Obserwuj nas

Legia Warszawa

Niewykorzystana szansa i Wielki Mur Niepołomicki [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Po porażce w Norwegii Legia Warszawa chciała jak najszybciej zrehabilitować się w meczu z Puszczą Niepołomice. Beniaminek przyjechał do Warszawy podbudowany, mając w pamięci remis w Krakowie w rundzie jesiennej. Po porażkach Śląska i Jagiellonii, zespół ze stolicy miał chrapkę na „zbliżenie się” do czołówki tabeli PKO Ekstraklasy. W niedzielne popołudnie ekipa z Małopolski miała jednak nieco inne plany. Puszcza ponownie zabrała dwa oczka Legii Warszawa i wcale nie składa broni w walce o utrzymanie. Legia? Musi się koniecznie obudzić, jeśli marzy o najcenniejszym piłkarskim trofeum w Polsce. Czy Kosta Runjaić znowu przestrzelił ze składem? Co zaważyło na stracie punktów? Czy to już koniec marzeń o mistrzostwie? Zapraszam na cykl „Komentarz ze stadionu”.

Dużo wiatru, mało konkretów

Trener Kosta Runjaić postanowił iść w myśl zasady – „Zwycięskiego składu się nie zmienia”. Pewnie pomyśleliście teraz, co to ma wspólnego z ostatnim meczem, który finalnie był przegrany. Otóż w spotkaniu z Puszczą Niepołomice rozpoczynał skład, który kończył pojedynek przeciwko Molde, a który finalnie wygrał drugą połowę w Norwegii. Proste, prawda? Jeśli chodzi o początek meczu, tutaj zaskoczeń również nie było. Legia zdecydowanie przeważała, Puszcza starała się wyprowadzić kilka kontr. Kończyły się one jednak zazwyczaj osamotnionym Zapolnikiem, który walczył jak mógł z obrońcami gospodarzy.

Od początku mogliśmy zobaczyć po raz pierwszy w tym sezonie Ryoyę Morishitę na lewym wahadle. I to Japończyk był najbardziej wyróżniającą się postacią w barwach Legii Warszawa. Lewy wahadłowy świetnie zdobywał teren poprzez drybling oraz przyspieszenie na pierwszych metrach. Mroziński miał ogromny problem w pierwszej połowie, aby powstrzymywać nowy nabytek Legii. Zresztą, większość akcji gospodarzy obierała kursy na wahadła. W drugiej części pierwszej połowy Josue postanowił przenieść ciężar gry na drugą stronę boiska, gdzie co prawda Paweł Wszołek z łatwością urywał się obrońcom, Jednak na przeszkodzie stawała… murawa. Co prawda nie była ona w takim złym stanie jak w Chorzowie, ale nie była też dywanem, jak to zapowiadano w klubowych social mediach.

– Wiedzieliśmy jak gra Puszcza, to drużyna grająca w fizyczny sposób. Głupio straciliśmy gola. Lepiej ugrać jeden punkt niż zero. Dążyliśmy do wygranej, mieliśmy swoje okazje, ale niestety nie udało się strzelić gola. Cieszę się, że to Maciej Rosołek trafił do siatki. Mogliśmy dziś zdobyć trzy punkty, ale niestety to się nie udało. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że musimy poprawić naszą grę z przodu. W czwartek chcemy wygrać i awansować do kolejnej rundy Ligi Konferencji Europy UEFA. – powiedział po spotkaniu Marco Burch.

Wielki Mur Niepołomicki i „bohater” Rosołek

Każdy szanujący się fan PKO Ekstraklasy nie był w ogóle zdziwiony przebiegiem tego spotkania. Legia Warszawa przez 75 minut czasu gry była przy piłce, a Puszcza Niepołomice dzielnie we własnych okopach przed szesnastym metrem, starała się wybijać piłkę jak najdalej od własnego pola karnego. Wielki Mur Niepołomicki był szczelny, ale nie na tyle, żeby gospodarze nie pojawiali się z regularnością w polu karnym i nie oddawali strzałów na bramkę Oliwiera Zycha. Gospodarze dochodzili do groźnych sytuacji, lecz dużym problemem nie było ustawienie obrońców gości, a przede wszystkim dokładność podań w końcowej fazie konstruowania akcji. Zawsze brakowało jakiejś „kropki nad i”.

Wspomnianą kropkę zdołała jakimś cudem postawić Puszcza Niepołomice. Oczywiście nie mogło być inaczej w przypadku tego zespołu, jak zdobycie bramki po stałym fragmencie gry. Yuri Ribeiro wyszedł ze swojej strefy, zdołał doprowadzić do dośrodkowania, a Rafał Augustyniak nie zdążył zaasekurować kolegi w polu karnym Kacpra Tobiasza. Tym samym Michał Koj oficjalnie wpisuje się w historię klubu z Niepołomic jako pierwszy strzelec bramki przy Łazienkowskiej. Pachniało mocną sensacją, zwłaszcza że bramka padła tuż przed gwizdkiem na przerwę sędziego Mycia.

***

Legia Warszawa po przerwie od razu ruszyła do ataku. Znów głównymi postaciami akcji ofensywnych byli Morishita oraz Wszołek. Po jednej z akcji Japończyk świetnie wykorzystał penetrujące obronę podanie Elitima i dzięki swojej szybkości wystawił piłkę Pawłowi Wszołkowi, niemalże na pustą bramkę, jednak finalnie piłka nie znalazła drogi do bramki. Prawy wahadłowy twierdził, że był zatrzymywany nieprzepisowo. Natomiast sędziowie w wozie VAR mieli inne zdanie. Znów brakowało dokładności i wepchnięcia futbolówki do bramki w jakikolwiek sposób. Puszcza „puchła” z minuty na minutę i było widać, że z utęsknieniem odliczali minuty do końcowego gwizdka. Trzeba przyznać również, że świetnymi paradami popisywał się Oliwier Zych. Moim zdaniem bramkarz gości znacznie przyczynił się do końcowego wyniku. Stylem bronienia przypomina mi on nieco Artura Boruca, a w niedzielnym spotkaniu zdecydowanie mógł zostać nazwany MVP całej rywalizacji.

Honor Legii Warszawa uratował krytykowany bardzo mocno Maciej Rosołek. Młody napastnik wręcz nawet nie strzelił, a wepchnął piłkę do bramki Zycha i tym samym ocalił swój klub przed kompromitacją. Zabrakło już czasu i pomysłu na grę Legii Warszawa, aby dopisała sobie komplet punktów w inauguracyjnym rundę meczu przy Łazienkowskiej. Świetną okazję miał jeszcze w końcówce Marc Gual, ale Hiszpan pomimo świetnej pozycji na strzał z półwoleja, przestrzelił wysoko ponad bramką. Co do Rosołka, fakt że uratował klub to ogromny plus dla niego, bo w końcu przełamał swoją niemoc strzelecką. Popracować musi jednak nie tylko nad skutecznością, ale również nad udzielaniem wywiadów w sportowych telewizjach…

Mistrzostwo? Pomidor…

Kto na plus, a kto na minus w meczu z Puszczą? Na „duże plusisko” zasłużył z pewnością Japończyk Ryoyu Morishita. Mogła się podobać jego szybkość, pojedynki 1vs1 z obrońcami Puszczy oraz brak strachu przed oddaniem strzału. Do poprawy oczywiście ustawienie się względem kolegów z zespołu. Jestem jednak pewien, że z czasem to po prostu musi przyjść. Lewy wahadłowy w tej rundzie pomimo trzech spotkań, zdecydowanie zrobił dużo lepsze wrażenie aniżeli Patryk Kun. Mały plus również przy nazwisku Pawła Wszołka za aktywność oraz chęć do gry kombinacyjnej. Trzeba dodać jednak mały minus za wykończenie. Po prostu okradł Josue z asysty.

Na minus? Zdecydowanie Bartosz Kapustka oraz Blaz Kramer. Obaj nie wnieśli nic do gry ofensywnej Legii. Po dobrym meczu w Norwegii, Kapustka zaliczył gorszy występ z Puszczą Niepołomice. Nie ma co ukrywać, ale i tak jest on zdecydowanie lepszym rozwiązaniem na pozycji numer 10, aniżeli Maciej Rosołek. Na minus również występ Augustyniaka, który zaspał przy asekuracji Ribeiro przy stracie bramki w pierwszej połowie.

***

Czy Legia Warszawa ma szanse na mistrzostwo? Przeciwnicy z góry tabeli robią wszystko, aby Legia z Lechem aktywnie włączyły się do walki o najcenniejsze piłkarskie trofeum w Polsce. O ile Kolejorz po przerwie zimowej radzi sobie bardzo dobrze, o tyle Legia mogła zrobić kolejny duży krok do pościgu, lecz tym razem trener Tułacz postanowił uprzykrzyć im życie. Tak jak wspomniałem wcześniej, każdy wiedział, jak ten mecz będzie wiedział już przed jego pierwszym gwizdkiem. Jeśli chce się poważnie walczyć o mistrzostwo z pozycji numer sześć z poważną stratą punktową, a Twoi rywale gubią punkty, Twoim obowiązkiem jest przepchnąć taki mecz kolanem, czy jakąkolwiek inną częścią ciała – tak aby zdobyć komplet punktów.

Legia nie wykorzystała szansy i boję się, że takie właśnie mecze zdecydują, że w kwietniu tych punktów będzie brakować do tego, by gonić czołówkę. To nie był mecz z Lechem czy Pogonią. To był mecz z beniaminkiem, który sensacyjnie awansował do PKO Ekstraklasy i obowiązkiem zespołu Kosty Runjaicia jest zdobycie kompletu punktów. Legia sama utrudniła sobie życie i teraz musi patrzeć nie tylko na siebie i własne zdobycze punktowe, ale również zacząć liczyć matematyczne szanse, kto z kim z góry musi wygrać, aby było najkorzystniej. A wystarczyło tylko wepchnąć drugi raz piłkę do bramki Zycha…

***

No właśnie… Maciej Rosołek sprawił, że Legia uniknęła kompromitacji. Nikt nie uratował jednak napastnika z Siedlec przed kompromitacją w wywiadzie pomeczowym z Hubertem Bugajem w TVP Sport. Atakujący stołecznej drużyny stwierdził, że wcale nie zagrali złego meczu, a że można się lekko uśmiechnąć z faktu, że odrobili jeden punkt do czołówki. No cóż… W takich sytuacjach przypomina mi się wywiad Soni Śledź z Arkadiuszem Malarzem i słynne „Ku*wa obudźmy się… My jesteśmy Legia Warszawa!”.

Oczywiście Maciek był w euforii po swojej bramce w tym wywiadzie. I świetne jest to, że strzelił tego gola, bo sam go bardzo potrzebował pod względem psychicznym. Mógł pokazać mimo wszystko nieco więcej ambicji w swojej wypowiedzi. Z całym szacunkiem, ale jeśli nie zagrali słabego meczu, to co to było? Właśnie prawie przegrali z beniaminkiem PKO Ekstraklasy. I tutaj nie ma w żadnym przypadku szklanki do połowy pełnej, tutaj jest szklanka bez kompletu punktów! Trzeba rozróżnić rangę danego rywala, bo inaczej, jeśli poszczególni zawodnicy mają takie nastawienie psychiczne do meczu, to nie mają po co wcychodzić na boisko, by walczyć o najwyższe cele.

Oceny pomeczowe

Oceny w skali 1-10 (ocena wyjściowa: 5)

Marc Gual – 4

Radovan Pankov – 5

Tomas Pekhart – 4

Maciej Rosołek – grał zbyt krótko, żeby go ocenić

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa