowcom pomógł, wprowadzony w przerwie, Maciej Janowski. Były zawodnik m.in. Ruchu Chorzów zagrał ręka we własnym polu karnym. Sędzia wskazał więc na “wapno”. Do piłki podszedł Kamil Drygas, który mocnym strzałem doprowadził do wyrównania. W 56. minucie na prowadzeniu byli już Portowcy. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Drygasa, który uderzył dość mocno. Piłka pewnie przeleciałaby obok bramki, ale wybijać próbował ją Krystian Getinger. Zrobił to jednak tak nieporadnie, że futbolówka wylądowała w bramce. Potem ataki Pogoni nasiliły się jeszcze bardziej. Kilka razy dobrze interweniował Strączek, ale skapitulował w 72. minucie. Pogoń miała drugiego karego, tym razem po zagraniu ręką przez Jonathana de Amo. Karnego po raz drugi wykorzystał Kamil Drygas. Pod koniec spotkania Stal dobił jeszcze Kostas Triantafyllopoulos i goście byli już na łopatkach.

Nie ma co ukrywać, Pogoń wygrała zasłużenie. Stal po prostu zagrała słabo, a to, że udało im się zdobyć bramkę, to po prostu łut szczęścia. Kibice Pogoni mieli więc w sobotę dwa powody do radości. Powrót Kamila Grosickiego uczczono wysokim zwycięstwem.

Probierz odetchnął z ulgą

Cracovia 2:1 Jagiellonia Białystok

W pierwszych czterech kolejkach Cracovia zdobyła zaledwie jeden punkt. Pozycja Michała Probierza nie była raczej zagrożona, ale kolejna porażka na pewno zdenerwowałaby, nie tyle prezesa, co sympatyków Pasów. Rywalem Cracovii w 5. kolejce była Jagiellonia. Co ciekawe dla Jagi był to pierwszy wyjazdowy mecz w sezonie.

Od początku spotkania w szeregach gospodarzy bardzo aktywny był Marcos Alvarez. W 12. minucie wykorzystał poślizgnięcie się Bartosza Kwietnia i znalazł się w akcji sam na sam z Pavelsem Steinborsem. Można było pomyśleć, że taki doświadczony napastnik na pewno nie spartoli takiej sytuacji. No ale spartolił. Alvarez uderzył wprost w Steinborsa. Nie podłamało to Pasów. W końcu Cracovia dopięła swego i zdobyła bramkę pod koniec pierwszej połowy.  W 45. minucie Alvarez wbiegł przed Israela Puerto. Niemiec gdy tylko poczuł kontakt, to od razu się przewrócił. Sędzia po analizie VAR podyktował karnego. Czy słusznie? Jeden sędzia podyktowałby karnego, drugi nie, ale w sumie w obu sytuacjach sędzia by się obronił. Kontakt był i w sumie karny też mógł być. No i był. Mało tego został nawet wykorzystany. Przez Alvareza? Nie, gola strzelił Pelle van Amersfoort.

Jeden gol to za mało

Jaga w sumie nawet chciała wyrównać. Lecz najwyraźniej nie chciał tego Andrzej Trubeha, który w 53. minucie musiał tylko dostawić nogę i skierować piłkę do pustej bramki. Mało tego, był w odległości dwóch metrów od bramki. Jak się państwo zapewne domyślają w tej akcji Trubeha bramki nie zdobył. Napiszę więcej, on nawet nie oddał strzału. Potem chyba sam nie wiedział dlaczego. Blisko gola goście byli w 60. minucie. Taras Romanczuk oddał strzał z dystansu, a piłka po rykoszecie spadła tuż obok słupka. Dwie minuty później było już 2:0 dla Cracovii. Alvarez wystawił piłkę, wbiegającemu w pole karne, Sergiu Hance. Rumun uderzył bez przyjęcia i umieścił futbolówkę w bramce. Przyjezdni w miarę szybko, bo w 69. minucie zdobyli bramkę kontaktową. Gola strzelił Jesus Imaz. Choć nie miał bardzo trudnego zadania, bo musiał trafić do pustej braki z najbliższej odległości (dla niektórych jest to trudność).

Jak się okazało, była to jedyna bramka jaką udało się Jadze zdobyć w tym spotkaniu. Cracovia wreszcie wygrała. Po meczu trener Probierz cieszył się co najmniej jakby awansował do pucharów. W sumie nie ma co się dziwić, teraz może mówić, że jego plan wreszcie wypalił. Jednakże jedna jaskółka wiosny nie czyni. Jagiellonia nie mogła znaleźć w tym meczu swojego rytmu. Gd y w końcu znalazła, to zdołała zdobyć tylko jedną bramkę, która nie dała nawet remisu.

Yeboah niczym Messi

Górnik Łęczna 1:3 Wisła Kraków

Duma Lubelszczyzny liczyła na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Zwłaszcza, że tydzień temu we Wrocławiu Górnik zagrał solidnie, a Wisła nie wygrała trzech poprzednich meczów. Wyszło jednak, jak zawsze…

Zacznijmy od początku, bo na początku bardzo dobrą okazję miał Górnik. Pisząc ściślej, miał ją Michał Mak, który wbiegł w “szesnastke” gości i oddał groźny strzał. Lecz dobrą interwencję zaliczył Paweł Kieszek. Przez długi czas akcja Maka była jedyną w wykonaniu gospodarzy. To Wisła przeważała. Bardzo aktywny w ofensywie był Felicio Brown Forbes. Snajper rodem z Ameryki Środkowej miał dwie dobre sytuacje, ale za pierwszym razem trafił w słupek, a za drugim uderzył obok bramki. Biała Gwiazda na prowadzenie wyszła w 20. minucie. Michal Skvarka dostał piłkę na wysokości pola karnego, minął Bartosza Rymaniaka, a następnie ograł Kryspina Szcześniaka i zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach Wisły Kraków. Wisła mogła podwyższyć jeszcze przed przerwą, ale Zielono-Czarni zdołali się wybronić.

Fantastyczny gol

Kibice zgromadzeni na stadionie mieli nadzieję, że od razu po rozpoczęciu drugiej połowy podopieczni Kamila Kieresia rzucą się do ataku. Nic bardziej mylnego, nadal to Wisła przeważała. W 49. minucie Biała Gwiazda wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Yaw Yeboah wziął Rymaniaka na tzw. karuzelę. Yeboah zabawił z obrońcą Górnika niczym Leo Messi, potem minął jeszcze Sergieja Krykuna, a na końcu umieścił piłkę w bramce. Wiem, nie opisałem tej akcji zbyt dobrze, ale byla ona tak dobra, że nie sposób jej opisać. Trzeba ją po prostu zobaczyć.

Czy drugą stracona bramka podziała mobilizująco na Górnika? No tak średnio, bo w 62. minucie stracili trzecią. Skvarka podał do wychodzącego na bardzo dobrą pozycję Brown Forbesa, a napastnik nie zmarnował sytuacji. Dopiero trzeci stracony gol ożywił trochę Górnika. Lecz Dumę Lubelszczyzny stać było tylko na bramkę honorową. W 73. minucie Przemysław Banaszak wbiegł w pole karne Wisły, po drodze dwóch przeciwników, i uderzył w kierunku bramki. Pechowo interweniujący Michal Frydrych wbił piłkę do wbił piłkę do własnej bramki.

Trudno jest szukać jakichkolwiek pozytywów po stronie Górnika. Po pierwsze podopieczni Michała Kieresia fatalnie prezentują się w obronie. Przy każdej z bramek obrońcy bardziej przypominali tyczki niż piłkarzy. Nie podobało mi się również, że Górnik gra tak bojaźliwie. Rozumiem, że jest on beniaminkiem, ale Zielono-Czarni wręcz zapraszali Wisłę na własną połowę. Jeżeli już chce się tak grać, to wypadałoby dobrze grac z kontry. Górnik jednak nawet podczas kontrataków popełniał katastrofalne błędy. Często zawodnicy w ogóle się nie rozumieli. Jeden chciał żeby zagrano piłkę do boku, a drugi podaje prostopadle. No nie, jeżeli górnicy nie poprawią gry, to o utrzymaniu mogą tylko pomarzyć.

Przewrotka w ostatniej minucie, Śląsk znów z jednym punkcikiem

Piast Gliwice 1:1 Śląsk Wrocław

Obie ekipy na początku sezonu grają w kratkę. Piast dwa mecze wygrał i dwa przegrał, a Śląsk raz zwyciężył i trzy razy zremisował.

Pierwszą połowę można podsumować jednym słowem – nuda. Tak, było nudno. W sumie warto odnotować tylko jedną sytuację. Była 37. minuta, Jakub Holubek zacentrował w pole karne, idealnie na głowę Tiago Alvesa. Portugalczyk uderzył tuż obok słupka.

Po przerwie widowisko nieco się rozkręciło, choć tempo gry nie było zawrotne. W 60. minucie bardzo dobrą okazję mieli goście. Jednak uderzenie Petra Schwarza fantastycznie obronił Frantisek Plach. Piast dobrą sytuację stworzył sobie w 66. minucie, co więcej była to sytuacja bramkowa. Patryk Sokołowski zagrał prostopadłe podanie, piłkę przepuścił Martin Konczkowski, przejął ją Damian Kądzior. Były gracz Dinama Zagrzeb podał na szósty metr, a Kristopher Vida skierował piłkę do bramki. Trzeba przyznać, że była to dość ładna akcja.  Po golu dla Piasta, znów na boisku powiało nudą. W sumie nic nie wskazywało na to, że jeszcze cokolwiek się w tym meczu jeszcze wydarzy. Aż tu nagle, w doliczonym czasie gry na strzał z przewrotki zdecydował się Fabian Piasecki. i to jaki strzał. Piasecki uderzył fantastycznie, Plach nie miał najmniejszych szans na skuteczną interwencję.

Ten piękny gol Piaseckiego dał Śląskowi jeden punkt. Śląsk chyba lubi remisować, bo to jego czwarty remis w tym sezonie. Mówi się czasem, że jak nie możesz meczu wygrać, to go zremisuj. Śląsk to powiedzenie chyba wziął sobie za bardzo do serca. Choć można ta to spojrzeć też pozytywnie – Śląsk w tym sezonie jeszcze nie przegrał.

Ulewa bramek

Wisła Płock 4:0 Zagłębie Lubin

Miedziowi po pewnej wygranej z Pogonią pojechali na Mazowsze z myślą o zgarnięciu następnego kompletu punktów. W spotkaniu z Wisłą byli faworytami, patrząc zwłaszcza na poprzednie mecze płocczan, w których nie zachwycali. Jednak rzeczywistość okazała się zgoła inna. Przede wszystkim aura nie sprzyjała zawodnikom. Intensywne opady deszczu spowodowały, że rozgrywanie piłki były bardzo utrudnione. Futbolówka w każdym momencie mogła się zatrzymać i zmienić przebieg akcji.

W niecodziennych warunkach lepiej poradzili sobie gospodarze. Kiedy rozgrywanie piłki po murawie jest utrudnione, warto zagrać górą. Dlatego idealne dośrodkowanie Rafała Wolskiego wykorzystał Łukasz Sekulski, dając już w 4. minucie prowadzenie Wiśle. Zagłębie nie wiedziało za bardzo, jak się temu przeciwstawić. Natomiast Wisła mająca kolejne okazje chciała jak najszybciej wypunktować przyjezdnych. Kolejny cios w 21. minucie zadał wcześniej asystujący Rafał Wolski. Trzeba przyznać, że Wisła rozegrała pierwszą połowę idealnie, wykorzystując nadarzające się sytuacje.

Na drugą część gry piłkarze wyszli już przy lepszych warunkach atmosferycznych. Murawa zdawała się przesychać, ale to i tak było daleko od idealnych warunków. Miedziowi nie odmienili losów spotkania. Po kwadransie gry płocczanie ostatecznie dobili przyjezdnych. Po części doprowadzili do tego sami goście, ponieważ po bramce Łukasza Sekulskiego na trzy do zera, bramką samobójczą popisał się Ian Soler.

 

Do końca meczu nie padło już  więcej bramek. Wcześniej z boiska zdążyli zejść bohaterowie gospodarzy, czyli Łukasz Sekulski i Rafał Wolski, którzy zagrali bardzo dobre spotkanie. Ciekawie zapowiada się kolejny sprawdzian przed drużyną Macieja Bartoszka, gdyż czeka ich mecz z rewelacyjnie spisującym się w europejskich pucharach Rakowem Częstochowa. Natomiast miedziowych czeka derbowe spotkanie na własnym terenie ze Śląskiem Wrocław.

Udany rewanż

Radomiak Radom 1:0 Warta Poznań

Radomianie przed spotkaniem z Wartą mieli dodatkową motywację niż przed jakimkolwiek wcześniejszym meczem w tym sezonie w ekstraklasie. Ponad rok temu pod koniec lipca przegrali finałowe spotkanie  o awans do ekstraklasy z… Wartą Poznań. Chęć rewanżu nastąpiła dość szybko i to już w momencie, gdy obie ekipy są na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Przebieg spotkania był wyrównany. Żadna z ekip nie potrafiła stworzyć wyraźniej przewagi. Świadczą o tym chociażby statystyki. Obie drużyny oddały po jednym celnym strzale. To zdecydowanie zmniejszyło szanse na jakąkolwiek zdobycz bramkową. W drugiej połowie przed stuprocentową sytuacją stanął Radomiak, a tak naprawdę Leandro. Na nieszczęście licznie zgromadzonej publiczności Brazylijczyk w 56. minucie nie wykorzystał rzutu karnego.  Stracona szansa nie podłamała gospodarzy. Mimo że Poznaniacy częściej utrzymywali się przy piłce, to więcej klarownych sytuacji mieli gospodarze. Wytrwałość i upiór poskutkował bramką zdobytą w ostatniej chwili. W doliczonym czasie gry gola na wagę trzech punktów strzelił Mario Rondon, który dostał idealne podanie na głowę od Meika Karwota idealnie na głowę.

Po pięciu rozegranych kolejkach Radomiak plasuje się na wysokiej 5. pozycji, mając jeden mecz zaległy. Natomiast Warta po dobrym początku sezonu zalicza drugą porażkę z rzędu. O poprawę złej serii powalczy na własnym terenie z Jagiellonią. Natomiast Radomiak zagra w Gdańsku z miejscową Lechią.

Najlepszy początek od blisko 30 lat

Lech Poznań 2:0 Lechia Gdańsk

Lechici po lekkim falstarcie (tak można uznać remis z beniaminkiem z Radomia) z każdą kolejką nabierają rozpędu. Od trzech spotkań są niepokonani. O podtrzymanie dobrej serii walczyli z także niepokonaną w tym sezonie Lechią Gdańsk. Zapowiadało się bardzo ciekawe starcie pomiędzy tymi ekipami. Kolejorz prowadzony przez Macieja Skorżę oraz Lechia przez Piotra Stokowca mogą pochwalić się szkoleniowcami, którzy na poziomie ekstraklasy zdobyli już ponad 400 punktów.

Jednak dość szybko Lech pozbawił gdańszczan złudzeń, że mogą wywieźć z Poznania jakikolwiek punkt. Kolejorz prowadził grę. Nie pozwalał rywalom na zbyt wiele pod swoim polem karnym. Dobrze pracująca defensywa utrudniała rozegranie piłki przyjezdnym. Doskonałą pracę w bloku defensywnym pokazuje statystyka celnych strzałów Lechii, a raczej ich brak. Lech do tego dołożył jakość w ofensywie. Takich goli zdobytych przez Mikaela Ishaka oraz Nike Kvekveskirego nikt by się nie powstydził. Szwed w 17. minucie wykorzystał dokładne podania Joao Amarala i mocnym strzałem z około 15. metra  zdobył pierwszego gola. Natomiast Gruzin w 63. minucie oddał jeszcze lepszy strzał z rzutu wolnego, nie dając żadnych szans Dusanowi Kuciakowi, odwdzięczając się zarazem trenerowi za powierzoną szansę zagrania od pierwszej minuty w miejsce Pedra Tiby.

Lech wygrał pewnie. Lechia nie zagrała złego spotkania, ale na tle tak dysponowanego Kolejorza to nie wystarczyło. Kiedy nie oddajesz celnego strzału, nie możesz liczyć na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Poznaniacy notują najlepszy start w lidze  od sezonu 1992/1993, kiedy to po 5 kolejkach mieli komplet zwycięstw. Tamten sezon zakończył się dla nich mistrzostwem. Czy tak będzie tym razem… czas pokaże.

 

Mecze: Raków Częstochowa – Górnik Zabrze i Legia Warszawa – Bruk-Bet Termalica Nieciecza został przełożone.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Górnik ŁęcznaLechia Gdańsk
Jagiellonia BiałystokLech Poznań
Stal MielecRadomiak Radom
Warta PoznańZagłębie Lubin
Legia WarszawaRaków Częstochowa
Bruk-Bet Termalica NiecieczaGórnik Zabrze
Śląsk WrocławWisła Płock
Wisła KrakówPogoń Szczecin
Piast GliwiceCracovia

Mecz kolejki: Lech Poznań – Pogoń Szczecin

Lech po pięciu kolejkach jest liderem i gra na prawdę dobrze. Za to Pogoń zajmuje drugie miejsce. Być może w brawach Portowców zadebiutuje Kamil Grosicki.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Rozgrywki