Obserwuj nas

Ekstraklasa

Takimi meczami przegrywa się mistrzostwo Polski…

Legia Warszawa po raz kolejny traci punkty w meczu PKO Ekstraklasy. Tym razem po remisie z Puszczą Niepołomice, podopieczni trenera Kosty Runjaicia ponownie podzielili się punktami. W Kielcach podejmowali miejscową Koronę, która w doliczonym czasie gry za sprawą strzału Dalmau doprowadziła do wyrównania. Kolejny raz zespół z Warszawy zmarnował okazję, aby zbliżyć się do czołówki walczącej o mistrzostwo Polski. Czy Kosta Runjaić dobrze poprowadził zespół w meczu w Kielcach? Co było największym problemem Legii Warszawa w niedzielne popołudnie? Czy ktoś zagrał na miarę swoich możliwości?

 

Cel w Kielcach? Zagraj prostopadle do Kramera

Mecz w Kielcach rozpoczął się tak, jak powinno rozpocząć się spotkanie z Molde FK. Jednak rzeczywistość zarówno w Norwegii, jak i w Polsce była zupełnie inna. Nie żyjmy przeszłością i spójrzmy, co było w meczu z Koroną Kielce. Było coś, co rozpaliło serca kibiców Legii Warszawa. Mianowicie zespół gości fantastycznie wszedł w mecz za sprawą Blaza Kramera, który wykorzystał prostopadle podanie Bartosza Kapustki. Były pomocnik Leicester City tego dnia założył opaskę kapitańską stołecznego klubu pod nieobecność Josue, który musiał odbyć karę za nadmiar żółtych kartek. Kapustka był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem w Kielcach. Emanował pewnością siebie, futbolówka nie przeszkadzała mu przy nodze i starał się zawsze zdobywać teren, aby znaleźć się bliżej bramki rywala. Trener Kosta Runjaić jednak miał inne zdanie i zmienił kapitana w końcówce spotkania, gdy wynik na tablicy pokazywał 2:3…

Firmowe zagranie Kramera? Wyjście do prostopadłej piłki. Jednak największym problemem w Legii Warszawa było to, iż żaden z zawodników (może oprócz Josue), nie potrafił wcześniej w tempo dograć futbolówki do Słoweńca. W Kielcach raz Kapustka, a raz Marc Gual świetnie wykorzystali znak firmowy napastnika warszawskiego zespołu. Wreszcie mogliśmy ujrzeć Legię Warszawa grającą po ziemi w polu karnym rywala. Owszem taktyka na dośrodkowywanie na Pekharta miała sens, ale tylko i wyłącznie w sytuacji, gdy na wahadłach biegali Juranović z Mladenoviciem, którzy potrafili dograć piłkę na nos Czecha. Obecnie u Pawła Wszołka oraz Patryka Kuna nie widzimy, aby ich dośrodkowania choć trochę zbliżyły się do powyższej dwójki.

***

Dodatkowo Marc Gual obudził w sobie to, co miał w Jagielloni Białystok. Ten błysk i nutkę geniuszu napastnika. Hiszpan doskonale wykorzystał podanie Elitima i z bardzo ciężkiej technicznie pozycji zdobył bramkę na 1:3 dla Legii Warszawa. Po tym trafieniu napastnik stołecznego klubu złapał naprawdę duży luz w grze i chciał uczestniczyć niemal w każdej akcji. Wydawało się, że Kosta Runjaić da mu dograć spotkanie do końca, ponieważ dochodził do sytuacji strzeleckiej, a sama jego pewność siebie rosła z minuty na minutę. Niemiecki szkoleniowiec miał jednak inny plan. Plan rodem z serialu „Chłopaki z baraków”…

„Nie powinienem tego robić, ale ch*j…”

Chyba każdy zna ten słynny mem pochodzący z urywka serialu „Chłopaków z baraków”, gdzie Ricky mówi słowa „Nie powinienem robić, ale ch*j”. W ten sam sposób postąpił trener Kosta Runjaić podczas meczu z Koroną Kielce. Na czwartkowej konferencji prasowej mówił, iż nie chciał się kierować emocjami w przerwie spotkania i dokonywać czterech zmian po trzech kwadransach. Można powiedzieć, że to dobrze świadczy o trenerze, ponieważ swoje decyzje podejmuje na chłodno po dokładnej analizie, a nie pod wpływem impulsu w danej sytuacji. Tym razem postanowił kierować się właściwie nie wiadomo czym…. Naprawdę oglądając niedzielną potyczkę dwóch klubów starałem się wydedukować, czym kierował się niemiecki szkoleniowiec przy zmianach w drugiej części spotkania. Bartosz Kapustka MVP spotkania = zmiana, Marc Gual bramka = zmiana, Blaz Kramer 2 bramki = zmiana. Czy zauważyliście tutaj jakąś analogię?

Znaleźliście analogię? Ja też nie. Owszem, wszyscy trzej wymienieni rozgrywali w niedzielne popołudnie bardzo dobre zawody. Jednak nie można w drugiej połowie zdejmować trio, które ciągnie zespół do wygranej. Zwłaszcza, że Marc Gual i Blaz Kramer mieli problem z odblokowaniem się, jeśli chodzi o strzelanie goli. Trzeba budować ich pewność siebie w takich spotkaniach, gdzie rywal jest niewygodny, ale spokojnie do ogrania. Zwłaszcza, że na ławce rezerwowych nie czekali jakościowi zmiennicy, a czekał Maciej Rosołek, który nadal szuka swojej wymarzonej formy. Wychowanek Legii Warszawa nie pokazał nic w Kielcach.

***

W zamian za to na boisku pozostawali Rafał Augustyniak, czy chociażby Yuri Ribeiro, którzy w ogóle nie czuli się dobrze w tym spotkaniu. Pierwszy nieco lekceważąco podchodził do niektórych sytuacji boiskowych, a drugi jak tylko mógł, unikał wzięcia odpowiedzialności w obronie tak, aby popełnić jak najmniej błędów. Ciężko zrozumieć, co chciał osiągnąć trener Runjaić. Chciał udowodnić, że nie posiada wartościowych zmienników i postanowił wymusić transfery? Odnalazł alternatywny plan na mecz z Koroną? Czy może chciał zasabotować to spotkanie? Przecież w takim meczu przy wyniku 2:3 w końcówce, nie wpuszcza się na boisko chłopaka urodzonego w 2006 roku… Owszem dajmy się ogrywać Filipowi Rejczykowi w pierwszym zespole. Tylko niech on występuje w meczach, gdzie będzie miał więcej swobody w grze niż w meczu na styku. To jest odpowiedni moment, żeby – albo zostawić doświadczonego zawodnika na boisku, albo wprowadzić gościa, który swoim spokojem utrzyma wynik meczu.

– Nastawiliśmy się, że będzie to wymagające spotkanie. Gospodarze mieli ogromne oczekiwania, co do tego spotkania. Przy wyniku 3:1 potrzebowaliśmy zawodników, którzy wezmą odpowiedzialność za drużynę. Tego nam zabrakło. Musimy zachować spokój, ciężko pracować i mieć wiarę we własne umiejętności. Potrzebujemy zawodników, którzy są w stanie znieść tę presję. Nie szukam wymówek. Musimy być teraz razem, może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Potrzebujemy wsparcia. – powiedział po meczu trener Legii Warszawa Kosta Runjaić.

Mistrzostwo Polski? Mission Impossible…

Po raz kolejny cała kolejka PKO Ekstraklasy „zagrała” pod Legię Warszawa. Wicemistrz Polski ponownie mógł dołączyć do wyścigu o mistrzostwo Polski. No właśnie, kluczowe stwierdzenie – „mógł”, ponieważ tego nie zrobił. Mecz z Koroną Kielce skończył się podziałem punktów, ale nie można powiedzieć, że Legia Warszawa zdobyła tutaj punkt. Zdecydowanie bardziej pasuje tu określenie, że zespół ze stolicy stracił dwa oczka na kieleckim terenie. Czy wypisał się z walki o mistrzostwo Polski? No tutaj coraz bardziej skłaniam się do tezy, iż misja – „Mistrzostwo Polski”, staje się „Mission Impossible”.

Nie ma co ukrywać, że najcenniejsze piłkarskie trofeum w Polsce zdobywa się właśnie takimi meczami jak z Koroną Kielce i Puszczą Niepołomice. To właśnie takie zespoły motywują się podwójnie, aby urwać punkty faworytom. O ile z Ruchem Chorzów udało się zdobyć komplet oczek, o tyle remisy z Puszczą i Koroną to po prostu wstyd. Kosta Runjaić musi obowiązkowo wywalczyć choć kwalifikacje do europejskich pucharów. Inaczej – moim zdaniem – nie będzie szkoleniowcem warszawskiego zespołu w przyszłym sezonie.

***

Kto zagrał poniżej swoich możliwości? Przede wszystkim obrońcy Legii Warszawa ponownie dali popis umiejętności nie bronienia bramki. Jędrzejczyk pokazał, że nie wszyscy sędziowie nabierają się na jego faule, których nie ma. I to właśnie w tej akcji po stracie Artura, Korona Kielce odzyskała wiarę w swój zespół. Dodatkowo Yuri Ribeiro krył na radar i jak najbardziej starał się nie brać odpowiedzialności za obronę w Legii. Moim zdaniem to nie jest odpowiednia pozycja dla Portugalczyka. Coraz częściej jest on „elektryczny”, a przede wszystkim nie kryje blisko rywali w polu karnym. Blisko nie krył również Kapuadi, który brał przykład z portugalskiego kolegi i przy drugiej bramce dla Korony pozorował krycie. W pomocy Rafał Augustyniak – chimeryczny, niechlujny, mało mobilny. Jestem zdania, że musi wrócić jak najszybciej na swoją nominalną pozycję środkowego obrońcy. Zarówno dla dobra linii pomocy, jak i dla dobra całego klubu.

Na plus? Zdecydowanie tercet ofensywny. Wreszcie napastnicy Legii Warszawa pokazali, że potrafią strzelać gole. Blaz Kramer dostał dwa prostopadłe podania, które zamienił na bramkę. Słoweniec dał sygnał trenerowi, że czasami warto jest zagrać piłkę po ziemi prostopadle w pole karne rywala, a on zrobi z tym właściwy pożytek. Marc Gual? Hiszpan w Kielcach czuł się jak ryba w wodzie – asystował, strzelał. Takiego napastnika, a właściwie takiej „dziesiątki” oczekuje do gry Legia Warszawa. Nie jest to typ golleadora z Jagielloni, ale widać było, że doskonale się rozumiał z Kramerem oraz Kapustką. No właśnie, Bartek Kapustka wraca do swojej optymalnej formy. Świetnie zastępował Josue, starał się szukać korytarzy do zagrywania prostopadłych piłek. Za każdym razem próbował zdobywać teren podaniem, wyjściem na pozycję, dryblingiem. Bardzo dobry prognostyk na nadchodzące spotkania. Tylko trener musi zrozumieć, że Polak może grać razem z Josue… Od przybytku głowa nie boli.

 

Oceny pomeczowe

Oceny w skali 1-10 (ocena wyjściowa: 5)

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Ekstraklasa